Na sam początek warto wspomnieć, skąd w mojej głowie pojawił się pomysł połączenia tych dwóch kierunków. Docelowo chciałam spędzić weekend w Amsterdamie, jednak ceny biletów lotniczych zdecydowanie przerosły zasoby mojej studenckiej kieszeni. Wtedy zaczęło się kombinowanie, bo jak mówi znane powiedzenie – potrzeba matką wynalazków. Mój podróżniczy przyjaciel o nazwie SkyScanner, zaproponował mi bardzo tanie bilety lotnicze do… Brukseli. Żeby nie było za pięknie – lotniskiem, na którym miałam lądować było Bruksela-Charleroi oddalone od centrum miasta o około godzinę drogi autobusem. Miałam dwie opcje:

  1. Kupić bilety lotnicze z Warszawy do Amsterdamu za ok. 900zł lu
  2. Polecieć do Brukseli, mieć tam jeden dzień na zwiedzanie i następnego dnia rano wyruszyć do stolicy Niderlandów pociągiem.

Jeśli chodzi o koszty mojej podróży przez Belgię, prezentują się one następująco:

  • Loty Warszawa – Bruksela-Charleroi – Warszawa →  ok. 160zł
  • Bus Flibico Lotnisko Bruksela-Charleroi – Bruksela Midi – Lotnisko →  ok. 35 euro (+/- 150zł)
  • Pociągi Bruksela – Amsterdam – Bruksela →  ok. 47 euro (+/- 200zł)

SUMA: 510 zł, czyli o prawie 400zł taniej niż wyszłyby mnie loty bezpośrednio do Amsterdamu, a zyskuję jeden dzień w nowym państwie. Wniosek nasunął mi się sam – lecę do Brukseli!

Bruksela fot. własna

Wskazówki, które warto wiedzieć na temat samej podróży:

  • Z Brukseli do Amsterdamu można się dostać za pomocą pociągu (tak jak zrobiłam to ja) lub autobusu. Najtańsze bezpośrednie połączenia kolejowe zaczynają się już od 20 euro i trwają około 2h. Ja swoje kupowałam przez stronę NS International (www.nsinternational.com). Jeśli zdecydujemy się na drugą opcję – np. przejazd autobusem Flixbus – bilety możemy dostać już za niecałe 10 euro w jedną stronę.
  • Busy firmy Flibico z lotniska Bruksela-Charleroi do centrum kursują przez cały dzień, co około 20 minut. Można zakupić je zarówno przy wejściu do pojazdu, jak i przez Internet. Jednak kupując je online, możemy zaoszczędzić kilka euro. Mimo że przy zakupie trzeba zaznaczyć preferowaną godzinę odjazdu, to bilety są ważne przez cały dzień, więc nie musimy się martwić o przegapienie naszego busa w przypadku jakichkolwiek opóźnień na lotnisku.

Do centrum Brukseli dotarłam w czwartek, około godziny 14. I po zameldowaniu w hostelu zaczęłam zwiedzanie. Moje cele na ten dzień:

  • Zjeść wafla i frytki belgijskie.
  • Przejść obok najważniejszych atrakcji – Grand Place, Manneken-Pis, Pałac Królewski.
  • Odwiedzić Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych.
fot. własna

Mimo pochmurnej pogody i delikatnego deszczu, postanowiłam skorzystać z tego, że większość najpopularniejszych atrakcji Brukseli jest usytuowana dość blisko siebie. Pierwszym punktem mojej wycieczki były Królewskie Muzeum Sztuk Pięknych i Muzeum Magritte’a, które znajdują się w tym samym budynku. Już sam hol może nas zachwycić swoim wyglądem, lecz gdy przejdziemy dalej, będziemy mogli podziwiać rzeźby i obrazy, zaczynając od tych z XV wieku, aż do współczesnych.

Po wyjściu z muzeum, przemierzałam urokliwe ulice Brukseli, aż w końcu dotarłam do Grand Place – rynku w centrum miasta, który został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Otaczające go budynki w stylu barokowym, kiedyś należące do mieszkających tam rzemieślników, naprawdę robią wrażenie. Jednak dwa, które najbardziej przyciągają wzrok, to dawny Ratusz oraz stojący naprzeciwko niego Dom Króla, który moim zdaniem wygląda trochę jak dom czarnego charakteru.

Ciekawostka!

W 1971 roku pewien Belg, chcąc uczcić piękno wakacyjnych kwiatów, postanowił stworzyć z nich wielki kolorowy dywan na Grand Place. Od tamtej pory, średnio co dwa lata na cztery dni w sierpniu, główny rynek Brukseli zostaje pokryty tysiącami kolorowych begonii ułożonych w różne wzory.

Kilka kroków od rynku znajduje się prawdopodobnie największa atrakcja Brukseli, która wcale nie powala swoim rozmiarem. A mowa o fontannie Manneken Pis. Wokół figurki sikającego chłopca krąży wiele legend. Ta najbardziej znana opowiada o niezwykłej odwadze małego bohatera, który uratował miasto przed pożarem… sikając na płonące drewno. Ile jest w tym prawdy? Trudno powiedzieć, ale tym, co wiemy na pewno, jest to, że ten nieoficjalny symbol Brukseli stał się tak popularny, że doczekał się kompanów. A dokładnie Jeanneke Pis (Sikająca dziewczynka) i Zinneke Pis (Sikający pies). Pierwsza z nich znajduje się tuż obok najbardziej znanego baru w mieście – Delirium Cafe – i jeśli uwierzymy tabliczce obok niego, wrzucenie monety do fontanny Jeanneke Pis ma nam pomóc w znalezieniu miłości. Po kupieniu belgijskich czekoladek i przejściu kolejnych czarujących uliczek, zgłodniałam i udałam się na Wolf Food Market, gdzie odhaczyłam kolejny punkt z mojej listy, czyli zjedzenie belgijskich frytek. Tak zakończył się mój dzień w Brukseli. Niestety nie udało mi się zobaczyć Atomium, które było zamknięte w czasie, w którym byłam w stolicy Belgii, ale jak to mówią – zawsze warto czuć pewien niedosyt, aby mieć powód do powrotu.

Następnego ranka udałam się na dworzec i po około dwóch godzinach spędzonych w pociągu – przywitał mnie deszczowy Amsterdam. Już po wyjściu z metra, na chwilę wstrzymałam oddech, patrząc na te pasujące do siebie kamienice przy brzegu jednego z kanałów. Spacerowanie po centrum Amsterdamu, które również jest wpisane na listę światowego dziedzictwo UNESCO, jest już atrakcją samą w sobie. Zwłaszcza jeśli, tak jak w moim przypadku, przez kolejne dwa dni, na twarz padają Ci promienie słońca, a w powietrzu czuć pierwsze powiewy wiosny. Podczas tych spacerów, warto zgarnąć kawę na wynos z jednej z kolorowych kawiarni, zajść do vintage shop’ów na szybkie zakupy, a jeśli złapie nas lekki głód, to wstąpić na frytki z majonezem truflowym i parmezanem – znajdziecie je na każdym kroku.

Jeśli jednak pogoda Wam nie dopisze lub po prostu jesteście muzealnym typem podróżnika – stolica Niderlandów również Was nie rozczaruje. Zaczynając od bardziej interaktywnych wystaw, miłośnikom piwa przypadnie do gustu Heineken Experience, gdzie będą mogli poznać historię i proces wytwarzania piwa Heineken, a na koniec spróbować go w barze starego browaru. Fani piłkarskich emocji na pewno nie pogardzą poznaniem ponad 100-letniej historii amsterdamskiego klubu piłki nożnej, odwiedzając Ajax Experience. W słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni, dla zainteresowanych, znajdują się takie muzea jak Red Light Secrets Museum, ujawniające historię owego dystryktu. Wielbiciele historii, i nie tylko, z pewnością będą zainteresowani odwiedzeniem słynnego domu Anny Frank. A osoby pasjonujące się sztuką powinny od razu udać się na Museumplein, gdzie obok siebie usytuowanych jest kilka najważniejszych muzeów.

Holenderskie poffertjes kupione przy Museumplein fot. własna

Pierwsze z nich to Rijkmuseum, zwane jednym z najlepszych na świecie, które w swoich zasobach posiada kolekcję sztuki orientalnej, wiele arcydzieł malarstwa m.in. obraz Straż Nocna Rembrandta (dla fanów tego malarza Amsterdam przygotował jeszcze jedną perełkę, a mianowicie Rembrandthuis, czyli muzeum poświęcone artyście w jego dawnym domu), a także holenderskie przedmioty z okresu Złotego Wieku. Niedaleko znajduje się także Amsterdam Museum opowiadające historię miasta i jego przemianę z małej rybackiej wioski do tętniącej życiem stolicy, a także Stedelijk Museum, czyli muzeum sztuki współczesnej. Miejscem, które mnie najbardziej interesowało było Muzeum Van Gogh’a.

Hol w Muzeum Van Gogh’a fot. własna

Jest to instytucja, która gromadzi największą kolekcję twórczości tego malarza – ponad 200 obrazów, 550 rysunków oraz listy artysty do jego brata Theo. Najbardziej znanymi obrazami, które możemy tam oglądać są Zjadacze ziemniaków, Słoneczniki, Kwiaty migdałów czy Sypialnia w Arles. Jest to niezwykle imponujące miejsce – zarówno dla fanów twórczości Vincenta van Gogh’a, jak i po prostu dla osób lubiących sztukę. Jak już wspomniałam – Amsterdam to miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

Wskazówki:

  • Z rowerami nie ma żartów – naprawdę mieszkańcy Amsterdamu jeżdżą na nich przez cały rok i lepiej mieć oczy dookoła głowy, jeśli nie chcecie zostać przez nich potrąceni.
  • Nie zapomnijcie spróbować tradycyjnych holenderskich Stroopwafels – ciastek składających się z dwóch okrągłych wafli przełożonych gęstym karmelowym nadzieniem, często podawanych z dodatkami takimi jak polewa czekoladowa czy mini pianki.
  • Wszechobecne kanały dają nam delikatny klimat Wenecji, ale w holenderskim wydaniu. Fajną atrakcją jest wieczorny rejs, podczas którego będziemy mogli obserwować podświetlone miasto i zachwycać się jego urokiem. Ja wycieczkę kupiłam przez stronę Get Your Guide i kosztowała mnie ona niecałe 20 euro za ponad godzinę na łódce.

Uważam, że zarówno Bruksela, jak i Amsterdam uważam że mają podobny klimat, ale jednocześnie są bardzo różne. W obu z nich są miejsca zapierające dech w piersiach, jak i te rozczarowujące. Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia – cieszę się, że je odwiedziłam, ale nie są to miasta, do których często będę wracała myślami. Zwłaszcza drugie z nich, w którym widzę ogromnie niewykorzystany potencjał. Przepiękne miasto z ogromną ofertą muzeów i innych kulturalnych atrakcji, przez turystów często sprowadzane jest głównie do owianej (złą?) sławą Dzielnicy Czerwonych Latarni i bardzo liberalnego podejścia do niektórych używek – co zdecydowanie czuć w całym mieście. Mimo wszystko, nawet jeśli ja nie zakochałam się w tych miejscach, nie mogę zaprzeczyć, że zdecydowanie warto je odwiedzić!

Dodaj komentarz

Trendy