Zaszczepiłam się AstraZenecą

Kiedy we wrześniu podejmowałam pracę, nie mówiło się jeszcze, że pracownicy oświaty mają szansę szybciej otrzymać szczepionkę. Perspektywa zaszczepienia się była odległa, a zamiast tego był stres, bo powrót dzieci do szkół wzbudzał duże emocje. A mimo wszystko ryzyko powikłań sprawiło, że decyzja o zaszczepieniu się wcale nie była prosta.

Z powrotem do szkoły

Zaczynałam jako opiekun na świetlicy szkolnej. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, że nie trafiłam wtedy na kwarantannę, mieszkając pod jednym dachem z lekarką, studentką medycyny i siódmoklasistką. Mimo że tak się nie stało, ucieszyłam się, kiedy zaliczyli nauczycieli do pierwszej grupy szczepień. Pomyślałam, że jeśli będę miała taką możliwość, zaszczepię się w pierwszym możliwym terminie, żeby czuć się bezpieczniej w pracy. Już od grudnia starałam się być na bieżąco z informacjami dotyczącymi szczepionek, żeby nie przegapić możliwości zapisania się na szczepienie. Potem w moim miejscu pracy ruszyły wstępne zapisy – jednak jeszcze nie było wiadomo, kiedy zaczną szczepić nauczycieli. Była druga połowa stycznia. Klasy 1-3 wróciły do szkół, ale nauczyciele nie znali jeszcze terminu swojego szczepienia. Jeszcze we wrześniu powrót do szkół był tak niebezpieczny, a teraz nagle klasy 1-3 mogą wrócić do szkół bez uprzedniego zaszczepienia nauczycieli? Nie uważałam tego za rozsądne, ale oczywiście nie zależało to ode mnie.

Szczepić się czy nie szczepić

Potem dowiedzieliśmy się, jaką dostaniemy szczepionkę. AstraZeneca została przeznaczona dla nauczycieli, ponieważ producent nie zalecał jej dla osób powyżej 55. roku życia. Później zaczęło się słyszeć o częstych powikłaniach po tej szczepionce – w Szwajcarii nawet jej nie dopuszczono ze względu właśnie na powikłania. Do tego podobno mniejsza skuteczność niż przy pozostałych firmach. Słyszałam, że byli nauczyciele, którzy skarżyli się, że zostali potraktowani jako grupa gorszego sortu; nie był to jednak nikt z mojego otoczenia. Sama nie narzekałam – cieszyłam się, że mam szansę zaszczepić się wcześniej niż moi rówieśnicy. Gdybym nie dostała we wrześniu pracy w szkole, na szczepionkę musiałabym poczekać nie wiadomo ile, więc naprawdę nie uważałam, że powinnam narzekać. Zaczęły mnie tylko martwić te nieszczęsne powikłania; prawdę mówiąc, bałam się ich trochę i przez jakiś czas zastanawiałam się, czy się nie wycofać. Wiem, że kilka moich koleżanek zrezygnowało z AstraZeneki; zupełnie im się nie dziwię. Ostatecznie jednak postanowiłam się zaszczepić – uznałam, że jako młoda osoba mam szansę przejść to łagodnie, a będę już miała szczepienie z głowy. Pozostało tylko czekać.

Z dnia na dzień

Słyszałam od osób z mojej rodziny – medyków i seniorów – że mają podany konkretny termin, kiedy mają się zgłosić do szpitala czy przychodni. U nas było inaczej – po południu, kiedy już właściwie wróciłam z pracy, otrzymałam telefon ze szkoły. Jutro rano szczepienie. Wysłałam na teamsie materiały grupie, z którą miałam zajęcia rano, i pojechałam do szpitala. Wchodząc tam, uświadomiłam sobie, że od początku pandemii raczej unikałam kontaktów ze służbą zdrowia, tym bardziej nie było mnie w szpitalu. Być może przypomniał mi o tym widok mundurowego, który stał przy wejściu. Zapytał mnie, w jakim celu tam przyszłam. Kiedy powiedziałam, że przyszłam na szczepienie dla nauczycieli, skierował mnie do rejestracji – pomieszczenia podpisanego „Nocna pomoc lekarska”. Trochę dziwnie rejestrować się w NPL-u o godzinie 10 rano, ale po chwili namysłu stwierdziłam, że widocznie było to najlepsze miejsce, żeby zorganizować takie masowe szczepienie.

Na miejscu

W kolejce do rejestracji czekali już ludzie w różnym wieku; nauczyciele ze szkół na terenie mojego powiatu. Wzięłam kwestionariusz z rejestracji i ustaliłam, gdzie kończy się kolejka. Czekając do rejestracji, rozejrzałam się. Akurat nie zobaczyłam żadnej znajomej twarzy, natomiast to, co zastanowiło mnie najbardziej, to wiek niektórych osób – czy rzeczywiście były to osoby poniżej 60. roku życia? Dopiero później się dowiedziałam, że producent w międzyczasie dopuścił szczepionkę dla osób do 65. roku życia – to by się zgadzało. Wtedy jednak nie mogłam dłużej się nad tym zastanawiać, ponieważ musiałam zająć się wypełnianiem kwestionariusza. Kolejki były trzy – do rejestracji, do konsultacji lekarskiej i na koniec do szczepienia. W rejestracji oddałam mój kwestionariusz, w którym uprzednio zaznaczyłam, że nie miałam objawów covida ani nie miałam kontaktu z osobą zarażoną – właściwie to podobne kwestionariusze są teraz wszędzie. Potem pani z rejestracji zapytała, z której szkoły jestem i kto mnie zgłosił, wręczyła mi też mój certyfikat szczepień, na którym wpisano już datę obu dawek. Widząc, jak powoli szła pierwsza kolejka, miałam czarne myśli, że spędzę tam pół dnia – jak na placówkę NFZ-u przystało. Na szczęście okazało się, że potem szło już coraz sprawniej. Kontrolę lekarską przeprowadzało dwóch lekarzy, dzięki czemu szła dwa razy szybciej. Właściwie w moim przypadku to była formalność – lekarka zapytała o choroby przewlekłe i inne przeciwwskazania, których nie posiadam, a potem dopuściła mnie do szczepienia. Wizyta w jej gabinecie trwała może dwie minuty. Następnie weszłam do gabinetu, w którym zostałam zaszczepiona. Były tam dwa stanowiska szczepień i trzy pielęgniarki – dwie szczepiły, trzecia wprowadzała dane do systemu. Widziałam, jak pani kilka osób przede mną bała się igły, więc na odchodne dostała naklejkę. Moim zdaniem było to bardzo sympatyczne.

Gorączka, ból głowy, duszność…

W tym miejscu muszę się przyznać – zdecydowanie jestem hipochondryczką. Może dlatego uznałam, że to bardzo zły pomysł, żeby dać pacjentowi ulotkę z efektami ubocznymi zaraz po zaszczepieniu. Musiałam usiąść i odczekać 15 minut, zanim pojadę do domu, żeby mieć pewność, że nie czuję się słabo. Niestety, jak już wspomniałam, dawanie pacjentom ulotki do poczytania w takim momencie nie jest najlepszym pomysłem. Gorączka, ból głowy, duszność… szybko zrezygnowałam z umilania sobie czasu studiowaniem ulotki i zamiast tego zajęłam się googlowaniem najbliższej stacji benzynowej. Akurat przypomniałam sobie, że miałam zatankować w drodze powrotnej. Oczywiście po 15 minutach nie czułam się słabo (może dzięki temu, że w porę przestałam czytać ulotkę), wsiadłam w samochód i wróciłam do domu, robiąc tylko małą przerwę na stacji benzynowej. Trochę bolała mnie ręka, ale poza tym rozpierała mnie energia, więc postanowiłam skorzystać z ładnej pogody i pobiegać. Z obecnej perspektywy nie oceniam, żeby to było wyjątkowo rozsądne, powinnam jednak oszczędzać się po szczepieniu, ale naprawdę nie potrafiłam usiedzieć na miejscu. Przez kilka godzin czułam się naprawdę świetnie; dopiero wieczorem było mi trochę zimno i byłam ogólnie osłabiona, ale mierzyłam temperaturę i nawet nie miałam gorączki. Tyle, jeśli chodzi o moją przygodę z pierwszą dawką cieszącej się złą sławą AstraZeneki – mogę jeszcze dodać, że następnego dnia wstałam i czułam się na tyle dobrze, że nawet włączyłam kamerkę na porannych zajęciach.

I po krzyku

Jak oceniam przebieg tego szczepienia? Na pewno muszę przyznać, że byłam zaskoczona tym, jak sprawnie zostało zorganizowane. W moim miejscu pracy kilka osób nie zdecydowało się na szczepienie ze względu na ryzyko powikłań i doskonale to rozumiem, sama trochę się wahałam, kiedy docierało do mnie coraz więcej negatywnych opinii o szczepionce. Mimo wszystko teraz, kiedy mowa o powikłaniach, zakrzepach, a część krajów wycofało tę szczepionkę, nie mam pojęcia, czy podjęłabym tę samą decyzję drugi raz. Drugą dawkę przyjmuję na początku maja, nawet nie zastanawiam się, czy z niej zrezygnować – gdybym nie przyszła na szczepienie w maju, pierwsza dawka byłaby na marne, mój organizm nie wytworzyłby pełnej odporności. A jednak mam świadomość, że miałam dużo szczęścia – jestem przykładem na to, że można zaszczepić się AstraZenecą i nie dość, że nie mieć żadnych powikłań, to jeszcze tego samego dnia pójść pobiegać i włączyć kamerkę na zajęciach. W maju będę już po drugiej dawce i będę tylko czekać, aż część obostrzeń zostanie zniesiona dla osób zaszczepionych. Mam ogromną nadzieję, że szczepienia pomogą nam wrócić do normalności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s