Słowo o monodramie „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam”, reż. Ewa Błaszczyk

Grafika: Sandra Staros

„Magnolia była duża, z dużymi gałęziami i dużymi kwiatami, które otwierały się niczym chusteczki i których nikt nie zrywał, bo były wysoko.”

Dzieciństwo nas kształtuje. Środowisko, w jakim wyrastamy również. Czy magnolia byłaby magnolią, gdyby ktoś zasiał jej ziarna na pustynnej glebie? A gdyby nawet udało jej się przetrwać, to czy nie zmieniłaby się w roślinę dużo mniej subtelną? Gruboskórną? Z kolcami? To, gdzie dorastamy i czego doświadczamy we wczesnym dzieciństwie, wpływa na nasz światopogląd, wyznacza granice możliwości, nierzadko definiuje przyszłe cele. Nic więc dziwnego, że Ewa Błaszczyk w swoim monodramacie „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam” zaczyna od wspomnień z dzieciństwa. 

„Aby zerwać kwiat, kobieta musi umrzeć.”

Oriana Fallaci, zanim stała się odważną dziennikarką, rozmawiającą między innymi z Dalajlamą czy Lechem Wałęsą, zanim stała się korespondentką wojenną, zanim stała się kontrowersyjną komentatorką historii, była małą dziewczynką, która wspinała się na czubki palców, żeby móc obserwować z okna magnolię kwitnącą w ogrodzie i marzyć o zerwaniu kwiatu z jej korony. 

Ewa Błaszczyk, wcielająca się w postać dziennikarki patrzy nieobecnie. Wpatruje się w jeden punkt, powoli wypowiadając słowa. Spokój i napięcie – niełatwo je połączyć. W tym wypadku widz czuje, że historia z dzieciństwa jest czymś żywym, ważnym, kluczowym. Jednocześnie widać dystans dorosłej, doświadczonej życiem kobiety, która może pozwolić sobie na powrót do tego wspomnienia. Bez łez, w kontemplacyjnej ciszy. Szept maluje przed widzem niewyraźną scenę. Mała dziewczynka widzi schadzkę kochanków. Podbiega inny mężczyzna, wbiega między rozwieszoną na sznurkach bieliznę i łapie kobietę. 

„Uniósł ją tak, jak gdyby nic nie ważyła i zrzucił wprost na magnolię. Spadła głucho, jak pożółkłe kwiaty. Jedna z gałęzi złamała się. W tej samej chwili kobieta chwyciła kwiat. I zerwała go. Znieruchomiała. Od tego dnia dziewczynka była przekonana, że aby zerwać kwiat, kobieta musi umrzeć.”

To jeden z pierwszych momentów, w których Oriana obserwuje brutalną rzeczywistość, a ta skłania ją do refleksji – być może to właśnie pierwszy moment w jej życiu, w którym rozpoczęła się jej reporterska droga.  

„Chciałabym, żebyś była kobietą. Żebyś poczuła pewnego dnia, co ja czuję.”

W monodramacie pojawiają się także cytaty z „Listu do nienarodzonego dziecka” Fallaci. Poruszające pauzy, zbliżenia na twarz aktorki, na łzę w oku. Wszystkie pytania, które stawia Fallaci – gdzie zaczyna się życie? Czy jest coś takiego jak „wybór”, kiedy w grę wchodzi drugi człowiek? – te trudne, wybiegające daleko poza temat aborcji wątpliwości są wyraziste, mimo minimalnych środków przekazu. Czarna scena, ciemne tło, jeden reflektor i surowy, czerwony garnitur. 

Scena z przedstawienia „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam” w reżyserii Ewy Błaszczyk,. Na zdjęciu: Ewa Błaszczyk, fot. Krzysztof Bieliński/Teatr Studio w Warszawie

„(…) również wtedy, kiedy jestem nieszczęśliwa, myślę, że byłoby mi przykro się nie urodzić, bo nic nie jest gorsze od nicości. (…)”

Właśnie dzięki tej prostocie, dają się dostrzec niuanse, sprzeczności, wahania, rozpacz widoczna gdzieś głęboko w źrenicy, uwięziona w opanowanym, spokojnym monologu. 

„Walczyłam ze sobą, żeby nie zasnąć. Starałam się, żeby i ona nie spała i mówiłam, mówiłam bez końca. Dziękowałam, że mnie urodziła.”

Ewa Błaszczyk, na bazie tekstów Fallaci, które zebrał i zestawił ze sobą Remigiusz Grzela, tworzy niezwykłą wielowątkową historię. Wspomnienia z jej relacji z matką, z ukochanym Alecosem. Jej rozważania na temat życia i cierpienia. Wszystko to przeplata się ze sobą – jedno intensywne spojrzenie, które gasnąc rozpoczyna nową myśl – nigdy nie wiadomo, czy będzie to komentarz historyczny czy osobiste, intymne refleksje. Widz musi wykazać się dużym skupieniem, chęcią wejścia w świat bohaterki, poznania jej emocji, lęków i wahań. 

„Grzech nie narodził się w dniu, w którym Ewa zerwała jabłko: tamtego dnia narodziła się wspaniała cnota zwana nieposłuszeństwem”

Oriana Fallaci, przedstawiona przez Błaszczyk, mimo wielu ostrych słów, które w swoim życiu wypowiedziała, była magnolią. Jest dowodem na to, że można łączyć w sobie skrajności. Być kobietą silną i delikatną. Opanowaną i pełną namiętności. Kochającą życie i wściekłą na jego niedoskonałości. 

Aktorka zerwała łatkę przyczepianą Fallaci. Ograniczając się głównie do swojego głosu, postawy ciała i intensywności spojrzenia, pokazała Orianę jako kobietę kruchą, wrażliwą, której siła i umiejętność mówienia wprost, bez zbędnych uprzejmości, wzięły się przede wszystkim z jej głębokiego przeżywania i analizowania rzeczywistości. 

Cały spektakl można obejrzeć tutaj:
https://teatrtv.vod.tvp.pl/41350804/oriana-fallaci-chwila-w-ktorej-umarlam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s