W dniach 28-30 listopada Warszawa cofnęła się do lat 80. i zamieniła się w Hawkins. Miasteczko z Indiany przeniosło się do stolicy, gdzie otworzył się portal na Drugą Stronę, a dwa wszechświaty przeniknęły do siebie nawzajem. Bohaterem fabuły byłeś ty sam i to ty musiałeś pokonać demogorgony, Vecnę oraz odnaleźć Willa. 

Parter w Domu Braci Jabłkowskich, archiwum prywatne

Dom Braci Jabłkowskich na trzy dni stał się kawałkiem fikcyjnego miasteczka z popularnego serialu „Stranger Things”. Z okazji ostatniego sezonu serialu Netflix zorganizował jeden z największych eventów serialowych w Polsce. Fani przez trzy dni mieli okazję stać się częścią swojego ulubionego uniwersum. Mimo że wydarzenie było biletowane, ściągnęło tłumy ludzi, którzy wytrwale czekali godziny w kolejce, by spróbować dostać się do środka.

Na trzech piętrach domu towarowego odtworzono kultowe miejsca z serialu, w których odwiedzający mogli zrobić sobie zdjęcia lub… doświadczyć podobnych wrażeń jak bohaterowie serialu. Sama sceneria robiła ogromne wrażenie, ale to nie ona tworzyła to niezwykłe doznanie – to aktorzy tworzyli to całe doświadczenie. W laboratorium to my tworzyliśmy podmiot badań, a aktorzy wcielający się w doktorów pomagali nam odkryć ukryte moce. W Family Video, gdzie można było “wypożyczyć” kasety z ulubionymi filmami, doradzał sobowtór serialowego Steve’a.

Na wejściu każdy otrzymał mapkę z planem i opisem poszczególnych zakamarków oraz zagadki, za których prawidłowe rozwiązanie można było otrzymać karty kolekcjonerskie. Ponadto, każdemu wręczono kupony na lody w Scoops Ahoy i kawałek pizzy w Surfer Boy Pizza. Kolejnym elementem było oficjalne wprowadzenie nas do przygody. Sceną wejściową był audiowizualny pokaz, który miał na celu zbudowanie serialowego klimatu. 

Na pierwszym piętrze, idąc od prawej, zwiedzanie rozpoczynał salon rodziny Byersów, gdzie odtworzono słynną ścianę z lampeczkami i alfabetem, które są znakiem rozpoznawczym „Stranger Things”. Każdy centymetr wolnej przestrzeni na meblach był zapełniony rekwizytami – nawet szuflady w szafkach miały gadżety inspirowane serialem, co pokazuje z jaką starannością i dokładnością została odtworzona sceneria.

Salon Byersów, archiwum prywatne

Po wyjściu z salonu nagle przenosiliśmy się do Hawkins High School. Na korytarzu liceum mogliśmy zajrzeć do szafek uczniów, które były równie detalicznie dopracowane, co wystrój pokoju Byersów. Na tablicach z ogłoszeniami widniały ulotki o nadchodzących imprezach i poszukiwaniach Eddy’ego – postaci z czwartego sezonu serialu.

Na końcu czekały nas najciekawsze aktywności. Na rogu Cornwallis i Kerley można było zagrać w grę grupową, by wspólnie ocalić miasto. Kolejnym etapem było dostanie się do Hawkins National Laboratory. Żeby do niego wejść trzeba było przejść inspekcję przez kontrolujących obiekt, co tak naprawdę było dosyć humorystyczną scenką odgrywaną przez aktorów. Mimo to muszę przyznać, że pomimo luźnej atmosfery nikt z odgrywających nie złamał charakteru i zachował całkowitą powagę – z wyjątkiem żartobliwej gry w papier, kamień, nożyce o pamiątkowe zdjęcie z nadzorcami. 

Hawkins, róg Cornwallis i Kerley, archiwum prywatne

Po odczekaniu kilku minut przyszła kolej na naszą grupę, którą zabrano za drzwi laboratorium. Naukowcy wręczyli nam nasze karty pacjenta oraz karty kolekcjonerskie z postaciami i przeprowadzili krótki wywiad z wybranymi osobami, oczywiście na temat nadprzyrodzonych mocy. Następnie w środku czekało nas kilka stoisk, w których mogliśmy sprawdzić nasze nietypowe zdolności, takie jak zgniatanie puszki za pomocą fal mózgowych czy przenoszenie obiektów siłą woli – i tak, faktycznie było to możliwe. Niestety na przetestowanie każdej gry nie było wystarczająco czasu – po „odkryciu” niezwykłej mocy jednej z pacjentek zostaliśmy wyproszeni pod pretekstem nagłego alarmu i przymusu zamknięcia laboratorium. Wszystko było dokładnie przemyślane i w ten sposób nadzorowano czas, by całość przebiegała płynnie, ale jak na zgromadzone tam tłumy, czasu było niewiele.

Narodowe Laboratorium w Hawkins, archiwum prywatne

Drugie piętro otwierało dużo ciekawsze możliwości. Mogliśmy przejść korytarzem, który był stylizowany na wnętrze umysłu Vecny – pnącza i czerwone światła oplatały przejście do słynnego zegara, który znajdował się na końcu, czyli na strychu Creelów. Oprócz tego, w pomieszczeniu czekała nas gra z technologią kinect, która polegała na walce z Vecną, czyli dynamicznym przecinaniu gałęzi, by odeprzeć jej atak. Nic szczególnie zaawansowanego, ale był to intrygujące urozmaicenie doświadczenia. Najbardziej obleganą atrakcją była Mroczna Puszcza, w której trzeba było odnaleźć Willa wraz z grupą losowo dobranych przyjaciół. Była do niej niekończąca się kolejka, więc dostanie się do środka nie było łatwe i nam akurat się nie udało. Przed wejściem do puszczy znajdował się zamek Byersów, czyli drewniany fort wybudowany przez Willa i Jonathana, w którym można było zrobić sobie zdjęcie.

Las w Hawkins / salon Creel’ów, archiwum prywatne

Trzecie piętro było całkowicie poświęcone rozrywce. Mogliśmy odwiedzić wszystkie ulubione miejsca w Starcourt Mall – zjeść kawałek najlepszej pizzy w mieście w Surfer Boy Pizza, spróbować słynnych lodów w Scoops Ahoy, wypożyczyć film na piątkowy wieczór w Family Video czy zmierzyć się ze znajomymi w grach wideo w Palace Arcade. Ponadto, można było zadedykować piosenkę dla wyjątkowej osoby, wczuwając się w Rockin’ Robin w WSQK Radio. Wyjątkowym urozmaiceniem była możliwość stworzenia swojej własnej karty kolekcjonerskiej, wzorowanej postaciami z serialu, poprzez zeskanowanie kodu QR i wypełnienie formularza. Gotowa pamiątka czekała do odbioru w wypożyczalni filmów.

Starcourt Mall, archiwum prywatne

Był to niesamowity event, stworzony z niebywałą dokładnością oraz ogromnym nakładem pracy; całokształt był zachwycający. Fani po raz ostatni mogli przeżyć ulubioną fabułę na własnej skórze i poczuć się jak w serialu. Wydarzenie niezaprzeczalnie ściągnęło ogromne tłumy ludzi – czego zdecydowanie nie dało się przewidzieć. Entuzjaści „Stranger Things” przyjeżdżali z różnych miast Polski, by odwiedzić Hawkins

Z mojej perspektywy było to niezwykle ciekawe doświadczenie, ale nie powiedziałabym, że było ono warte ośmiu godzin czekania na mrozie, które od czasu do czasu było umilane zimową herbatą, podawaną przez „pogromcę duchów”. Największym minusem w całej przygodzie był jej ograniczony czas, bo na przejście całego obiektu były tylko niecałe dwie godziny, a na miejscu były tłumy. Być może gdyby wpuszczano tylko osoby z biletami, wrażenia byłyby inne, ale wtedy kilkaset osób ominęłoby tę zabawę.

Dom Towarowy Braci Jabłkowskich, Bracka 25, archiwum prywatne

Ze strony Netflixa było to najlepsza akcja promocyjna jaka kiedykolwiek powstała w stolicy. Atrakcja przykuwała uwagę przechodniów, którzy dołączali do tłumu, by tylko dowiedzieć się co dzieje się w centrum miasta, więc serial, mimo już ogromnej rozpoznawalności, zdobył dodatkową widownię. Pomimo chaosu, który wprowadziła ogromna kolejka, organizacji nie można było nic zarzucić, ponieważ wszystko przebiegło bezproblemowo. Z Domu Braci Jabłkowskich wyszłam zmęczona, ale niezwykle podekscytowana wrażeniami z lekką nutą rozczarowania, że nie udało mi się doświadczyć wszystkich „przygód”. Netflixowi trudno będzie podnieść poprzeczkę po tak doskonałym evencie, ale z chęcią wybiorę się na przyszłe tego typu wydarzenia, gdy tylko nadejdzie okazja.

Dodaj komentarz

Trendy