Jaką cenę zapłacimy za fast fashion?

źródło: Shutterstock

Wychodzisz z marketu z najpotrzebniejszymi artykułami – z winem i bagietką i choć to wszystko, co chciałeś kupić, to z ciekawości bądź nudów zahaczasz wzrokiem o kilka witryn. I nagle te wszystkie wspaniałości krzyczą do Ciebie „weź mnie!!!”, a ty, widząc napis 50% taniej, nie umiesz im odmówić i w świetnym humorze wkraczasz do sklepu… Jednak po pewnym czasie mina ci rzednie, gdy dostrzegasz hałdy ubrań, które wyglądają jakby ryły w nich dziki szukające żołędzi. Na co dzień pieniądz jest naszym bogiem, konsumpcjonizm nałogiem i nie zastanawiamy się nad tym jaki procent tego towaru się sprzedaje, co dzieje się z resztą, skoro to wszystko takie tanie, czy sklepom się to opłaca?

Ostatnio wielu osobom (w tym urzędnikom z UOKiK-u) szeroko otworzyły się oczy  i zwróciły  ku firmie „Veclaim” Jessici Mercedes. A wszystko to za sprawą „afery metkowej”, która wybuchła po tym jak okazało się, że w koszulkach od Mercedes wszyte są metki amerykańskiej firmy Fruit of the Loom. Właścicielka sklepu zażegnywała się, że wszystkie jej produkty robione są w Polsce i dlatego t-shirty “warte” są  200-300 zł bo jakość i produkcja w rodzimym kraju generują wysokie koszty. Surprise, surprise, bawełniane koszulki w hurcie kosztują grosze, niezależnie od tego czy kupuje je dom mody, czy sieciówka! Ale przecież nie od dziś wiadomo, że produkt jest wart tyle, ile klient chce za niego zapłacić…

Żyjemy w złotej erze Instagrama i influenserów. Chcemy mieć idealny feed by udawać, że nasze życie też jest idealne; pragniemy wyglądać jak modelki/modele z insta i często marzymy o tym, by nosić te same ubrania, co celebryci, których obserwujemy. Sprytnie wykorzystują to właściciele sieciówek: kradną, kopiują i sprzedają. To zjawisko zostało nazwane “InstaParasiting”, czyli w dosłownym tłumaczeniu “insta-pasożytnictwo”, które polega na tym, że sklepy internetowe poszukują celebrytów i wschodzących projektantów aby ukraść ich projekty i zapewnić sobie ogromny zysk.

W odniesieniu do planety i przemysłu modowego, model biznesowy szybkiej mody jest pasożytem, ​​który wyczerpuje organizm. Szybka moda nie tworzy niczego nowego ani użytecznego; jej jedyną rolą jest ciągłe kopiowanie i mnożenie. W trakcie tego procesu wyczerpuje niezbędne zasoby i tworzy odpady (…) ”, stwierdza Laurenti Arnault, dyrektor generalny Wardrobe of Tomorrow dla wtvox.com.

Źródło: wtvox.com, huffpost. Po prawej Kylie Jenner w sukience od projektanta, po lewej kopia popularnej na Instagramie firmy Fashion Nova

Choć nikt nie lubi być oszukiwany, to jednak przekręty są najmniejszymi grzechami branży modowej!

Staliśmy się homo consumens – kupujemy więcej niż kiedykolwiek. Według think tanku Parlamentu Europejskiego, w ostatnich latach  ilość ubrań kupionych w Europie na jedną osobę wzrosła o 40%. Jednak okropna jakość, szybko zmieniające się trendy i ogromne okazje są bardziej niebezpieczne niż nam się wydaje…

A środowisko?

Gdy ułożymy sześć najbardziej dochodowych branż, które wykorzystują dużą ilość surowców, w kolejności od najgorszych do najmniej zanieczyszczających naszą planetę: węgiel/ropa, turystyka, przemysł mięsny, fracking (szczelinowanie hydrauliczne używane do pozyskiwania m.in gazu z łupków), transport i moda – okazuje się, że pierwsze miejsce zajmują węgiel i ropa, a zaraz za nimi jest… branża modowa!

Produkujemy więcej ubrań, niż jesteśmy w stanie kiedykolwiek założyć i w dodatku nie szanujemy swoich rzeczy. Połowa kupionych przez nas ubrań w ciągu roku trafia na wysypisko śmieci., a 2/5 z nich nigdy lub prawie nigdy nie założyliśmy! Wyrzucamy aż 13 mld ton odzieży, a według UNECE na wysypisko śmieci co SEKUNDĘ trafia  jedna ciężarówka ubrań. W skali globalnej, rocznie 95% produkowanych ubrań się wyrzuca, a mogłyby być użyte ponownie lub oddane do recyklingu. Mimo to, znane marki, takie jak np. Burberry (które zrobiło ognisko z ubrań wartych 38 milionów dolarów!!!) czy H&M potajemnie spalają swoje niesprzedane ubrania…

Ogromnym problemem dla środowiska jest mikroplastik, który znajduje się w tkaninach takich jak akryl, poliester czy nylon, który finalnie trafia do oceanów.  Przy produkcji tkanin syntetycznych  wykorzystuje się włókna ropopochodne, które nie rozkładają się, przez co do oceanów rocznie trafia ok 8 milionów ton plastiku, który zabija morską faunę i florę. Plastikowe włókna są konsumowane przez małe organizmy wodne, które są następnie zjadane przez ryby, a ostatecznie plastik ląduje na naszym talerzu.

Z każdym praniem, z ubrań uwalnia się coraz więcej plastiku. Pranie np. poliestrowych ubrań sprawia, że rocznie uwalnia się pół miliarda ton mikrowłókien co odpowiada ponad 50 milionom plastikowych butelek!

Przemysł modowy to nie tylko zaśmiecanie środowiska, ale także jego ogólna degradacja: co roku tysiące hektarów lasów (także deszczowych, które są szczególnie zagrożone) są wycinane by pozyskać materiały takie, jak wiskoza, modal czy rayon.

Emisja CO2 z roku na rok wzrasta, a branża modowa odpowiada za 10% globalnej emisji gazów cieplarnianych. James Conca stwierdził w Forbsie, że tanie włókna syntetyczne emitują także inne gazy, np. N20, który jest 300(!) razy bardziej szkodliwy niż CO2.

Branża modowa znajduje się także na drugim miejscu globalnego zużycia wody (zużywa 20% jej zasobów). Do produkcji jednej bawełnianej koszulki zużywa się średnio 2,7 tysiąca litrów wody, czyli tyle, ile jeden człowiek wypija w przeciągu dwóch i pół roku. Ubranie musi wchłonąć ok 100 ml toksycznych chemikaliów, aby miało odpowiedni wygląd. Na wyprodukowanie pary dżinsów potrzeba od ok. 8 tys. litrów do nawet ok. 14 tys. litrów wody, czyli tyle, ile wynosi zapotrzebowanie wody pitnej dla jednej osoby przez  19 lat. Tak duże zużycie H2O czyni z żyznych terenów pustynie i  niszczy  liczne ekosystemy.

Woda zużyta do produkcji ubrań zawiera niebezpieczne substancje takie jak lid, merkury, czy arsen, które są niezwykle szkodliwe dla zdrowia.

Moda na eko czy eko moda?

Greenwashing – to dosłownie „ekościema”: firma świadomie szkodzi środowisku lecz udaje, że jest eko, by zwiększyć swoje przychody. Tak naprawdę są to działania czysto PR-owe, które mają zapewnić jak największy zysk.

Wiele sieciówek mydli nam oczy tym, że wykorzystuje bardziej zrównoważone surowce,  technologie oszczędzające wodę i stara się zmniejszyć emisję węgla. Często są to tylko puste frazesy, ponieważ firmy nie informują konsumentów o tym, jak wygląda ich łańcuch dostaw i nie chwalą się tym w jaki sposób przebiega produkcja materiałów.

Za jeden z elementów  greenwashingu można uznać tkaniny pochodzące z recyklingu, np. z butelek PET. Pozornie brzmi to sensownie – nie trzeba produkować nowych włókien syntetycznych, jednak plastikowe butelki muszą zostać przetopione na jednolity materiał, z którego będzie się dało wyprodukować sztuczną tkaninę, ale dzieje się to z wykorzystaniem szkodliwych chemikaliów.

Magazyn Marie Claire opublikował artykuł o cekinowej sukience, która należała do kolekcji “eko” w jednej z sieciówek. Cekiny są szczególnie szkodliwe, ponieważ słabo się rozkładają i sieją spustoszenie w oceanach. Ponadto najprawdopodobniej cekiny musiały zostać przyszyte ręcznie, a jak podaje Glam Monitor – tym zajmują się najczęściej ubogie dzieci.

Kolejnym problemem jest bawełna organiczna: producenci etycznej mody twierdzą, że sprzedawanie produktów z bawełny organicznej tak tanio jest niemożliwe, bo firmy nie miałyby z tego żadnego zysku.

Pracownik czy niewolnik?

W ciągu ostatnich 30 lat poziom globalnych nierówności znacząco wzrósł. Według corocznego raportu organizacji Oxfam 26 najbogatszych ludzi posiada tyle majątku, co 3,8 miliona najbiedniejszych mieszkańców globu. Międzynarodowe korporacje oszczędzają grube miliony na produkcji, która jest dużo tańsza w krajach trzeciego świata, takich jak Bangladesz, Indie, Mjanma, Wietmnam czy ( już coraz rzadziej) Chiny.

Giganci branży modowej płacą swoim pracownikom znajdującym się na końcu łańcucha odzieżowego 5 razy mniej, niż ci pracownicy faktycznie potrzebują, by móc żyć godnie. Osoby produkujące ubrania są zmuszane do pracowania od 14 do 16 godzin dziennie 7 dni w tygodniu, a w szczycie sezonu muszą często pracować w nocy, by zdążyć przed terminem zamówienia. Muszą to robić, mimo, że zazwyczaj nie wystarcza im na życie, ponieważ nie mają innej alternatywy na jakikolwiek zarobek…

Warunki pracy nie spełniają żadnych norm – ludzie muszą wdychać toksyczne substancje czy pył z włókien, a wypadki, pożary i urazy są na porządku dziennym. Jakby tego było mało, to pracownicy regularnie spotykają się z przemocą słowną i fizyczną. Większość zatrudnionych w branży odzieżowej to kobiety, (w Bangladeszu aż 90% z osób zatrudnionych to pracowniczki) które w większości doświadczają mobbingu, agresji i prześladowania seksualnego.

W niektórych przypadkach, gdy pracownicy nie wyrobią swojej dziennej (nieosiągalnej) normy, są obrażani, odmawia się im przerw lub nie wolno im pić wody. Sieciówki uchylają się od odpowiedzialności i jakimś cudem unikają kontroli miejsc pracy, ale co gorsza świadomie przyzwalają na łamanie praw człowieka. Tylko kasa, kasa, kasa…Wystarczą zaledwie cztery dni aby dyrektor generalny dużej firmy modowej zarobił taką samą kwotę, jaką jego pracownik z Bangladeszu zarobi przez całe życie!

Kolejną okropną “metką” tej branży jest zmuszanie dzieci do pracy – na świecie dotyczy to aż ok. 170 milionów nieletnich. Jest to szczególnie popularne w Indiach, w których 250 tysięcy dziewczynek w wieku 15-18 lat pracuje w ramach programu Sumangali – młode dziewczyny z ubogich rodzin są wysyłane do pracy w fabryce na okres od 3 do 5 lat w zamian za podstawowe wynagrodzenie i ryczałt na koniec, który staje się ich posagiem,  dzięki czemu mogą wyjść za mąż. Pracownice są wykończone, muszą żyć w skandalicznych warunkach, a także często są maltretowane i wykorzystywane seksualnie.

Jednak to w  Uzbekistanie (który jest jednym z największych eksporterów bawełny na świecie) sytuacja wygląda najgorzej. Co roku jesienią rząd zmusza ponad milion ludzi do zbierania bawełny. Dotyczy to wszystkich, zarówno dorosłych, którzy muszą porzucić na ten czas pracę jak i dzieci , które zamiast chodzić do szkoły stają się niewolnikami. Małe ręce nieletnich lepiej nadają się do zbierania bawełny, powodują mniej szkód w uprawach i w dodatku dzieci nie znają swoich praw, boją się…więc są bardziej uległe. W dodatku przez pestycydy i inne toksyczne chemikalia taka praca skutkuje licznymi problemami zdrowotnymi.

COVID-19 vs moda

Wielka Brytania kojarzy się nam przede wszystkim z królową, herbatą i deszczową pogodą, lecz także z wysokim poziomem życia i dobrymi pensjami, dla których wielu migrantów porzuca rodzinne pielesze i przestawia się na tryb lewostronny. Piękny obrazek cywilizowanego kraju psuje jednak współczesne niewolnictwo… Niedawno odkryto skandal w fabryce odzieży w Leicester. Okazało się, że popularna na Instagramie firma BOOHOO płaciła pracownikom tylko połowę należnej im minimalnej pensji, a w dodatku kazała im pracować podczas lockdownu. Osoby zatrudnione przy produkcji ubrań nie miały dostępu do podstawowych środków sanitarnych, a przypadki zakażenia koronawirusem kazano ukrywać, aby firma odnotowała jak największe zyski, bo konkurencja wstrzymała produkcję na czas kwarantanny.

Przez pandemię niektóre fabryki żądały od szwaczek odpracowania 150 godzin bezpłatnych nadgodzin, a wiele osób straciło pracę i głodowało.

Strona workersrights.org opublikowała zestawienie firm, które zapewniły, że zapłacą całą kwotę zamówienia zrealizowanego, jak i tego, którego produkcja jest w trakcie – są to m.in Adidas, ASOS, GAP, H&M, Zara, LPP, Nike oraz firmy, które nie wydały żadnego oświadczenia w tej sprawie, bądź nie zapłaciły (całej kwoty, lub zapłaciły zaledwie część) – TopShop, C&A, Primark.

Co zrobić z nierównościami?

Chociaż social media służą jako zapychacz czasu, to oczywiście mogą być wykorzystane w dobrych celach, takich jak np. akcja #PayUp, która miała zwrócić uwagę na skandalicznie niskie wypłaty (a często ich brak przez pandemię) otrzymywanych przez pracowników tekstylnych.

Kolejną akcją poruszającą problemy branży modowej była ta zorganizowana przez Fashion Revolution, która sprawiła, że świat poznał pracowników szyjących ubrania, które kupujemy w sieciówkach – ludzie robili sobie zdjęcia z napisem na kartce #whomademyclothes.

To jedne z najlepszych przykładów w jaki sposób, dzięki mediom społecznościowym, możemy naciskać na marki by wywołać zmiany. Może wydawać się, że nie ma to zbyt wielkiego przełożenia na rzeczywistość, jednak dzięki takim akcjom konsumenci stają się bardziej świadomi i często krytykują lub nawet bojkotują dotychczas lubiane sieciówki. Promowana w TV akcja nadawania „drugiego życia” ubraniom, z których my albo nasze dzieci wyrosły poprzez zbywanie ich na portalach internetowych jest znakomitym przykładem świadomego recyklingu.

Światełko w tunelu:

Niektóre marki pracują już nad tym, aby zmniejszyć swój negatywny wpływ na środowisko, np.  Levi-Strauss pomaga swoim dostawcom uzyskać niskooprocentowane pożyczki na projekty dotyczące energii odnawialnej lub efektywności energetycznej, a  Nike pomaga producentom przejść z paliw kopalnych na energię słoneczną i biomasę. Do 2025 r. w sklepach Reserved kolekcje ekologiczne mają stanowić połowę oferty, a opakowania mają być w 100% przyjazne środowisku, co zmniejszy ślad węglowy koncernu LPP.

Unia Europejska w 2021 r. ma ogłosić nową dyrektywę dotyczącą tekstyliów w zamkniętym obiegu gospodarczym w ramach Circular Economy Action Plan. Firmy będą musiały przestrzegać nowych przepisów, co miejmy nadzieję przełoży się na zmniejszenie śladu węglowego. Działania mające na celu obniżenie emisji CO2 są coraz intensywniejsze –  w ostatnich latach wiele firm podpisało Fashion Charter for Climate Action czy G7 Fashion Pact.

Jak możemy (choć trochę) rozwiązać te problemy?

Przede wszystkim wybierajmy świadomie by ograniczyć produkcję i konsumpcję. Warto w tym kontekście wspomnieć o Fashion Revolution Day, akcji powstałej po katastrofie budynku Rana Plaza w Bangladeszu 24 kwietnia 2013 r. Zginęło w niej 1138 osób  szyjących ubrania m.in. marki Cropp (koncern Lpp S.A.). Organizatorzy Fashion Revolution Day chcą upamiętnić ofiary katastrofy i nakłonić branżę odzieżową do zmian.

Świadomych konsumentów jest wciąż za mało, o czym świadczą  wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Accenture, FashionBiznes.pl i Forum Odpowiedzialnego Biznesu; Aż 42% badanych nie potrafiło wskazać jakie powinny być działania proekologiczne, ani co można by zmienić, ponieważ większość nie wie, że branża modowa w ogromnym stopniu zanieczyszcza Ziemię.

A więc do dzieła, nie bądź jak ci nieświadomi konsumenci! Oto, co możesz zrobić:

1. Wybieraj ubrania, które zostały wyprodukowane w krajach o surowszych przepisach środowiskowych, np. UE, Kanada, USA. Idealnym rozwiązaniem z najmniejszym śladem węglowym byłoby kupowanie ubrań wyprodukowanych w Polsce, co wsparłoby również naszą gospodarkę.

2. Wybieraj naturalne materiały, które nie wymagają użycia chemikaliów przy produkcji oraz te, których produkcja zużywa mniej wody, jak np. konopie. Tkaniny dobre dla środowiska to chociażby bambus, lyocell, len.

3. Kupuj ubrania dobrej jakości – dzięki temu dłużej ci posłużą, a ty dłużej pożyjesz! Tak, to nie żarty – niska jakość ubrań może przyczyniać się do problemów ze zdrowiem, bo 63% ubrań różnych marek zawiera  niebezpieczne chemikalia, które są rakotwórcze i zaburzają równowagę hormonalną oraz zostają w organizmie nawet po jednym założeniu ubrania!

4. Jeżeli możesz sięgaj po rzeczy pochodzące z fair trade – wtedy masz pewność, że pracownik, wykonał je w bezpiecznych warunkach i otrzymał za to godziwą zapłatę. Ubrania ze zrównoważonego handlu są droższe, ale mają lepszą jakość i pozwolą ci mieć czyste sumienie. Warto także zwracać uwagę na bio/eko certyfikaty.

5. Naturalne kolory – im mniej chemikaliów, tym lepiej dla twojego zdrowia oraz dla środowiska.

6. Kupuj w secondhandach lub odkupuj od kogoś – dzięki temu będziesz wyglądać bardziej oryginalnie i przysłużysz się planecie.

7. Pisz maile/ petycje – jeśli dostrzegasz greenwashing – nie bądź obojętny! Twój głos, nawet pojedynczy, może wiele zdziałać.

Skok w przyszłość:

Być może kiedyś w ogóle nie będziemy posiadać ubrań, tylko będziemy je wypożyczać? Taki program postanowił przetestować w Sztokholmie H&M. Za tę usługę musielibyśmy zapłacić ok. 145 zł tygodniowo, a do dyspozycji otrzymalibyśmy 50 kreacji. Simon Irwin, analityk Credit Suisse w rozmowie z agencją Bloomberg stwierdził, że przy takich cenach ten pomysł raczej nie stanie się nowym modelem biznesowym.

Kolejnym eksperymentem, który faktycznie mógłby zrewolucjonizować przemysł odzieżowy jest wprowadzenie kolorowych genów do genomu bawełny. Australijscy naukowcy prowadzą w tej materii badania, których szczęśliwy finał ograniczyłby znacząco wpływ toksycznych barwników na środowisko.

Sprzedawcy wciąż próbują obniżać koszty produkcji by jak najwięcej zyskać – to błędne koło, bo zawsze znajdzie się jakieś biedne państwo, w którym cło jest równe zeru, a ludzie by przeżyć, muszą pracować. Jednak to właśnie my, konsumenci możemy je zatrzymać! Dążmy do ideału “sustainable fashion”, który łączy rozwiązania etyczne i ekologiczne w modzie.

Firmy modowe wdrażają zrównoważone rozwiązania zbyt wolno. Jeśli nic szybko się nie zmieni, to przemysł modowy nie będzie w stanie sprostać celom zrównoważonego rozwoju ONZ, czy założeniom porozumienia paryskiego, które określa ogólnoświatowy plan przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Ubrania z sieciówek są tanie, przez co często uważamy je za bezwartościowe. Cieszymy się kiedy możemy kupić koszulkę po promocji tylko za 5zł i wkładamy ją raz, ale pamiętajmy, że ktoś na świecie płaci za to ogromną cenę…

Jeśli zainteresował cię ten temat, to polecam ci te dwa filmy:

„Krwawa strona luksusu” (2018)

„Nieczysta gra sieciówek”(2014)

te, które są polecane przez innych (i które sama planuję zobaczyć):

“Stacey Dooley investigates Fashion’s Dirty Secrets”

“The True Cost” (2015)

Oraz książkę (którą też mam na liście do przeczytania ;)):

„Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo” Marek Rabij

źródło: Shutterstock

Źródła:

https://theprettyplaneteer.com/fashion-industry-waste/

https://www.sustainyourstyle.org/

http://www.therevivalcollective.com/

https://www.olabakowska.com/

https://gritdaily.com/are-fashion-brands-mocking-sensitive-racial-topics/

https://metro.co.uk/2020/07/09/boohoo-slavery-claim-fast-fashion-pay-price-12966258/

https://www.theguardian.com/fashion/2020/jun/29/italian-fashion-needs-to-confront-its-racism-say-industry-insiders

https://www.theguardian.com/global-development/2020/jun/11/racism-is-at-the-heart-of-fast-fashion-its-time-for-change

https://wtvox.com/sustainable-fashion/instaparasiting-fast-fashion/

https://qrius.com/disease-or-starvation-the-dark-side-of-modern-slavery/

https://thetab.com/uk/2020/06/12/you-cant-call-yourself-anti-racist-if-youre-still-buying-fast-fashion-161094

https://www.workersrights.org/issues/covid-19/tracker/

http://www.therevivalcollective.com/the-problem-with-sustainable-high-street-fashion-primark-hm-zara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s