Krzysztof Penderecki zmarł w wieku 86 lat.

Krzysztof Penderecki, zdjęcie: Akumiszcza, licensed under CC-BY-3.0

W niedzielę, 29 marca 2020 roku, odszedł Krzysztof Penderecki – wybitny polski muzyk, wspaniały kompozytor, dyrygent i pedagog. Miał 86 lat.

Co kryło się w muzyce Pendereckiego, że sięgnęła sławy aż po Hollywood? W jaki sposób awangarda dźwiękowa trafiła na stadion olimpijski, żeby otworzyć Letnie Igrzyska w Monachium? Jak wyglądał proces twórczy i sama partytura tak nowatorskich utworów?

Słuchając niesamowitej muzyki Pendereckiego i przyglądając się jego artystycznej sylwetce, gotowa jestem wysnuć przypuszczenie, iż cała jego wrażliwość, proces komponowania i bliskość ze sztuką, odzwierciedla się w jego jednej z pierwszych miłości – do botaniki.

Penderecki zaczął od jabłoni 

„W każdą niedzielę chodziłem z dziadkiem na długie spacery poza Dębicę (…) Dziadek rozstawiał sztalugi, malował pejzaże, a przy tym uczył mnie nazw drzew po łacinie.”

Rzadko spotykaną relację człowieka ze sztuką, Krzysztof Penderecki budował już podczas tych spacerów. Pasję, którą zaszczepił w kompozytorze jego dziadek, podzielali bowiem wielcy myśliciele, którzy właśnie w drzewach doszukiwali się odpowiedzi na fundamentalne pytania. Kartezjusz porównuje nawet filozofię do drzewa, którego korzeniami jest metafizyka, pniem – fizyka, gałęziami zaś wszystkie inne nauki. Co więcej, coraz intensywniej prowadzi się badania nad wpływem poszczególnych woni na funkcjonowanie kognitywne człowieka. Według niektórych badaczy zapach drzewa sandałowego działa jak naturalny środek uspokajający, wonie cytrusów pobudzają uwagę, zaś zapach jabłka łagodzi ból głowy.

„Rosła tam olbrzymia, rozgałęziona jabłoń, która tworzyła osobny świat, z bratem budowaliśmy pod nią domki, całymi dniami bawiliśmy się w jej cieniu. Kontakt z naturą miałem więc od dziecka.”

Penderecki zaczął od jabłoni. Jak każdy wielki twórca poznał najpierw tradycyjne, proste kształty, aby później móc w pełni świadomie eksperymentować z formą.

Długowieczność w ulotności

„Później przywoziłem ciekawe drzewa z zagranicy, właściwie szmuglowałem. Małe drzewka chowałem do walizki albo ukrywałem w bukietach kwiatów.”

Już sam ten proces, brzmi jak poezja i można by doszukiwać się w nim licznych symboli. Długowieczne drzewka, których przeznaczeniem jest pięcie się wysoko w stronę nieba, za sprawą kompozytora znajdywały przez czas krótki schronienie między subtelnymi, kruchymi wiązankami róż i frezji.

Skojarzenie, które nasuwa mi się na myśl jako pierwsze, to proces twórczy Pendereckiego. W podobny sposób zestawiał on ze sobą tradycyjne harmonie z zupełnie nowymi, eksperymentalnymi dźwiękami. Znane od wieków brzmienie instrumentów smyczkowych łączył z uderzaniem smyczkiem o pulpit, stukaniem palcem w dekę instrumentu, granie za podstawkiem czy na strunniku.

„Każde „buu” dawało mi motywację. Do dzisiaj sprawia mi przyjemność, że ktoś jest oburzony moją muzyką. Na szczęście ciągle trafiają się jacyś oburzeni. Szczególnie dlatego, że wciąż na nowo odnoszę sukcesy.”

Penderecki był człowiekiem, którego przez życie prowadziła idea, pragnienie odkrycia czegoś nowego. Pomysły były jak iskry, które pojawiały się w jego głowie i często niemal natychmiast zostawały realizowane.

Komponowanie ogrodu

„Chciałem mieć ogród zaprojektowany, według własnego pomysłu (…) Robiłem rysunki, przymierzałem na papierze różnego rodzaju gatunki. Jednocześnie cały czas się uczyłem, które rośliny potrzebują słońca, a które wilgoci, cienia, jak je w związku z tym rozplanować w ogrodzie.”

Penderecki w szkole średniej poza skrzypcami, grał też na fagocie i trąbce. Twierdził, że aby instrumentować muzykę, trzeba słyszeć jej barwę, wiedzieć, jak najlepiej wykorzystać potencjał danego instrumentu.

„Instrument zniesie prawie wszystko” – tłumaczył kompozytor, dodawał jednak, że należy poświęcić lata praktyki, żeby nauczyć się barwy każdego konkretnego dźwięku i wiedzieć z jakimi innymi instrumentami najlepiej go zestawić. Uważał, że umiejętność ta jest czymś nieuchwytnym, dostępnym nie dla każdego. Penderecki poświęcił więc życie na odkrywanie, które instrumenty najlepiej brzmią w niskich rejestrach, a z których najlepiej jest wydobyć świetliste, jasne barwy, jak je w związku z tym rozplanować na partyturze.

Cierpliwość i korzenie

„Nazywa się Davida Involucrata. Jest wyjątkowe. Kiedy kwitnie, wygląda jakby ktoś rozrzucił na gałęziach białe chusteczki. Posadziłem je, po wielu latach zakwitło, cieszyłem się jak dziecko – do pierwszych przymrozków. Przemarzło. Ale po jakimś czasie – niespodzianka. Z tego przemarzniętego korzenia drzewo odbiło i teraz ma już jakieś cztery metry. Może doczekam się jego ponownego zakwitnięcia? W Polsce chyba nie ma kwitnących dawidii, ale czasem warto się uprzeć.”

Muzyka Krzysztofa Pendereckiego – człowieka wrażliwego, o wielu pasjach i wreszcie miłośnika drzew i natury, kwitnąć będzie nieustannie. Penderecki zasiał w polskiej kulturze nasiona awangardy, które już za życia kompozytora wydały niezwykłe owoce, docenione przez rzesze słuchaczy i niejedną wybitną osobistość.  Spuścizna, którą po sobie pozostawił, zapewni mu długowieczność, a przyszłe pokolenia, będą mogły za każdym razem na nowo poznawać tego wyjątkowego człowieka artystę.

Wszystkie cytaty pochodzą z:
K. Penderecki, Pendereccy. Saga rodzinna, Wydawnictwo Literackie, 2013.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s