Poszukiwanie własnej tożsamości potrafi otworzyć oczy

„Twoje korzenie kształtują cię na to, kim jesteś” – mówi Sonja Luesing, pół-Polka, pół-Holenderka. Jest osobą, na której wychowanie miały wpływ dwie kultury, jednak częściej była postrzegana jako Polka niż Holenderka. Jak tłumaczy Sonja, zaczęła przez to kwestionować swoją tożsamość. Aby lepiej ją poznać i zrozumieć, zdecydowała się w swoją pracę dyplomową z fotografii poświęcić tematowi poczucia polskości przez Polki. Kiedy jednak rozpoczęła swoją podróż, zetknęła się z historiami o walce o ich prawa.

Zuzanna Świerczek: O czym jest twój projekt?

Sonja Luesing: W moim projekcie poruszam tak naprawdę dwa zagadnienia. Jednym z nich jest szukanie mojej polskiej tożsamości. Moja mama jest Polką, a mój tata jest Holendrem. Byłam wychowywana na różne sposoby, ale dorastałam w multikulturowym mieście, które zamieszkuje wielu Polaków. W pewnym momencie trochę zatraciłam swoją tożsamość. Przez moje pochodzenie wiele osób postrzega mnie bardziej jako Polkę, więc żeby poszukać tej polskości w sobie, zdecydowałam się pojechać do Polski i zacząć rozmawiać z polskimi kobietami o tym, jak one postrzegają swoją tożsamość. Chciałam na tym się skupić w pracy dyplomowej, ale kiedy rozpoczęłam swoją podróż, zorientowałam się, jak wygląda sytuacja w Polsce. Wcześniej trochę o niej wiedziałam z opowiadań mamy, ale nie sądziłam, że jest tak źle, jeśli chodzi o równość między mężczyznami i kobietami. Nie miałam pojęcia, jak dużo w Polsce organizowanych jest protestów, i jak kobiety walczą o swoje prawa. Kiedy sobie to uświadomiłam, zauważyłam, że w Holandii mało kto wie o sytuacji polskich kobiet. Wtedy uznałam, że w ramach swojego dyplomu chcę o tym edukować. Mieszkamy przecież tak niedaleko siebie…

Będąc w Polsce rozmawiałaś z wieloma kobietami. Jak znajdowałaś swoje rozmówczynie?

Głównie szukałam przez social media: Facebooka, Instagrama. Pisałam również do działaczek organizacji, o których opowiadała mi mama. Kiedy byłam w Krakowie, każda kobieta, z którą rozmawiałam, kierowała mnie do kolejnej. Rozmawiałam z ponad 40 Polkami, ale nie wszystkie będą częścią mojego projektu.

Kiedy zaczęłaś swoją podróż?

W wieczór wigilijny. Przyjechałam z mamą do Nysy i pierwsze, co zobaczyłyśmy, to jak Polacy podchodzą do religijności. Wszystkie sklepy, wszystkie restauracje były zamknięte. Jedynym otwartym miejscem był Kebab. W swoim projekcie skupiam się też na kwestii polskiej kultury, dlatego było to dla mnie ciekawe. Kiedy byłam w Nysie, próbowałam rozmawiać z lokalnymi mieszkańcami, ale wielu z nich nie mówiło po angielsku, więc moja mama musiała być tłumaczem. Później, zaciekawiona polską religijnością, zaczęłam szukać więcej informacji o polskiej kulturze w Internecie. Znalazłam zespół ludowy “Śląsk” i napisałam do nich. Spotkaliśmy się, a potem nawet zaprosili mnie na ich występ. Po występie pojechałam do Krakowa. Byłam też w Warszawie i Gdańsku.

Czy kobiety, z którymi się spotykałaś, w taki sam sposób opisywały to, jak się czują w Polsce? Czy podobnie mówiły o swojej tożsamości oraz o walce o swoje prawa?

Nie. Moje rozmówczynie z Krakowa dużo mówiły mi o sytuacji w Polsce, o prawach kobiet, feminizmie, sytuacji społeczności LGBT. Ich historie były inne niż te, które słyszałam w Nysie, przez co byłam zmieszana. Szczególnie uderzyło mnie, jak religijność wpływa na postrzeganie praw kobiet. W rodzinnej miejscowości mojej mamy rozmawiałam z dwiema zakonnicami. Ich historie były dużym kontrastem do tego, co usłyszałam w Krakowie.

Mówisz o różnicach w mentalności kobiet z Nysy i z Krakowa. Czy kiedy przyjechałaś do Krakowa, coś jeszcze Cię zaskoczyło? 

W Krakowie zobaczyłam dużo tęczowych flag wiszących z oknach. W moim mieście, w Holandii, też czasami ludzie je wywieszają, ale jednak nie aż tak często. Zauważyłam również pioruny w oknach, co było akurat czymś nowym dla mnie. Może widziałam je kilka lat temu, kiedy byłam w Polsce, ale nie zdawałam sobie wówczas sprawy, że jest to symbol walki o prawa kobiet. 

Prawa kobiet stały się niedawno jednym z głównych tematów w polskiej debacie publicznej. Myślę, że dlatego właśnie teraz więcej osób jest zaangażowanych w tę walkę niż kiedykolwiek wcześniej. Może dlatego też pojawia się więcej symboli wsparcia.

Zobaczenie ich było czymś pięknym. Dlatego tym bardziej zaskakujące jest dla mnie podejście Kościoła do kwestii praw kobiet. Wiem, że religia, katolicyzm odgrywają dużą rolę w Polsce, ale walka z prawem aborcyjnymi jest dla mnie szokująca. Jedna z moich rozmówczyń, dziewczyna mieszkająca w Holandii, bardzo ortodoksyjna katoliczka, powiedziała mi: “Religijność czyni Polskę silną”. Zmieszałam się wtedy, ponieważ widziałam, jak to naprawdę wygląda i nie mogę się z nią w stu procentach zgodzić. Religia ma według mnie pewne piękne elementy, ale nie wszystko w niej jest dobre. 

Czy oprócz koncertu zespołu Śląsk, byłaś na innych wydarzeniach kulturalnych polskich artystów?

Na innych koncertach nie byłam, ale miałam jedno spotkanie z członkinią artystycznej społeczności lesbijek. Zaprosiła mnie do ich siedziby w Warszawie. Jak każdą rozmówczynię, zapytałam o jej poczucie tożsamości i sytuację w Polsce. Ona pokazała mi kilka dzieł ich społeczności oraz stronę www, na której prezentują swoją sztukę. Najbardziej smutnym momentem naszego spotkania był ten, kiedy zaczęła opuszczać rolety, aby nikt nie zobaczył, co tutaj się dzieje. Powiedziała mi “Czuję się tutaj tak wolna, jest mi tutaj tak dobrze”. Jedyne, co wtedy pomyślałam, to że powinna też tak się czuć na zewnątrz.

Jak wygląda sytuacja osób LGBT w Holandii?

W Holandii mamy trochę problemów z akceptacją dla społeczności LGBT, ale coraz bardziej sytuacja się zmienia. Holendrzy stają się bardziej otwarci, również na osoby o innym kolorze skóry. Na przykład w parlamencie zasiada kilka osób czarnoskórych. Pomimo reform, które obserwuje w Holandii, wiele osób i tak narzeka, że to za mało. Denerwuje mnie to, ponieważ porównując z Polską, my naprawdę mamy dobrze. Wtedy też zwracam im na to uwagę i opowiadam, jak wygląda walka Polek o ich prawa. Byłam ostatnio w radiu i dziennikarka, po rozmowie ze mną, powiedziała: “Nie zauważyłam wcześniej, że w Polsce jest tak źle”. Pomyślałam: “Lepiej późno niż wcale”. Dlatego właśnie chciałam też zrobić ten projekt, żeby Holendrzy dowiedzieli się o sytuacji polskich kobiet.

Ale w swoim projekcie, jak wspomniałaś, skupiasz się też na polskiej kulturze.

Tak. Znałam ją trochę wcześniej, ponieważ moja mama przekazywała mi polską kulturę. Dorastałam w niej. Teraz mogłam zobaczyć, czy rzeczywiście ona tak wygląda, czy nie. I to też chcę powiedzieć. Jednak nie będę się skupiać na negatywnych spostrzeżeniach, a bardziej na borykaniu się ze swoimi korzeniami. 

Czy po ponad 40 rozmowach z Polkami i podróży po Polsce, twoje poglądy na temat tego kraju się zmieniły?

Tak, nawet w niektórych kwestiach na plus. Przede wszystkim jestem jednak wkurzona, ponieważ nie rozumiem, dlaczego jest tak, że kobiety o swoje prawa muszą walczyć, że ten problem nie został rozwiązany. 

Częścią twojego projektu jest również fotoksiążka. Czy to był twój pomysł, żeby ją stworzyć?

Tak. Chciałam, żeby ludzie mogli mieć te historie w swoich domach. Uważam, że jest to lepsze niż umieszczanie ich na stronach internetowych. 

Żeby jednak ją wydać, potrzebujesz wsparcia finansowego.

Dlatego założyłam zbiórkę, z której chcę opłacić grafika oraz druk książki. Mój cel to 5 tys. euro, ale muszę zebrać minimum 80%, żeby książka poszła do druku. Teraz mam prawie 60%. Jest mi trudno prosić ludzi o pieniądze przez sytuację w Ukrainie. Czuję się okropnie, bo wiem, że to, co mi przekażą, mogłoby wesprzeć działania wojenne. 

Próbowałaś szukać dofinansowań od organizacji, czy to w Polsce, czy w Holandii?

To też nie jest łatwe. Dostałam jednak informację od jednej organizacji, która działa na wschodzie Holandii, że przekażą mi pozostałe 20%.

Jak uda Ci się zebrać założoną kwotę i twoja książka będzie gotowa, będzie chciała ją sprzedać w wydawnictwie?

Tak. Chcę również podróżować z nią po Polsce i robić jej wystawy. Będzie również wystawiona w Rotterdamie.

Myślałaś o jakimś konkretnym miejscu w Polsce, gdzie będziesz ją wystawiać?

Na pewno w Warszawie. Nie musi to być w muzeum, czy w jakiejś przestrzeni wystawowej. Będę nawet zadowolona, jeśli jakaś galeria handlowa zgodzi się użyczyć mi miejsca. Istotnym dla mnie jest, żeby książka została opublikowana, i żeby ludzie poznali historie tych kobiet. Nawet gdyby jej fragmenty miały być wydrukowane na przystankach autobusowych. To jest mój kolejny krok po obronie.

To czeka Cię jeszcze dużo pracy.

Ale jest mi z tym dobrze. Po spotkaniach ze wszystkimi kobietami, które zgodziły się porozmawiać ze mną, wiem, że zasługują na to, aby ich historie wybrzmiały. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s