,,Człowieku co Ty, chcesz robić ubrania ze śmieci?!” Wywiad z Jackobem Buczynskim – projektantem tworzącym w duchu zero waste

Jackob Buczynski to projektant młodego pokolenia, którego ubrania powstają w oparciu o materiały pozyskane z drugiego obiegu. Jego projektom przyświeca jeden cel – mają stać się głośnym komunikatem i zwrócić uwagę społeczeństwa na palący problem jakim jest światowa nadprodukcja dóbr. Jego miłość do mody wyszyła mu w sercu babcia krawcowa, artyzm ukształtował ojciec – rzeźbiarz, a wytrwałość wypracował sam jako sportowiec w młodości.

fot. Karolina Kiełczewska

Maria Bartczak: Czym dla Ciebie jest Twoja marka?

Jackob Buczynski: Moja marka to moje życie. Myślę sobie, że to życie jest pracą i bardzo ważne jest dla mnie to, żeby przez pracę wykonywać swoje życie, czyli nie czuć, że się pracuje, tylko codziennie żyje.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z branżą modową? Czy miałeś taki moment w życiu, że stwierdziłeś – tak, to ten czas?

Ja nie do końca wiem, czy ja już stwierdziłem, że robię w branży modowej. Ogólnie jest to trudny temat dla mnie. W ogóle czym jest branża? Cały czas, codziennie docieram do tego, czym dla mnie jest branża modowa i czy ja rzeczywiście w niej robię. To jest dla mnie takie filozoficzne pytanie. Ta branża modowa codziennie się zmienia. Ma mnóstwo różnych aspektów – od wpływu na środowisko, po duże marki, projektantów. Ciężko jest siebie kategoryzować jako człowieka, który robi w branży modowej. Ja się zdecydowałem na robienie swoich rzeczy.

Czy była w Twoim życiu taka osoba, która jakoś szczególnie zachęcała Cię do projektowania ubrań?

Nikt mi wcześniej tego pomysłu nie podsunął. To była walka o siebie przez te lata, kiedy trenowałem pływanie i myślałem sobie o tym wszystkim. Człowiek pływał sobie przez 12 lat w basenie, od ścianki do ścianki. Nie miał jakiejś innej perspektywy, ale obok działy się nieuniknione rzeczy –  babcia krawcowa, tata, który jest rzeźbiarzem, czyli bardzo piękne i kreatywne zawody. Ja gdzieś to wszystko po kolei widziałem. Jednak w tamtym czasie nie dostrzegałem tego, a przecież to są moje ogromne korzenie, które obudziły się we mnie, gdy okazało się że nie chcę studiować na AWF-ie. Jak silne były te małe bodźce, które pozbierałem po kolei w moim życiu, że one nagle wybuchły kilka lat temu, kiedy założyłem bloga, kiedy nagle chciałem zacząć robić swoje rzeczy. Być autorem. Projektować. Uważam, że to był taki moment, kiedy w Polsce i na świecie pojawiło się bardzo dużo projektantów i zaczęło mnie to tak przysłowiowo jarać. Chciałem się w tym odnaleźć. A jako osoba, która rzeczywiście przez całe życie robiła w sporcie, musiałem wykorzystać swoje najlepsze zasoby, żeby się w tej branży pojawić. Myślę, że wykorzystałem tą babcię krawcową, tego ojca rzeźbiarza, to pływanie i tę walkę o siebie, żeby tu rzeczywiście zrobić coś swojego.

W Twoich projektach ludzie dostrzegają coś inspirującego. Jak czujesz się jako inspirator?

To też jest bardzo ciekawa historia, odkryć w sobie chęć inspirowania innych. Dla mnie to też był interesujący proces stawania się inspiracją. Przyszedł u mnie taki moment w życiu, to było chyba z rok temu, kiedy leżałem sobie w wannie i powiedziałem: Okej, od teraz chcę być inspiracją! Po prostu sobie to powiedziałem i rzeczywiście od tego czasu spotykam się z tą opinią. Wcześniej tego nie słyszałem, albo nie miałem z tym do czynienia. I to był jakiś przełomowy moment, kiedy ja rzeczywiście chciałem inspirować ludzi. Może to dosyć błahe, ale odobserwowałem wszystkich ludzi na moim Instagramie, ponieważ uważałem że to co ja widzę i czym się bodźcuje w jakiś sposób inspiruje mnie do działania i ma na mnie wpływ. Chciałem się od tego odciąć, żeby jak najmniej rzeczy mnie bodźcowało. Pragnąłem, żeby to co ze mnie wypływa było tylko ze mnie, z mojego jakiegoś nienarzuconego wpływu.

Dlaczego zdecydowałeś się projektować ubrania na bazie materiałów pochodzących z drugiego obiegu?

Tutaj też muszę wrócić do moich korzeni. Nie urodziłem się z myślą, że będę prowadził upcyclingową eko markę. Jako dziecko bardzo dużo chodziłem z moją mamą po sklepach z używaną odzieżą. To były lata 90. i 00. kiedy ich popularność w Polsce rosła. Do dzisiaj wspominam sobie i myślę o tym, że w tych second handach widziałem wszystko –  wszystkie fasony, kolory, tkaniny, materiały, guziki. To jest moja inspiracja. Później, jak zacząłem prowadzić bloga i startowałem w branży modowej, to dla funu zrobiłem moją flagową kurtkę z frędzlami. Nie myślałem, że to może mieć jakąś dodatkową wartość. Wtedy widziałem w tym tylko wizualną część. Dotarłem do tego, że chce robić coś z ideą. Po roku, kiedy zrobiłem swoją pierwszą kurtkę z frędzlami, pomyślałem sobie więcej na temat tego produktu, żeby to nie była tylko część wizualna, żeby to nie był tylko wyrazisty produkt, ale żeby niósł za sobą historię. Oglądałem bardzo dużo dokumentów. Zacząłem interesować się tym jak przemysł modowy wpływa na środowisko. Było to dla mnie bardzo odkrywcze i zainspirowało mnie do działania w idei zero waste, ten bardzo duży problem wszechobecnej nadprodukcji dóbr i jakaś moja personalna forma zamanifestowania tego, co dzieje się na świecie. Pamiętam,  jak wchodziłem z tym cztery lata temu na rynek, to bardzo często spotykałem się z opiniami: “Człowieku, co ty?! Chcesz robić ubrania ze śmieci?!” To było dla ludzi nowe i świeże, więc się tego bali. Ja też się tego bałem. A teraz rośnie świadomość, że wszechobecna moda jest totalnym kiczem. Uważam, że wynika to z tego, że zawiera bardzo dużo części wizualnej. My dzisiaj w ubraniach widzimy to, że będziemy w nich dobrze wyglądać i nic poza tym.

Wspomniałeś wcześniej o zero waste, czym jest i czy można osiągnąć to w stu procentach?

Bardzo często zero waste jest traktowane jako trend: “O wszyscy bądźmy teraz zero waste”. Tylko że rzeczywiście myślę, że zero waste musi być lifestylem, który przyjdzie razem z wymianą pokoleń. Zero waste to jest coś, czego ja się nadal uczę i wiem, że nie jestem w tym perfekcyjny. Tak samo uczę się tego w mojej marce. Bardzo ciężko w ogóle być… nie da się w ogóle być zero waste. Wysyłając maila, wysyłam ślad węglowy w świat, więc to jest trochę taki statement, który możemy sobie obierać w życiu, że chcemy być bardziej zero waste i mniej marnować. Po prostu mieć szacunek do tego, co zostało już wyprodukowane.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, w którą stronę zmierza przemysł modowy? Masz swoją wizję?

Wizja świata mody w moich przemyśleniach nie jest zbytnio obiecująca. Uważam, że ten przemysł jest za bardzo uzależniony od naszej chciwości, od chęci zarabiania pieniędzy. My cały czas chcemy posiadać więcej. Jeśli ma to pójść w dobrą i świadomą stronę, będzie się to musiało wydarzyć na całym świecie, nie tylko u producentów, ale i u konsumentów.  Wiele branż ma ten sam problem i tą samą trudność. Musimy zacząć przetwarzać te surowce, które już zostały wyprodukowane. Po prostu przestać produkować nowe rzeczy.

Co zawierają Twoje projekty? Czy opierasz się na konkretnych założeniach, masz jakieś fundamenty na których podstawie tworzysz?

W moich projektach chodzi bardzo mocno o filozofię mojej marki. Jedną z najważniejszych rzeczy jest to, aby ubranie posiadało ten przysłowiowy głos. Chciałbym, żeby każdy komunikat wychodzący z mojej marki był wartościowy, żeby zmieniał w jakiś sposób świadomość ludzi i był zauważalny. Bardzo ważne dla mnie jest też to, aby ubranie posiadało historię i żeby miała ona realny wpływ na moich odbiorców. Cieszę się kiedy dostaje taki feedback: Ooo to jest zrobione z surowców wtórnych. Następny aspekt to oczywiście wykorzystywanie materiałów z drugiej ręki i jest to dla mnie jeden z najważniejszych fundamentów moich projektów.

Dlaczego w obecnych czasach tak ważne jest to, żebyśmy wykorzystywali ubrania ponownie?

Ponieważ ubrań na świecie jest bardzo dużo, ponieważ jest ich za dużo, ponieważ gdybyśmy teraz przestali produkować ubrania to starczyłoby ich na 15 lat naszego życia na całej planecie, ponieważ co minutę na całym świecie wyrzucana na śmietnik jest ciężarówka ubrań. To jest po prostu niebezpieczne, dla nas, dla gatunku ludzkiego, dla całej planety. Musimy się zreflektować i powiedzieć sobie: “Okey, chyba już czas pójść naprawić błędy tej nieświadomości, która była x lat temu, kiedy zachłysnęliśmy się tą powszechną produkcją, tym produktem, który zaczął budować wielkie koncerny”.

A jak Ty prywatnie podchodzisz do tematu przetwarzania?

Ja przede wszystkim w swoim życiu przetwarzam ubrania i prowadzę markę z taką ideą. W swoim codziennym osobistym życiu rzeczywiście zwracam uwagę na to, żeby kompletnie nie kupować nowych ubrań, kompletnie nie wspierać nowych marek i nie zafiksowywać się na tym, że ja czegoś potrzebuję. Myślę, że doszedłem do tego, że nie chcę posiadać więcej. Mam tak dużo dookoła siebie. Uważam, że to jest bardzo ważne, żeby zauważyć i docenić jak dużo mamy wokół siebie. Naprawdę my do przeżycia kolejnego dnia nie potrzebujemy bluzki czy butów kolejnych, kolejnych, kolejnych. Ta chęć posiadania została nam nadana. Przecież kiedyś lataliśmy na golasa łapaliśmy jakąś zwierzynę i myślę, że mieliśmy wtedy mniej problemów. Dzisiaj to, że chcemy być na przykład w danym towarzystwie powoduje, że mamy właśnie nasze wewnętrzne bóle głowy i dupy. To nami kieruje, chęć posiadania.

Twoim flagowym projektem jest kurtka z frędzlami. Jak wygląda proces jej przygotowania? Z jakich materiałów korzystasz?

Do tworzenia projektów typu kurtka z frędzlami używam każdego rodzaju materiału. Raz, uważam, że każdy materiał zasługuje na drugie życie. Dwa, uważam, że tych materiałów jest tak dużo, że naprawdę nie mam czasu robić selekcji. Zaczynam od wyszukania bazowej,  vintage kurtki z drugiej ręki. Później jest to oczywiście cięcie tych frędzli. Jest ich około 170 w każdej kurtce, każdy z inną historią, każdy z innym pochodzeniem. Oczywiście nie znam pochodzenia każdego frędzla. Nie ogarnął bym się jakbym znał każdego frędzla. Gdy wszystko mam już przygotowane w pracowni, to cały proces wykończenia takiej kurtki zajmuje około dwóch godzin.

Czy klienci często pytają Cię o pochodzenie kurtki, o historię frędzli, czy raczej jest to dla nich nieistotne?

To zależy oczywiście od człowieka, który tutaj przychodzi. Ja zawsze jestem bardzo chętny, żeby rozmawiać z klientami i tworzyć z nimi relacje. Bardzo często przychodzą do mnie osoby, które są turbo ciekawe pochodzenia tych kurtek, frędzli i pomysłu, właściwie wszystkiego. Dopisują do tego jakieś piękne historie i we mnie budzi to też pomysł, jak dana kurtka klienta ma wyglądać. Później, przy tworzeniu aplikacji na plecach albo frędzli myślę sobie o tym, co ta osoba mi mówiła i staram się żeby to było kompatybilne z tym człowiekiem. Zdarzają się też osoby, które piszą do mnie: “Boże, muszę to mieć!” I to są codzienne i dla mnie zrozumiałe reakcje ludzi, bo te kurtki są wyraziste i wnoszą coś kolorowego do ich życia.

Jak myślisz, czy więcej klientów zgłasza się do Ciebie właśnie ze względu na to, że Twoje projekty powstają w oparciu o materiały z drugiej ręki, czy jednak dlatego, że to Ty jesteś ich twórcą?

Bardzo dużo jest osób, które chcą kupić już coś ode mnie, bo jara ich to o czym mówię, to jak to sprzedaję, że jest to z drugiego obiegu. Ta idea z drugiej ręki zaczyna być bardzo mocno sexy. To też jest ciekawe, że mimo tego, że są ludzie, którzy z wywieszonym językiem muszą to posiadać, to jednak zgadzają się na to, żeby to było z drugiej ręki. To nie zawsze jest łatwe dla nich przyjąć coś, co było już używane. Tym samym buduje się ich świadomość. Kupią sobie taką rzecz. Zobaczą, że to jest wyjątkowe, unikatowe i można robić takie rzeczy z surowców wtórnych.

Czy klienci sami mogą przynieść kurtkę do przetworzenia?

Oczywiście! Jeśli kurtka jest od klienta, zawsze podejmuję się takiego projektu, ponieważ misja marki jest prosta: przetwarzać jak najwięcej używanych ubrań. Jak ktoś mi mówi, że “o Boże, muszę kupić sobie idealną kurtkę!”, to ja zawsze odbiegam. Proponuję poszukać czegoś z drugiej ręki, z dobrym vintage fasonem. Raczej nie przyjmuje specjalnie kupionych rzeczy pod mój projekt. Staram się, żeby były to rzeczy z szafy klienta.

Co doradziłbyś osobom, które nie wiedzą co zrobić z nieużywanymi ubraniami, jak je przerabiać?

Myślę, że nie jestem świetnym doradcą. Róbcie to w zgodzie z tym, w jakim momencie życia jesteście. Ja często to, co mam w głowie, to mam w szafie. Bardzo często spotykam się z ludźmi, którzy w szafie mają dużo rzeczy, które tworzą bałagan. To jest trochę taka metafora. Bardzo często mamy przez ten bałagan w głowie również bałagan w szafie, więc taka moja rada: weźcie tam po prostu posprzątajcie.

W głowie?

…albo w szafie, symbolicznie. Ciężko mi powiedzieć, żeby tam przyczepić frędzle, a tam zrobić dziurkę. Ja moje pierwsze kurtki do sprzedaży zrobiłem z tego co zostało wokół mnie. W zasadzie po mojej babci, która zachorowała i zostało po niej bardzo dużo sukienek – kolorowe, kwieciste, piękne wzory. Zobaczcie jak dużo mogłem zrobić, żeby powstało coś o nowej, lepszej wartości. No i te frędzle z tych sukienek mojej babci gdzieś sobie teraz latają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s