Zielone miasto – miasto przyszłości

Co jako pierwsze przychodzi ludziom na myśl, gdy słyszą frazę “nowoczesne miasto”? Pierwsze skojarzenie to często sięgające chmur wieżowce, błyskawiczne pociągi, czy luksusowe osiedla. A jak wiele osób wymieniłoby zieleń miejską?


Fot. Maria Jaworska

W miarę rozwoju cywilizacji, człowiek coraz bardziej zapomina o swoich początkach, jakim było życie w jedności z przyrodą, za to coraz bardziej zatraca się w konsumowaniu różnego rodzaju dóbr, które – nie zawsze wiadomo w jakim celu – sam nagminnie produkuje. Dąży do szczęścia poprzez samorealizację, wspomniany konsumpcjonizm, a także poprzez budowanie czegoś nowego. Najczęściej musi być to coś okazałego, jak najbardziej wyrafinowanego, wykreowanego w ten sposób, żeby wywoływać podziw i sprawiać, że podziwiający w zachwycie zakrzykną: Jakim genialnym stworzeniem jest człowiek! Czy będzie to reakcja na nowoczesny drapacz chmur, a może na najbardziej inteligentny gadżet, zawsze utwierdzi twórcę w przekonaniu o swojej wyjątkowości, a może wzbudzi dumę i satysfakcję, że z jego pracy mogą skorzystać przyszłe pokolenia. Nie jest odkrywczym stwierdzenie, że idealnym środowiskiem dla tych ambitnych, chcących zmieniać świat i pozostawić po sobie coś dla potomnych ludzi, jest miasto. To właśnie miejska dżungla jest środowiskiem naturalnym dla gatunku homo faber, który będąc coraz mniej ograniczonym w swoich możliwościach, coraz bardziej zatraca się w produkcyjno-konsumpcjonistycznym kołowrotku. Aż wreszcie przychodzi moment, kiedy w umyśle takiego człowieka pojawia się myśl, ledwo kiełkujące pragnienie, które zagłuszane na co dzień pędem tworzenia i konsumowania, upomina się w naszym imieniu o podstawowe potrzeby. I tutaj wraca potrzeba powrotu do początków – czasów, kiedy człowiek był częścią natury. 

Dlaczego drzewa są ważne?

Problem w tym, że człowiek nadal jest częścią natury i niezmiennie jej potrzebuje, chociaż nieraz wydaje mu się, że wcale tak nie jest. Potrzebę obcowania z przyrodą mieszkańcy miast zaspokajają w parkach, podmiejskich lasach czy na dzikich brzegach rzek. I mimo, że nie zawsze do końca zdajemy sobie z tego sprawę, to każdy z nas podskórnie wie, że obecność drzew, krzewów i innych roślin w przestrzeni miejskiej ma nieocenioną wartość. Gdzie bowiem, spędzając lato w mieście, lepiej czujemy się w upalny dzień, niż schowani pod drzewami w najgęstszej części parku? Drzewa redukują efekt miejskiej wyspy ciepła, zmniejszając w ten sposób choćby ryzyko udaru czy zawału w upalne dni. Ochrona przed upałem to ważna część funkcji miejskiej przyrody, ale nie ważniejsza niż wiele innych, jak choćby retencja wody. Na terenach porośniętych zielenią, większa ilość wody jest magazynowana w glebie, zapobiegając podtopieniom i tworząc swoisty mikroklimat. Nie jest tajemnicą, że największe problemy sprawia walka z podtopieniami na terenach wybetonowanych, z których woda nie może wydostać się w sposób naturalny. Kolejna funkcja drzew to oczywiście produkcja tlenu. Szczególną rolę pełnią w tym przypadku duże, stare egzemplarze. Jedno takie drzewo w ciągu 10 lat wyprodukuje tyle powietrza, ile człowiek zużyje przez 20 lat życia. Każde drzewo podtrzymuje więc życie dwóch osób. Co szczególnie istotne dla zanieczyszczonych miejskich obszarów, parki i szpalery drzew to naturalne bariery dla zanieczyszczeń. Liście roślin pochłaniają gazy, takie jak dwutlenek siarki, tlenek azotu czy ozon. Neutralizują też zanieczyszczenia w postaci pyłów, które przyklejają się do ich powierzchni. Rośliny mają oczywiście swoją wytrzymałość – na skrajnie zanieczyszczonym obszarze może dojść do ich degradacji, tak jak stało się na przykład w przypadku Zagłębia Dąbrowskiego lub okolic Elektrowni Bełchatów. Jednak przy zrównoważonej ilości emitowanych zanieczyszczeń, świetnie radzą sobie ze swoim zadaniem. 

Fot. Maria Jaworska

W raporcie stworzonym przez Europejską Agencję Środowiska Jakość powietrza w Europie – 2020, w 2018 roku z powodu zanieczyszczenia drobnymi pyłami zmarło przedwcześnie 417 tys. Europejczyków. Co prawda jest to o 60 tys. osób mniej niż 9 lat wcześniej, jednak nie oznacza to, że sytuację można uznać za dobrą. Szczególnie w Polsce, która w opisanym roku 2018 była jednym z 6 państw, w których zostały przekroczone dopuszczalne normy zawartości drobnego pyłu w powietrzu. To kolejne uzasadnienie, dlaczego drzewa, które niwelują te zagrożenia, są najlepszymi sojusznikami człowieka w przestrzeni miejskiej. 

(Nie)oceniona wartość 

“Warszawa mogła stracić nawet 2 miliardy zł w efekcie wycięcia 230 tys. drzew w latach 2007-2016” – czytamy na stronie organizacji Miasto Jest Nasze. Aktywiści chwalą się, że szacunków dokonali metodą prof. Haliny Szczepanowskiej, specjalistki m. in. z zakresu architektury krajobrazu i zieleni miejskiej. Obliczanie wartości drzew i strat poniesionych w wyniku ich wycięcia bardziej spopularyzowało się w Nowym Jorku, gdzie można monitorować każde drzewo w specjalnych serwisach mapowych. 

“Usługi”, jakie świadczą drzewa dla miasta można nawet dość dokładnie oszacować. W Polsce takie badania to sprawa dość świeża. W 2016 roku dr Zbigniew Szkop z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW opublikował badanie dotyczące drzew w Ogrodzie Krasińskich w Warszawie, gdzie rośnie ponad 900 drzew. Wynika z niego, że drzewa te pochłaniają 267 kg zanieczyszczeń rocznie. Koszt takiej usługi można oszacować na 26 tys. zł. w ciągu roku. W innym badaniu, przeprowadzonym na zlecenia warszawskiego ratusza, naukowcy z SGGW starali się wycenić wartość “usług ekosystemowych” drzew na terenie części Woli. Pod lupę wzięli 1336 drzew. Wyliczyli, że przynoszą one korzyść finansową rzędu 25 441 zł rocznie, a więc podobnie jak Ogród Krasińskich. Drzewa te pochłaniają około 440 kg zanieczyszczeń, jednocześnie produkując 50 ton tlenu rocznie. Aby obliczyć dokładnie, jaka jest wartość “pracy” drzew w całej Warszawie, potrzeba skomplikowanych metod ekonomicznych i nakładów finansowych. Niemniej taka wiedza byłaby konkretnym narzędziem w walce z nagminnymi wycinkami, bowiem możliwe byłoby egzekwowanie za nie odszkodowań.  

Zacząć od małej ojczyzny

Coraz więcej osób uświadamia sobie, że kryzys klimatyczny jest faktem. Nawet najwięksi sceptycy zaczęli go dostrzegać, jako że namacalnie dał o sobie znać w ostatnich latach. Jednak mimo to wiele osób nie dostrzega potrzeby zmiany swojego najbliższego środowiska, poczynając choćby od rodzinnego miasta. Mowa tu przede wszystkim o politykach, którzy zdążyli zauważyć, że ekologia jest “na czasie”, ale nadal nie wszyscy z nich podejmują działania, które mają doprowadzić do tego, by miasta były pełne zieleni, a co za tym idzie – przyjazne ludziom. Mimo, że coraz częściej mówi się o “zielonych miastach”, drzewa są wycinane, a z zielenią parków wygrywa szarość betonu. Zjawisko to opisuje Jan Mencwel w swojej książce pt. “Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. Opisuje tu kilka przykładów, które pokazują, w jaki sposób w miastach całej Polski betonuje się zielone niegdyś rynki, place i skwery. A wszystko to pod płaszczykiem “rewitalizacji”, na której przeprowadzenie pieniądze często płyną z funduszy unijnych. Szczególnie popularne jest to zjawisko w małych miastach, gdzie włodarze chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Przeprowadzają więc szereg zmian, dzięki któremu miasto ma wyglądać bardziej nowocześnie – wyrywają drzewa w jego najbardziej reprezentacyjnej części, następnie wylewają tam beton, wydzielają skrawki ziemi na rabatki, a ławki stawiają pod rachitycznymi drzewkami w betonowych donicach. Czy jest to ładne? To zapewne kwestia sporna. Nie ulega jednak wątpliwości, że betonowy plac nie przyciągnie w upalny dzień spragnionych ochłody mieszkańców miasta, tak jak robiłby to teren zadrzewiony. Innym problemem (nie tylko małych) miast jest oddawanie każdego skrawka przyrody deweloperom. To rzecz jasna kwestia problematyczna, bowiem zapotrzebowanie na mieszkania bynajmniej nie maleje, a wręcz przeciwnie. Coraz więcej osób jednak przekonuje się, że wymarzone mieszkanie w deweloperskim osiedlu może stać się dość gorzkim spełnieniem marzeń, gdy już się na nim zamieszka. Kalkulowanie wszystkiego pod zysk prowadzi do tego, że blokowiska budowane są gdzie popadnie, jak najniższym kosztem. Deweloperzy nie przejmują się tym, że mieszkańcy takich betonowisk nie mają dostępu do zieleni, ani tym, żeby osiedle zaprojektować tak, aby można było tam doprowadzić komunikację. Tereny, które wcześniej należały do dzikiej przyrody, nieraz niezwykle unikalnej, zostają przeznaczone pod wątpliwej trwałości zabudowę. 

Fot. Maria Jaworska

Dziki nie znaczy gorszy

Nawet w metropolii takiej jak Warszawa istnieją miejsca, gdzie ocalały resztki dzikiej natury. Jednym z nich jest Zakole Wawerskie – bagnisty teren w zakolu Trasy Siekierkowskiej, zewsząd otoczony deweloperską zabudową. To miejsce badań biologów, uwielbiane również przez miłośników ptaków. Ekolodzy podkreślają, jak ważne dla walki z kryzysem klimatycznym są torfowiska, takie jak to. Jak pisze Jan Mencwel, pochłaniają dwa razy więcej dwutlenku węgla, niż wszystkie lasy na Ziemi, mimo że ich powierzchnia jest około 10 razy mniejsza. Niestety, lwia część z nich została zniszczona, czy to w celu uprawy pól, czy budowy miast i osiedli. Niektóre tereny wysychają samoistnie pokonane przez nieustannie podnoszącą się temperaturę. Osuszanie bagien ma bardzo negatywny wpływ na środowisko. I nie chodzi tylko o to, że pozbywamy się kolejnych zielonych terenów na rzecz betonu. Suche bagna zamiast pochłaniać CO2, zaczynają go emitować, a poza tym stają się łatwopalne, przez co nietrudno o prawdziwą katastrofę. Zakole Wawerskie póki co zachowało się w nienaruszonym stanie, jednak nie oznacza to, że nie jest zagrożone przez deweloperów. Można mieć nadzieję, że zamiast tego zostanie minimalną ingerencją ludzką przekształcone w teren rekreacyjny, jednak znając realia, przyszłość miejsc takich jak to maluje się w barwach innych niż zielona. 

Mając świadomość, że zieleń ma nie tylko cieszyć oczy, ale przede wszystkim podtrzymywać życie, należałoby bardziej troszczyć się o to, co dzieje się wokół. Kiedy wycinane są duże ilości drzew, powinno być to powodem do niepokoju. Niejeden zgodzi się z tym, że betonowe osiedla nie umywają się do tych zielonych, a Warszawa bez Pól Mokotowskich, czy Parku Skaryszewskiego nie byłaby już tym samym miejscem. W końcu będąc w lesie, czy nawet w najdzikszej części parku, możemy z pełnym przekonaniem westchnąć: Jakże genialna jest natura…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s