Czeska Praga ma dwie twarze. Jedna patrzy na turystów z pocztówek, a druga chowa się w bocznych uliczkach, które łatwo przeoczyć. Zimą stolica wcale nie zwalnia, a paradoksalnie nawet przyspiesza. Turystów jest więcej niż latem, tylko ubranych grubiej i poruszających się szybciej, jakby miasto należało zobaczyć, zanim zamarznie. Wybrałam się do Pragi na samym początku stycznia i dziś przychodzę z małą refleksją. 

Rynek Staromiejski podczas jarmarku, fot. własna

Klasyka: miasto, które wie, że jest piękne

Most Karola zimą wygląda inaczej niż na letnich zdjęciach. Kamień jest ciemniejszy, rzeźby bardziej surowe, a Wełtawa cięższa i wolniejsza. Most nie jest wtedy romantyczny, a  monumentalny. I właśnie to robi największe wrażenie. Wśród tłumu słychać różne języki, ale wszyscy reagują podobnie, krótkim zatrzymaniem, spojrzeniem w bok i szybkim zdjęciem, uciekając przed porywami chłodnego wiatru. Kilka minut rozpościera się przed nami widok ulicy Paryskiej, najbardziej luksusowy fragment miasta. Szeroka, elegancka, uporządkowana. Sklepy światowych marek stoją tu jak deklaracja: Praga potrafi być droga i wyrafinowana. Zaledwie kilka kroków dalej ton zmienia się całkowicie.

Pomnik na Moście Karola, fot. własna

Dom Franza Kafki i jego mistyczny pomnik nie próbują przyciągać uwagi. Wręcz przeciwnie, niemal znikają w przestrzeni. Dom nie jest monumentalny. I całe szczęście. Jest zwyczajny, niepozorny, pozbawiony patosu. Pasuje do autora, którego twórczość zbudowana jest z niepokoju, absurdu i poczucia zagubienia. Kafka w Pradze nie potrzebuje pomników ani wielkich gestów. Miasto i tak wciąż go wykorzystuje jako symbol własnej niejednoznaczności. Autor nie stoi tu na cokole. On tworzy tu atmosferę. 

Pomnik Franza Kafki obok jego domu, fot. własna

Przed wizytą w Muzeum Narodowym trzeba uzbroić się w cierpliwość. Trzydzieści minut stania w kolejce na zimnym powietrzu, to cena za wejście do jednej z najbardziej znanych, ale też najbardziej zaskakujących atrakcji Pragi. W środku zaczyna się opowieść o świecie i  człowieku. Wystawy prowadzą przez historię świata i ewolucji –  dosłownie. Mamut oraz dinozaury w skali 1:1 nie są tu dekoracją, ale punktem wyjścia do opowieści o czasie, który nie mieści się w ludzkiej wyobraźni. Jest Lucy, najbardziej znany australopitek, jeden z najstarszych znanych przodków człowieka, są też neandertalczycy. To muzeum nie opowiada jednak wyłącznie o przeszłości. Zadaje ono również pytania dotyczące teraźniejszości. O to, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Wychodząc stąd, Praga wydaje się nagle tylko jednym z przystanków w znacznie dłuższej historii.

Widok na przepiękny hol Muzeum Narodowego, fot. własna

Najwęższa ulica stolicy Czech to jedno z tych miejsc, które przyciąga tłumy. Wchodzi się pojedynczo, z sygnalizacją świetlną regulującą przepływ turystów, ocierając się o mury kamienic. Po wyjściu naszym oczom ukazuje się taras widokowy, z którego roztacza się panorama Wełtawy i mostów.

Katedra św. Wita, fot. Patrycja Malicka

Nad wszystkim czuwają Hradczany, klasyczne, reprezentacyjne, dumne. Z góry Praga jest cicha. Katedra św. Wita wyrasta tu jak monumentalna figura. Nieopodal znajduje się Złota Uliczka, która wciąż żyje legendą dawnych rzemieślników. Domki są malutkie, niemal jak z baśni. Stojąc w kolejce do ich zwiedzenia, można poczuć, że cała opowieść o Pradze zawiera się w tej uliczce, osobista, skoncentrowana historia o wielkim mieście. Na Złotej Uliczce mieści się też muzeum tortur, choć słowo muzeum nie jest tutaj najlepszym określeniem. To maleńka sala odgrodzona od zwiedzających kratą, a jednak nawet tu ustawiają się kolejki. Narzędzia tortur, stojące w tym maleńkim pomieszczeniu, wciąż potrafią wywołać dreszcz. Schodząc starymi schodami zamkowymi, ma się wrażenie, że wraca się nie tylko do centrum miasta, ale też do teraźniejszości. Tuż obok, niemal w cieniu, leży uliczka Nowy Świat. Jest cicho i spokojnie, bez tłumów, jakby ktoś zostawił tu dawną Pragę sprzed wieków. 

Sala tortur na Hradczanach, fot. własna
fot. własna

Praga poza przewodnikiem: ironia i dystans

Praga najlepiej mówi o sobie żartem. Nie głośnym, ale cichą ironią, którą łatwo przegapić. Wystarczy wejść do Pasażu Lucerna, żeby zrozumieć, że tu nic nie jest do końca na serio.

Pomnik św. Wacława w Pasażu Lucerna, fot. własna

W samym centrum, w miejscu, które z definicji powinno być eleganckie i reprezentacyjne, wisi pomnik świętego Wacława siedzącego na odwróconym koniu. To antypomnik. Parodia narodowej dumy. Czeski komentarz do historii, który nie potrzebuje podpisu. Wacław nie triumfuje, nie prowadzi narodu ku chwale. Jest karykaturą mitu. I właśnie w tym zawiera się cała czeska filozofia: jeśli już wierzyć w symbole, to tylko z dystansem. Kilka ulic dalej Zygmunt Freud balansuje nad głowami przechodniów, trzymając się jedną ręką metalowego pręta. Rzeźba Davida Černego wygląda, jakby miała spaść w każdej chwili. Turyści spoglądają w górę odruchowo, z niepokojem,  ciekawością, czasem nawet uśmiechem. Freud nie analizuje tu nikogo. On sam jest analizowany. Zawieszony między absurdem a lękiem, dokładnie tam, gdzie często znajduje się współczesny człowiek.

Wiszący nad głowami Zygmund Freud, fot. własna

Ściana Johna Lennona powstała w latach 80.XX wieku, gdy malowanie było aktem wolności w cieniu reżimu. Dziś jest mozaiką kolorów, cytatów i symboli pokoju. Nikt nie zliczy znajdujących się na niej warstw farby.  Tutaj Praga uśmiecha się do turysty i pozwala na chwilę anarchii w samym centrum miasta. Są też miejsca, które funkcjonują bardziej jako opowieść niż przestrzeń — Dom Fausta to jeden z nich. Przez wieki narosły wokół niego legendy o alchemikach, tajemniczych eksperymentach i niewyjaśnionych zjawiskach. Historia miesza się tu z mitem, fakt z fantazją. I nikt nie próbuje tego prostować. Praga nie ma potrzeby wyjaśniać wszystkiego, ufa inteligencji odbiorcy.

Wyszehrad to miejsce, które omija wielu turystów, a niesłusznie. Brama Táborska, Rotunda św. Marcina, Bazylika św. Piotra i Pawła oraz park z widokiem na Wełtawę pokazują miasto jako bardziej refleksyjne, niemal melancholijne. A to wszystko w promieniu kilkunastominutowego spaceru od centrum. Punkt widokowy Stare Purkrabství to jeden z najlepszych kadrów na miasto. Spacerując po tym terenie, można zapomnieć, że jesteśmy w jednej z największych stolic Europy. Znajdujący się tu park daje przestrzeń, której brakuje w zatłoczonych uliczkach centrum. Co ciekawe, to tutaj można odwiedzić słynny grób Antoniego Dworzaka.

fot. własna

Najbardziej zaskakujące sceny rozgrywają się jednak tam, gdzie kończy się narracja o zabytkach. Nad Wełtawą, między mostami i monumentalną architekturą, można nakarmić nutrie. Zwierzęta podchodzą bez wahania, ignorują pomniki, historię i wielkie narracje. Liczy się tylko tu i teraz: jedzenie, ruch i  obecność człowieka. To moment niemal surrealistyczny. Praga przestaje być „zwiedzana”. Nie jest już tłem do zdjęć ani zbiorem symboli. Staje się doświadczeniem, prostym, nieoczekiwanym, trochę absurdalnym. Mruga do nas okiem, a kto odpowie na tę zaczepkę, zobaczy znacznie więcej niż most i Hradczany.

Nutrie nad Wełtawą, fot. Patrycja Malicka

Praga nie daje się zamknąć w jednej opowieści. Ta klasyczna oraz mniej znana część, istnieją tu równolegle, czasem się przenikają, czasem sobie zaprzeczają. Most Karola i wiszący Freud, Hradczany i nutrie nad Wełtawą – wszystkie te obrazy należą do tego samego miasta, choć mówią zupełnie innymi językami. Jedna bez drugiej byłaby tylko fasadą albo żartem bez puenty. Razem tworzą stolicę, która nie chce być tylko zwiedzana, ale interpretowana. Stolica Czech daje odbiorcy momenty, w których zamiast patrzeć, zaczyna się widzieć. I to wystarcza, by chcieć tu wrócić.

Widok na Pragę z Wyszehradu, fot. Patrycja Malicka

Dodaj komentarz

Trendy