
W Warszawie zawsze brakowało mi imprez tematycznych stworzonych z myślą o nieheteronormatywnych kobietach. Dopiero po czasie odkryłam L VIBES – organizatora cudownych, tematycznych kobiecych wydarzeń, często również poza Warszawą, na które zapraszane są znane osoby powiązane z tematem (czyli, jak się wcześniej mówiło – „z branży”). Gdy zobaczyłam w listopadzie ogłoszenie o zbliżającym się „Lesbijskim Weselu” (12.11.2022) wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Zostało ono zorganizowane z okazji rocznicy zaręczyn znanej z Top Model i plakatów Vogue’a Julii Sobczyńskiej i jej dziewczyny Judyty Milczek. Impreza miała miejsce w dobrze znanym wielu osobom klubie La Pose – już na początku na powitanie pomachała mi słynna rączka – neon La Pose. Wstęp nie był drogi, bowiem już za 30 złotych można było zafundować sobie ciekawy piątkowy wieczór. Jako że z założenia takie inicjatywy mają ułatwiać także poznawanie nowych osób, na wejściu zawsze zakładane są opaski – osobne dla wolnych i zajętych. To do nas należy wybór, czy chcemy nawiązywać nowe znajomości czy też taktycznie (albo i nie) założyć „zajętą” opaskę, jeśli w żadne bliższe interakcje wchodzić nie zamierzamy.
Organizator imprezy – DJ-ka Hiena, bo to ona jest główną inicjatorką większości kobiecych rautów, zadbała o odpowiednią oprawę muzyczną, angażując DJ-kę Treexy. Na tej konkretnie imprezie Hiena bardziej pełniła rolę wodzireja. Jak zawsze na najlepsze hity podrywające do tańca trzeba trochę poczekać, ale wszyscy wiedzą, jak to działa – kiedy zacznie się już ta właściwa zabawa z dużą ilością ludzi, wjeżdżają imprezowe klasyki.
Niekwestionowaną atrakcją, która często zdarza się na imprezach organizowanych przez L VIBES, jest studio tatuażu, które często przyjeżdża na te wydarzenia. Tak było i tym razem. Opcja spontanicznej pamiątki wydaje się dla wielu osób (w tym i dla mnie) kusząca, wielu gości, zwłaszcza par, chętnie z tego korzystało. Było wiele uroczych wrzutek (niektóre bardzo kontrowersyjne jak np. całujące się siostry zakonne), zarówno właśnie do pary (i dla pary, czy też przyjaciół), jak i innych uroczych wzorów. Każdy, kto chciał wynieść stamtąd trwałą pamiątkę, na pewno znalazł coś dla siebie. Razem z dziewczynami, z którymi przyszłam, zdecydowałam się na spontaniczny tatuaż, nadal wspominam to wydarzenie, patrząc na niego z przyjemnością, i myślę, że one również.
Największe atrakcje zaczęły się jednak późnym wieczorem, gdy dwie panny młode – Julia i Judyta, zawitały do klubu. Mnie od początku bardzo spodobało się to, że (przyszłe) panny młode od razu wtopiły się w tłum – nie było żadnej granicy, rozdzielenia, „nas i was”. Nie było tej granicy, która zdarza się, że wytwarza się pomiędzy osobami bardziej znanymi, a resztą tłumu. Co więcej – obie panny młode chętnie rozmawiały z uczestnikami imprezy, zwłaszcza Julia. Ja sama miałam okazję chwilę z nią porozmawiać. To właśnie owocem tej rozmowy był późniejszy wywiad – gdyż Julia, gdy dowiedziała się, że jestem z mediów studenckich i piszę artykuły, bardzo się ucieszyła i mi go zaproponowała. Miło przekonać się, że osoby znane, to też jednak ludzie z krwi i kości, z radościami, problemami i ogólnie ludzką twarzą
Gdy wybiło 20 minut po północy, zaczęła się największa zabawa. Rozpoczęła się bowiem symboliczna ceremonia ślubna z obrączkami, oczepinami i pasowaniem. Bardzo ciekawie było zobaczyć tę ceremonię w wersji z dwiema kobietami – niby tak samo jak w wersji różnopłciowej, a jednak zupełnie inaczej. Brak rozdźwięku w życzeniach dla przyszłej młodej pary bardzo mi się podobał; nie było typowego gadania, żeby żona robiła jedno, a mąż drugie. Za to też lubię ogólnie relacje jednopłciowe, które obnażają bolączki typowego modelu małżeństwa – typowe, często niewygodne przyjmowanie pewnych ról. Świetnym uzupełnieniem ceremonii był głos DJ-ki Hieny – idealny do tego typu imprez. Warto dodać, że w tym momencie w klubie było już tyle osób, że faktycznie można było poczuć się jak na prawdziwym, hucznym weselu. Różnicą było jedynie to, iż młoda para składała się z kobiet, a wokół było pełno pięknych, nieheteronormatywnych pań (i nie tylko, imprezy te są dla wszystkich, ale skupiają wokół siebie głównie właśnie kobiety w swoim założeniu).
Po „ceremonii ślubnej” nastąpiły oczepiny i gry weselne – takie jak na typowym, polskim weselu. Typowym, ale tym razem nietypowym.
Plan lesbijskiego wesela, które miało trwać (i trwało) do rana, był dużo bogatszy i zawierał jeszcze dużo punktów, jednakże mi zmęczenie pozwoliło wytrwać jeszcze tylko do burleskowego show Lady Fox. Klub La Pose znany jest z tego, że bardzo często bywają tam tego typu show, tym razem również nie było zawodu – kocie, seksowne ruchy Lady Fox, w połączeniu z jej zadziornością i masą złotego pyłu dały piorunujący efekt, panny młode również były show zachwycone. Cudowny jest fakt, że w Warszawie jest przestrzeń na takie rzeczy i lokal skupiający wokół siebie miłośników kontrowersyjnej sztuki burleski. Jeśli jesteś jej fanką (albo fanem), polecam Ci zainteresować się wydarzeniami w La Pose. Ogólnie jeśli jesteś młodą, nieheteronormatywną osobą, szukającą fajnych, ciekawych tematycznych imprez, polecam lokal La Pose, gdyż obfituje w tego typu wydarzenia; bardzo fajną inicjatywą organizowaną w La Pose są również np. speed datingi i wiele, wiele innych. W październiku dla przykładu odbył się tam kobiecy event z okazji święta Halloween. Teraz, w lutym odbyły się walentynki z pocztą walentynkową – poprawinki Lesbijskiego Wesela. Jak tylko nadarza się okazja, w La Pose odbywa się tematyczne wydarzenie – warto śledzić ich profile w social mediach, aby być na bieżąco.
Podczas całej imprezy panował luz, swobodna atmosfera. Bardzo polecam bar w La Pose, co prawda drinki nie są najtańsze, ale naprawdę warte spróbowania. I też bądźmy uczciwi – wieczory piątkowe w Warszawie nie należą do najtańszych, więc jeśli chcemy od czasu do czasu wyjść i się rozerwać, warto mieć przygotowane na tę okazję fundusze. Jednego można być pewnym – na pewno nikt nie będzie żałował spróbowania tamtejszych koktajli, bo są prawdziwie pyszne!
W całokształcie Lesbijskie Wesele bardzo mi się podobało, gdyż była to impreza tematycznie bardzo nietypowa i nowa – wiedziałam, że wydarzenia organizowane przez L VIBES co do zasady takie są, jednak to pierwsza taka zabawa, w której brałam udział. Ujęła mnie jej nietypowość, atrakcje takie jak tatuaże czy show burleskowy oraz (i tutaj mam na myśli nie tylko wesele, ale ogólnie o inicjatywach L VIBES) angażowanie znanych osób działających w tym środowisku. Poza inicjatywą, która sama w sobie jest świetna, świetne jest też jej wykonanie.






Dodaj komentarz