Ota Benga – do czego może doprowadzić poczucie wyższości

Był 8 września roku 1906, słoneczny, sobotni dzień. Ostatnie podrygi lata. W weekend człowiek poszukuje wyjątkowych atrakcji. Jednym z miejsc, które oferowało je zwykłemu nowojorczykowi na początku XX wieku był ogród zoologiczny, znajdujący się na Bronxie, przy Southern Boulevard; jego inauguracyjną wstęgę przecięto 7 lat temu. Tego więc dnia mieszkańcy Nowego Jorku wybrali się do zoo, ich przepustki do egzotycznego świata. Wśród z pewnością wielu niespotykanych okazów fauny, uwagę gości ośrodka przykuła konkretnie jedna klatka, ulokowana w Domu Małp. Znajdujący się w niej osobnik był nadzwyczajny, robił śmieszne miny i strzelał z łuku… Z opisu wystawy można było wyczytać: 

,,Afrykański Pigmej „Ota Benga”.

Wiek, 23 lata. Wysokość 4 stopy 11 cali. Waga, 103 funty.

Sprowadzony znad Rzeki Kasai, Wolne Państwo Kongo, Afryka Środkowa  

dr Samuel P. Verner.

Wystawiany każdego popołudnia we wrześniu.”

Ota Benga

Ludzkie zoo, cyrki, wystawy dziwadeł – to jedne z wielu pomysłów naszych przodków, na opowiadanie o niebiałym, niezachodnim świecie. Te pierwsze szczególnie popularne były na przełomie XIX i XX wieku. Był to czas kolonializmu – idei, która potrzebowała racjonalizacji w świadomości zwykłych obywateli. Wystawy organizowane były w największych europejskich i amerykańskich miastach – Paryż, Hamburg, Londyn, Nowy Jork czy Chicago.  Dla entuzjastów idei ,,nieskazitelnej Polski”, muszę zaznaczyć, że takie inicjatywy odbywały się również na terenie naszego kraju, np. we wrocławskim zoo. Jak wyglądały takie wystawy? Imitowano naturalne otoczenie przedstawicieli danej grupy etnicznej, następnie umieszczano ich w zagrodach albo klatkach i wystawiano na pokaz. Byli zmuszani do robienia sztuczek lub koegzystowania razem ze zwierzętami. Wszystko ku uciesze gawiedzi. Uciesze, ponieważ widok ten podbudowywał samoocenę Europejczyka czy Amerykanina. Zadaniem takich pokazów było zaprezentowanie wyższości rasowej białego człowieka. Idealnie zobrazował to w 1967 roku francuski pisarz Michel Tournier, który w swojej książce ,,Piętaszek, czyli Otchłanie Pacyfiku” na nowo opowiada historię ikony kultury – Robinsona Crusoe. Kiedy rozbitek spotyka swojego nowego ,,towarzysza”, staje przed dylematem nadania mu imienia (bo przecież musi) – ,, Nie chciałem mu nadawać chrześcijańskiego imienia, dopóki nie zasłuży sobie na ten zaszczyt. Dzikus nie jest przecież istotą ludzką w całym tego słowa znaczeniu.”. Potem dodaje: ,,(…) Piętaszek. Nie jest to imię ludzkie ani też rzeczownik pospolity; jest to coś pośredniego, imię istoty na pół żywej, na pół abstrakcyjnej, mającej naturę wybitnie doczesną, przypadkową i jakby epizodyczną…”. Kolonializm w pigułce. 

I taki oto los spotkał Ota Bengę. Ota był przedstawicielem grupy etnicznej Mbuti, która zamieszkuje region dzisiejszej DRK (Demokratycznej Republiki Konga). Posługują się oni zarówno językami Bantu jak i językami środkowosudańskimi. Ota urodził się około 1883 roku na terenie, który 2 lata później stał się Wolnym Państwem Kongo należącym do króla Belgów – Leopolda II. Przydział ten był efektem konferencji berlińskiej, obradującej w latach 1884-85. Belgijska polityka bazowała na terrorze, środkach przymusu i nadmiernej eksploatacji dóbr naturalnych. Zbrojnym ramieniem ucisku były tak zwane force publique, które zmuszały miejscową ludność do oddawania plonów, głównie kauczuku, równocześnie posuwając się do okaleczeń, gwałtów i morderstw. Mark Twain w swoim satyrycznym pamflecie pod tytułem ,,King Leopold’s Soliloquy”, zdecydowanie krytykuje władzę króla Leopolda w WPK i wspomina o 10 milionach ofiar tych rządów. Wśród nich znajdowała się rodzina Ota Bengi. 

Duszący uścisk króla Leopolda na Kongijczyku, 1906
Rycina z dzieła Marka Twaina, przedstawiająca króla Leopolda II

Gdy Ota wyruszył na regularne polowanie w głąb puszczy, na jego rodzinną wioskę napadła grupa żołnierzy.Żona i dwójka dzieci Bengi zostały zamordowane. On sam przeżył dzięki zrządzeniu losu. Zaczął błąkać się po dziczy, aż w końcu został pojmany przez handlarzy niewolników.

W tym samym czasie prezbiteriański misjonarz Samuel Phillips Verner dostał propozycję od dyrektora Biura Amerykańskiej Etnologii w Instytucie Smithsonian, by dostarczyć do Stanów Zjednoczonych legendarnych Pigmejów na wielką wystawę. Samuel chętnie przyjął ofertę. Był do tego osobą idealną – pochodził z południowej Karoliny, a w dzieciństwie jego rodzina posiadała niewolników pracujących na farmie. Skończył szkołę i zainspirowany takimi postaciami jak David Livingstone, został misjonarzem i przeprowadził się do Kongo.  Nauczył się lokalnego języka, ale również, jak w swojej książce twierdzi Pamela Newkirk, pozostawił dwóch synów, których spłodził wraz z kongijką. W 1899 roku zakończył działalność misyjną i wrócił do USA. Jego doświadczenia wywierały olbrzymią ekscytację. Opinia publiczna darzyła go szacunkiem i podziwem.  W 1904 roku wrócił do Kongo by wykonać wyżej wspomniane zlecenie. Do USA przywiózł 12 osób, w tym Ota Bengę, którego wykupił od handlarzy niewolników. 

Samuel Philips Verner

W tym samym roku Verner wraz z porwanymi osobami dopłynął do Nowego Orleanu. To tam po raz pierwszy Ota trafił do ludzkiego zoo, które wzbudzało ogromną sensację. Grupa afrykańskich więźniów, ze względu na swoje pochodzenie, niski wzrost, a także plotki o domniemanym kanibalizmie, nie schodziła z ust opinii publicznej. W lokalnej gazecie pojawiła się kłamliwa relacja, według której jeden z uwięzionych mężczyzn o imieniu Malaga przyznał się do kanibalizmu, ale również zaznaczył, że po przybyciu do USA jego ,,kulinarne upodobania” się zmieniły i już nigdy nie weźmie ludzkiego mięsa do ust. Verner został odznaczony złotym medalem w dziedzinie antropologii. Można by rzec – misja białego człowieka spełniona.

Ota Benga (drugi od lewej), wraz z innymi więźniami

Obserwowanie ,,okazów” tak bardzo angażowało tłum, że musiał być kontrolowany przez służby porządkowe. W końcu jednak wystawa dobiegła końca, a Ota Benga otrzymał możliwość powrotu do Kongo. Jednak nie miał do czego wracać. Władza kolonialna wymordowała jego rodzinę, stracił swój klan. Ponowna próba założenia rodziny również się nie udała (jego nowa żona zginęła od ugryzienia węża). Ota sam nie przetrwałby na terenie rządzonym przez króla Leopolda i jego opresyjny aparat władzy. Niestety nie miał innego wyjścia i po raz kolejny wrócił do USA wraz z Vernerem. Po powrocie na jakiś czas został ulokowany w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej. Potemnadszedł rok 1906, w którym Ota Benga trafił do zoo na Bronxie. 

Początkowo Ota zajmował się tam zwierzętami, jednak dyrektor zoo i przyjaciel Vernera William Hornaday, zauważył, że bardziej niż zwierzęta ludzi interesuje przedstawiciel grupy etnicznej Mbuti. Umieścił go więc na wystawie, w zagrodzie, wraz z orangutanami, jako zaginione ogniwo ewolucji. Do końca września zoo odwiedziło 220 000 gości, dwa razy więcej niż w poprzednim miesiącu. Tydzień później Ota Benga wyszedł z klatki i był oprowadzany przez 3 strażników po całym zoo. Żeby zobaczyć ten ,,performance”, do zoo przybyło rekordowe 40 000 osób. Ganiali za uwięzionym Bengą, a nawet naruszali jego sferę cielesną, popychając go. Gdy próbował się bronić, szybko został zamknięty z powrotem w klatce.  

Zoo na Bronxie, 1910

Hornaday skarżył się Vernerowi, że ciężko jest kontrolować Ota Bengę i sugerował karanie go. Wiedział, że będzie to trudne, gdyż przedstawiciel Mbuti był wręcz nieustannie obserwowany przez opinię publiczną.W jednej z nowojorskich gazet czytamy, że Ota próbował zabić nożem strażnika. Wytrwale walczył, aż został rozbrojony. Być może dlatego, że wystawa odbywała się w tak dużym mieście jak Nowy York, nie pozostała ona jedynie sensacją, ale zaczęła również budzić kontrowersje wśród innych środowisk. 

Sytuacja Ota Bengi oburzyła między innymi wielebnego Jamesa H. Gordona. ,,Uważamy, że nasza rasa jest wystarczająco przygnębiona, bez wystawiania jednego z nas z małpami… Jesteśmy pewni, że zasługujemy na to, by uważać nas za istoty ludzkie, z duszami.” – powiedział. Pastor Robert Stuart MacArthur, wypowiedział się dla “New York Times”: „To bardzo źle, że nie ma takiej organizacji jak Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Dzieci. Wysyłamy naszych misjonarzy do Afryki, aby schrystianizowali ludzi, a potem przyprowadzamy tu jednego z nich, by się nad nim brutalnie znęcać”. Próby obrony wystawy, usprawiedliwiające ją jako eksperyment naukowy, ostatecznie nie powiodły się. W 1906 roku Ota Benga opuścił zoo na Bronxie i trafił pod opiekę wielebnego Gordona. 

Został przyjęty do sierocińca prowadzonego przez Afroamerykanów. Zaczął uczyć się języka angielskiego, a gdy osiągnął wystarczający stopień komunikatywności, rozpoczął pracę w fabryce tabaki. Mimo to, wciąż marzył o powrocie do Afryki. Powrocie, który nigdy nie był mu dany.

Wybuch I wojny światowej całkowicie uniemożliwił podróż do Kongo. Ota przeżarty tęsknotą i traumą, zachorował na depresję. Jak opisuje “The Guardian”, 19 marca 1916 roku Ota rozpalił ognisko i zaczął odprawiać tradycyjny rytuał, równocześnie tańcząc i śpiewając. Z jego zachowania wypływał głęboki smutek i pustka. W nocy 20 marca 1916 roku, Ota Benga popełnił samobójstwo, strzelając sobie prosto w serce.  

Ota Benga, 1906

Kiedy piszę to zdanie mija równo 105 lat od śmierci Ota Bengi. 105 lat później Mbuti dalej są zagrożeni przez nadmierną eksploatację terenów, które zamieszkują. 105 lat później dalej oglądamy programy podróżnicze tworzone przez uprzedzonych ludzi, jeździmy do innych krajów, by zaspokajać potrzebę egzotyki, równocześnie niszcząc co tylko napotkamy. 105 lat później chcemy decydować o tym czy czarnoskóra aktorka ma prawo do grania białej postaci historycznej i żałujemy, że modlitwa nie rozjaśnia skóry. Dziś pamiętajmy o historii Bengi, by w tym przypadku zatrzymać koło, którym toczy się historia. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s