Artysta wyruszający w trasę koncertową ma nie tylko sprawiać uśmiech na twarzach słuchaczy, ale też przede wszystkim zarobić. Przecież nikt nie chciałby wyjść na zero lub nawet na minus, a do opłacenia jest naprawdę wiele rzeczy. Piosenkarze muszą wynająć klub, arenę lub stadion, w zależności od popularności muzyki, którą tworzą. Nikt przecież nie pozwoli dopiero co wschodzącej gwieździe ogłosić koncertu na stadionie, którego na pewno nie wyprzeda, przez co może jedynie pomarzyć o jakimkolwiek zysku. Do wydatków dodatkowo należy wliczyć opłaty za pracę tancerzy i innych artystów tworzących show, ale nie można zapominać o operatorach i dźwiękowcach, którzy mimo że są mniej widoczni, to bez ich pracy nie byłoby czego oglądać. Artyści muszą opłacić także promocję koncertu i transport z jednego państwa do drugiego w trakcie odbywającej się trasy. Nie powinno więc dziwić, że ceny biletów z roku na rok rosną, ale sytuacja robi się podejrzana, gdy jedna osoba kupująca wstęp na płytę płaci w maju 1000 złotych, a druga we wrześniu za ten sam bilet zapłaci już tylko 500 złotych. Dlaczego tak jest?

Opisany wyżej mechanizm znany jest powszechnie pod nazwą dynamicznych cen. Portale zajmujące się sprzedażą biletów np. Ticketmaster mogą ustalać ceny wstępu na koncert w zależności od popytu na dane wydarzenie. Oznacza to, że ceny, które ustalił początkowo artysta mogą w szybkim czasie diametralnie wzrosnąć. Tak było między innymi w przypadku tegorocznej sprzedaży biletów na trasę Harry’ego Stylesa. Najtańsze bilety w Nowym Jorku miały kosztować około 100$, ale przez wysokie zainteresowanie trasą cena wzrosła praktycznie od razu do 400$. Ten mechanizm na szczęście nie działa w każdym kraju, a także nie na każdej stronie sprzedającej bilety, ale w tej jednej kwestii kluczowe jest zdanie artystów. Mogą oni wybrać inną platformę lub po prostu nie zgodzić się na działanie dynamicznych cen, jednakże dla gwiazd jest to często dodatkowy zysk, dlatego nie znajdziemy dużo przypadków sprzeciwu wobec tego schematu.

Głośnym echem odbiło się jednak zachowanie tegorocznej zwycieżczyni Grammy w kategorii Najlepszy Nowy Artysta, czyli Olivii Dean. Autorka takich hitów jak Man I Need czy So Easy (To Fall in Love) skomentowała w sieci drażniące ją działanie firm takich jak Ticketmaster, Live Nation i AEG. W związku z nadzwyczaj szybką sprzedażą biletów na jej nadchodzącą trasę Art of Loving Live 2026 fani zaczęli skarżyć się na zdecydowanie zawyżone ceny biletów w odsprzedaży. Okazało się, że wymienione wcześniej firmy dopuściły do ponownej sprzedaży bilety około 10 krotnie droższe niż te, które były ustalone przez artystkę. Piosenkarka na swoim Instagramie dodała wymowny wpis, że nie będzie tolerować takiego zachowania, ponieważ muzyka na żywo powinna być przystępna cenowo i dostępna dla wszystkich, a takie nieetyczne działanie niestety to uniemożliwia. Ticketmaster oświadczył, że zwróci różnicę cenową na konta poszkodowanych, lecz niesmak artystki oraz kupujących na pewno tak szybko nie minie.
Mimo że gwiazdy temat sprzedaży biletów oddają w ręce zaufanych firm, to artyści mają zawsze prawo do głosu – w tym sprzeciwu – wobec działań niekorzystnych dla kupujących. Mogą, tak jak Taylor Swift, Ariana Grande czy Charli XCX, zrezygnować z oferty dynamicznych cen i głośno mówić o niesprawiedliwościach w branży muzycznej lub tak jak inni – zbierać korzyści z nieetycznego funkcjonowania zasad sprzedaży biletów. Wbrew dezinformacji, która krąży po sieci i stara się wybielać wizerunki gwiazd, artyści naprawdę mogą wiele zdziałać, jeśli tylko chcą.





Dodaj komentarz