Serial „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy w krótkim czasie stał się jednym z najgłośniejszych polskich tytułów dostępnych na platformie Netflix. Produkcja przyciągnęła miliony widzów i ponownie skierowała uwagę opinii publicznej na przemysłową historię Śląska.
Już w premierowy weekend serial odnotował 4,2 mln wyświetleń (24 mln godzin oglądania), co jest jednym z najlepszych wyników polskich produkcji ostatnich lat. Siła „Ołowianych dzieci” nie tkwi jednak wyłącznie w imponujących statystykach, lecz przede wszystkim w historii, którą przypomina.

Historia, która wydarzyła się naprawdę
Fabuła serialu inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami z lat 70., gdy w katowickiej dzielnicy Szopienice, w sąsiedztwie Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”, dochodziło do masowych zatruć ołowiem wśród najmłodszych mieszkańców.
Zakład był jednym z największych producentów kadmu na świecie i symbolem przemysłowej siły PRL. Jednocześnie jego działalność powodowała poważne skażenie środowiska. Dzieci z Szopienic, Burowca i Dąbrówki Małej chorowały na ołowicę, czyli przewlekłe zatrucie ołowiem powodujące poważne problemy zdrowotne.
Po latach dr Jolanta Wadowska-Król mówiła wprost:
– „Huta sypała ołowiem w straszny sposób. Dzieci mieszkały w ciasnych klitkach, na podwórkach pełno było metali ciężkich. Wchłaniały je mimowolnie. Niektóre umierały, podobnie jak psy i kanarki… To był śląski Czarnobyl”.

„Doktórka-wariatka” – kim naprawdę była dr Jolanta Wadowska-Król?
W serialu tak nazywają ją ci, którzy nie chcą słyszeć prawdy. W rzeczywistości dr Jolanta Wadowska-Król była pediatrą, która w latach 70. jako jedna z pierwszych rozpoznała skalę zatruć ołowiem wśród dzieci mieszkających w pobliżu huty. W realiach PRL-u postawienie takiej diagnozy było nie tylko wyzwaniem medycznym, lecz także politycznym. Wadowska-Król przeprowadziła szeroko zakrojone badania, współpracując m.in. z lekarzem medycyny pracy Edmundem Gryglewiczem. Efektem tych działań było utworzenie przy hucie w Szopienicach laboratorium toksykologicznego, które potwierdziło skalę problemu.
Trzy miesiące przed śmiercią, w rozmowie z dziennikiem „Fakt”, Wadowska-Król wracała do tamtych wydarzeń:
– „Pukałyśmy od drzwi do drzwi i roznosiłyśmy te skierowania. Moi pacjenci mieli do mnie zaufanie, mówiłam, że osobiście będę wyniki analizować. Prosiłam, by nie rozpowiadali o tych badaniach. Gdyby władza się dowiedziała, mogłaby nam tego zabronić”.
Wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości – dzieci były masowo narażone na działanie toksycznych substancji. To właśnie wtedy zaczęły się największe trudności. Publikacja wniosków została zablokowana przez władze, a sama lekarka znalazła się w konflikcie z systemem. Mimo nacisków i prób marginalizowania problemu konsekwentnie stawiała bezpieczeństwo najmłodszych ponad własny komfort zawodowy.




Spóźnione uznanie
Z biegiem lat działalność dr Wadowskiej-Król zaczęła być doceniana. Otrzymała szereg wyróżnień, m.in. nagrodę „Zielony Czek” Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, odznakę honorową „Za Zasługi dla Ochrony Praw Człowieka” przyznaną przez Rzecznika Praw Obywatelskich oraz tytuł Honorowego Obywatela Miasta Katowice. Choć z powodów politycznych w czasach PRL nie mogła obronić doktoratu, w 2021 roku Uniwersytet Śląski w Katowicach nadał jej tytuł doktora honoris causa. Lekarka zmarła dwa lata później.
„Doktórka” – dokumentalne dopełnienie
W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie historią śląskich zatruć ołowiem Telewizja Polska udostępniła w serwisie TVP VOD dokument „Doktórka”, dostępny bezpłatnie dla widzów. Film nie ogranicza się do klasycznej biografii. Twórcy pokazują szerszy kontekst społeczny, przemysłowy i polityczny, w którym rozgrywała się walka o zdrowie dzieci. To opowieść o relacji człowieka z uprzemysłowionym środowiskiem oraz o konsekwencjach decyzji podejmowanych przez instytucje państwowe.





Dodaj komentarz