W Walentynki zamiast na trendującą komedię romantyczną „Tylko nie ty” postanowiłam wybrać się na mniej oczywisty seans „Dobrych nieznajomych” w reżyserii Andrew Haigha. Czy było warto?

źródło: wytwórnia SEARCHLIGHT PICTURES
https://www.searchlightpictures.com/all-of-us-strangers
Film powstał na podstawie powieści Taichi Yamady pod tytułem „Strangers”. Jest to druga pełnometrażowa adaptacja tej powieści, pierwsza to „The Discarnates” (1988). Reżyser „Dobrych nieznajomych” – Andrew Haigh – zasłynął z takich pozycji festiwalowych jak „45 lat” (2015) czy też „Polegaj na mnie” (2017). Film opowiada o 30-letnim Adamie (Andrew Scott) oraz jego sąsiedzie Harrym (Paul Mescal), którzy jako jedyni zamieszkują opustoszały blok w Londynie. Wraz z rozwojem ich relacji, Adama coraz bardziej pochłaniają wspomnienia z przeszłości. W pewnym momencie decyduje się powrócić do domu, w którym dorastał, i zastaje rodziców – takich, jakich zapamiętał
z dzieciństwa, gdy jeszcze żyli.
Idąc na „Dobrych nieznajomych”, nie miałam żadnych oczekiwań i myślę, że to najlepsze podejście do tego typu seansu. Im mniej wiesz, tym bardziej będziesz zaangażowany w jego fabułę. Film jest skomplikowany i trudny w odbiorze. Trzeba być niezwykle czułym na wszystkie szczegóły pojawiające się na ekranie. Można tę adaptację określić mianem slow cinema. Nie ma w nim szybkiej i dynamicznej akcji. Tutaj widz angażuje się w powolne ujęcia, docenia ich piękno bez jakiegokolwiek pośpiechu. Dzięki czemu został uzyskany ciekawy efekt śnienia na jawie. Reżyser, czerpiąc inspirację również ze swojego życia, zdecydował się na ukazanie scen nagranych w dużym zbliżeniu, co nadaje całemu dziełu charakter osobisty. Przenikanie i nakładanie się kolejnych ujęć ze sobą jest ciekawym zabiegiem budującym klimat mistyczny, niemalże eteryczny.
Do zapoznania się z tym filmem zostałam zachęcona niezwykłą obsadą, która mnie nie zawiodła. Andrew Scott, grający protagonistę – Adama – wykazał się ogromnym wachlarzem emocji na ekranie. Bardzo trafnie ukazał rozterki głównego bohatera, związane z traumą utraty rodziców w bardzo młodym wieku. Andrew Scott zadziwiał już wielokrotnie na ekranach, wcielając się w bardzo różnorodne postaci, od psychopatycznego złoczyńcy w serialu „Sherlock” (2010) po księdza zmagającymi się z kryzysem wiary w „Fleabag” (2016). Za rolę w „Dobrych nieznajomych” otrzymał nominację do tegorocznych „Złotych globów” w kategorii „najlepszy aktor pierwszoplanowy”. Obok niego na ekranie zobaczymy równie utalentowanego Paula Mescala, który zadebiutował w miniserialu „Normal people” (2020) i od tamtej pory nie przestaje zaskakiwać swoją grą aktorską. Po zagraniu roli młodego ojca zmagającego się z depresją w filmie „Aftersun” (2022), otrzymał nominację do Oscarów w kategorii „najlepszy aktor pierwszoplanowy”. Ma wyjątkową umiejętność przekazywania widzowi wszystkich emocji odczuwanych przez daną postać. Za rolę Harry’ego w „Dobrych nieznajomych” uzyskał nominację do nagrody BAFTA w kategorii „najlepszy aktor drugoplanowy”.
Film „Dobrzy nieznajomi” porusza wiele trudnych tematów, dlatego z pewnością nie nadaje się dla osób bardzo wrażliwych. Jednym z głównych wątków jest przede wszystkim zmaganie się z samotnością, a wręcz z poczuciem wyizolowania od ludzi. Są poruszane kwestie związane z ludzką tożsamością, a także z funkcjonowaniem w świecie jako człowiek nieheteronormatywny. Po seansie można dojść do konkluzji, że pomimo większej otwartości i tolerancji społeczeństwa, nadal panuje duża tendencja do stygmatyzacji osób queerowych. Powoduje to u nich wzrost poczucia osamotnienia oraz niezrozumienia przez innych ludzi. Warto podkreślić, że ten wątek zostaje ukazany jako jeden z wielu innych. Jest ważny, ale nie najważniejszy dla całości. Reżyser wprowadza go w sposób naturalny i nie bez przyczyny.
Kolejny ważny temat obecny w filmie to motyw żałoby i ukazanie jak strata osoby bliskiej, pomimo upływu lat, nadal ma ogromny wpływ na człowieka. Reżyser stawia swego rodzaju znak równości między przeszłością a teraźniejszością w życiu jednostki. Obrazuje wpływ wydarzeń z dzieciństwa na obecne życie dorosłej osoby. Film zaprzecza powszechnie znanemu przekonaniu, że „czas leczy rany”. Jesteśmy świadkami, jak 30-letni Adam nadal zmaga się z utratą rodziców w wieku 13 lat. Cały czas nie pogodził się z faktem, że nie ma ich już na świecie. Reżyser przedstawia odbiorcom portret człowieka, który po stracie bliskich zatraca się w swoich wspomnieniach. Można dojść do wniosku, że jednostka nigdy całkowicie nie pogodzi się z odejściem drugiej osoby. Nieustannie odczuwa ona pustkę, z którą wraz z upływem lat próbuje dalej żyć.
Moim zdaniem tę pozycję warto obejrzeć, ponieważ skłania do refleksji. Filmy, z których możemy coś wynieść i z nami zostają, są tymi najbardziej wartościowymi. Sama adaptacja jest przepełniona emocjami i na seans należy zaopatrzyć się w masę chusteczek. Jestem świadoma, że ta pozycja może natomiast nie spodobać się osobom preferującym dynamiczne, przepełnione akcją produkcje. Film nadal można zobaczyć w polskich kinach, a od 22 lutego będzie on dostępny na Hulu (niestety nie ma jeszcze informacji na temat wersji z polskimi napisami).






Dodaj komentarz