Utracony sen o Afganistanie 

Ważne jest, aby światowa opinia publiczna nie zapomniała o Afganistanie – mówi Ludwika Włodek, reporterka i socjolożka, autorka książki Buntowniczki z Afganistanu. O tym, jak zmienił się ten kraj, szczególnie o utraconych prawach kobiet, rozmawiamy dzień po rocznicy przejęcia w nim władzy przez talibów. 

Czytaj więcej
Jedną z najbardziej symbolicznych zmian, jakie wprowadzili talibowie, jest zalecenie zakrywania całego ciała przez kobiety. Mimo grożących konsekwencji, wiele kobiet sprzeciwia się temu zaleceniu.
Źródło: commons.wikipedia.org

Rozmawiała: Maria Jaworska

MJ: W zeszłym roku o tej porze z Afganistanu wycofywały się ostatnie jednostki stacjonujących tam od 2001 roku wojsk amerykańskich. Dokładnie 15 sierpnia 2021 roku władzę w stołecznym Kabulu przejęli talibowie – islamscy fundamentaliści, którzy rządzili tym krajem już wcześniej, w latach 1996-2001. Jak przez ostatni rok, pod nowymi rządami, zmienił się Afganistan?

LW: Zmienił się kardynalnie. Właściwie wszystko to, co udało się osiągnąć przez 20 lat istnienia Islamskiej Republiki Afganistanu, szczególnie w dziedzinie ochrony praw człowieka, zostało zaprzepaszczone. Procedury, które udało się wypracować, instytucje powołane do ochrony kobiet, czy niezależne media – to wszystko jest w opłakanym stanie albo w ogóle nie istnieje. Mówiąc to nie chcę powiedzieć, że Islamska Republika Afganistanu, która istniała od obalenia talibów w 2001 roku, aż do sierpnia 2021 roku, była państwem idealnym. Natomiast niewątpliwie była lepszym państwem do życia, niż państwo talibów. Zlikwidowano Ministerstwo ds. Kobiet, Wysoką Komisja ds. Praw Człowieka. Nie ma też parlamentu, ani żadnych innych demokratycznych instytucji. Talibowie rządzą w oparciu o własne dekrety. 

Poza tym pogorszyła się sytuacja materialna Afgańczyków. Wcześniej Afganistan bardzo mocno zależał od pomocy międzynarodowej, szacuje się że nawet 60% budżetu państwa pochodziło z zagranicznych dotacji. Duża część tych pieniędzy została wstrzymana. Zostały zamrożone aktywa amerykańskiego banku centralnego – w sumie prawie 10 mld dolarów. Oczywiście talibowie mają swoje źródła dochodów, np. z ceł – zresztą czerpali je już wcześniej, na obszarach, które kontrolowali, gdy jeszcze byli w opozycji. Ogólnie jednak ich państwo jest znacznie biedniejsze  niż Islamska Republika Afganistanu. 

Do tego dochodzą oczywiście podatki. 

Tak. Jednak wiele firm zbankrutowało, pojawiło się ogromne bezrobocie. Nastąpił też drenaż mózgów. Szacuje się, że wyjechało co najmniej kilkaset tysięcy najlepiej wykształconych specjalistów, wykładowców uniwersyteckich, dziennikarzy, lekarzy, czy pracowników administracji państwowej obojga płci.

Talibowie wprowadzili również drakońskie przepisy, zwłaszcza dotyczące kobiet. Oczywiście Afganistan nie był wcześniej rajem dla kobiet. Prawo było dla nich korzystne, jednak obyczaje często nie nadążały za obowiązującymi przepisami. Teraz kobietom nie wolno nawet dopominać się swoich praw, choć i tak to robią. Najbardziej drastyczne jest oczywiście to, że dziewczęta nie mogą chodzić do szkoły, poza szkołą podstawową.  

Czy ten przepis jest realnie egzekwowany, czy dziewczynki rzeczywiście chodzą do szkoły?

To zależy od prowincji. W niektórych szkoły działają, w innych nie. Co ciekawe, działają uniwersytety. Niestety w bardzo ograniczonym zakresie, ponieważ dużo kadry i studentów wyjechało, czasem kobiety boją się chodzić na zajęcia. Jest więc dość dziwna przerwa w systemie edukacji, która poskutkuje tym, że za chwilę nie będzie też kobiet na wyższych uczelniach, bo nie będą przecież zdawały matury. Inne przepisy dotyczą podróżowania kobiet. Oficjalnie nie mogą przemieszczać się bez męskiego opiekuna. 

Czy to oznacza, że nie mogą wyjść bez męskiego opiekuna nawet do sklepu?

Teoretycznie tylko na odległościach powyżej 70 km. Ale jest też taki przepis, że taksówkarz, czy kierowca autobusu ma sam ocenić, czy kobieta jest właściwie ubrana, żeby mógł ją podwieźć. W państwie talibów wiele kwestii jest  bardzo uznaniowych. Część dekretów jest wydawana w formie zaleceń, np. słynny dekret z maja, dotyczący całkowitego zakrywania ciała. Nie jest to nakaz, ale zalecenie. Z drugiej strony jest też powiedziane, że mężczyźni, których kobiety w rodzinie nie przestrzegają tego zalecenia, będą wzywani na rozmowy do Ministerstwa Wspierania Cnót i Zwalczania Występków. Jeśli po takiej wizycie  kobiety będą nadal chodzić bez zakrytej twarzy, ich mężowie czy bracia mogą zapłacić karę, lub odsiedzieć kilka dni w areszcie. Natomiast jeśli nawet to nie zadziała, czeka ich sprawa w sądzie. Jednak dużo kobiet, zwłaszcza tych wykształconych, z dużych miast, nie stosuje się do tego zalecenia.

Czy są z tego tytułu jakieś konsekwencje?

Różnie. Czasami jest tak, że talibowie podchodzą do nich na ulicy, zwracają uwagę. Czasami są wzywani ich mężowie, a czasami kompletnie nic się nie dzieje. Właśnie na tym polega problem, o którym mówiłam – nie do końca wiadomo, na czym te kobiety stoją. 

13 sierpnia odbył się protest w Kabulu. Kobiety wyszły na ulice, domagały się swoich praw. Nie przyciągnął on zbyt dużej liczby kobiet, zaledwie kilkadziesiąt. 

Bo nigdy nie jest ich dużo. Jest to bardzo ryzykowne, protesty są tłumione siłą, kobiety często wychodzą z nich poranione, pobite. Dziennikarze, którzy próbują relacjonować protesty, są zatrzymywani, nieraz bici. Były przypadki, że kobiety, które brały udział w protestach, były później nachodzone we własnych domach, zamykane w aresztach. Część z nich została wypuszczona, ale w przypadku niektórych nie wiadomo, co się z nimi dzieje. 

Talibowie zresztą często nie przyznają się do tych porwań.

Według organizacji zajmujących się prawami człowieka, w Afganistanie w ciągu ostatniego roku zaginęło kilkaset osób. Były one działaczami i działaczkami zaangażowanymi w obronę praw człowieka, pracownikami NGO-sów, lokalnymi dziennikarzami, byłymi żołnierzami, policjantami… Talibowie oficjalnie mówią, że nie wiedzą co się z nimi dzieje i szukają sprawców, ale de facto nie robią nic, żeby ich  znaleźć. 

Są Afgańczycy, którzy wolą talibów, niż rządy proamerykańskie. Nie wiemy do końca, jakie jest poparcie dla talibów, a jakie dla poprzednich rządów – mówi Ludwika Włodek.
Źródło: commons.wikipedia.org

Na początku sierpnia w Afganistanie odbyły się także protesty przeciwko zabiciu przez Amerykanów przywódcy Al-Kaidy. Z naszej, europejskiej perspektywy wygląda to dziwnie. W końcu Afgańczycy są gnębieni przez talibów, a protestują przeciwko czemuś zupełnie innemu. Jak to wytłumaczyć?

Ciągle są Afgańczycy, którzy wolą talibów, niż rządy proamerykańskie. Nie wiemy do końca, jakie jest poparcie dla talibów, a jakie dla poprzednich rządów. Niektórzy uważają, że talibowie nie są winni kryzysowi gospodarczemu, który w tej chwili dotyka Afganistan. Rzeczywiście, winę za to ponosi również ogromna susza, która od kilku lat gnębi kraj. Jest wiele osób w Afganistanie, które poprzedni rząd – poniekąd słusznie – uważało za rząd amerykańskich marionetek. Jest też element wewnętrznego patriotyzmu. Zestrzelenie kogoś, kto mieszka w Kabulu, jest ewidentną ingerencją w wewnętrzne sprawy Afganistanu. Natomiast jeśli chodzi o protesty, pytanie na ile one były spontaniczne, a na ile zorganizowane przez talibów. Jednak wierzę, że jest duża część Afgańczyków, która byłaby skłonna wyjść na takie protesty i protestować przeciwko temu, że Ameryka robi sobie z Afganistanu poligon, strzela do kogo chce i załatwia tam swoje interesy. 

Czy system pomocy humanitarnej, która miała być dostarczana do Afganistanu, należycie działa?

Każdego dnia są dostarczane transporty podstawowej żywności. Pomoc oenzetowska idzie przez Uzbekistan, Tadżykistan, dostarczają ją też Chiny. Bez tej pomocy byłoby bardzo ciężko, bo mnóstwo afgańskich rodzin zostało zupełnie pozbawionych środków do życia. Natomiast to nie wystarcza, aby kraj mógł się rozwijać.  

Wielką tragedią jest też fakt, że kobiety w dużej mierze nie mogą pracować, ale czy w jakiś sposób starają się obchodzić ten zakaz? 

Nie ma formalnego zakazu pracy zawodowej kobiet. Straciły pracę w administracji państwowej. Przez pierwszy tydzień czy dwa rządów talibów, całe państwo przestało funkcjonować. Później talibowie zaczęli wysyłać zaproszenia do powrotu do pracy i wysyłali je tylko do mężczyzn. Kobietom częściowo pozwolono, żeby na swoje miejsca przysyłały swoich męskich krewnych. Jest to absurdalne, bo często ci krewni nie mieli tych samych kompetencji co kobiety. Kobiety teoretycznie mogą pracować w sektorze prywatnym, ale często boją się wychodzić, albo ich miejsca pracy zbankrutowały. To oczywiście najbardziej dotknęło rodziny, gdzie kobiety były jedynymi żywicielkami. 

Wiele osób chciało wyjechać z kraju, jednak nie wszystkim się to udało. Czy teraz się to jakoś zmienia? 

Nie, nadal to jest bardzo trudne. Jeżeli się zmienia, to tylko na gorsze. Przez ten rok prawie codziennie koresponduję z osobami, które chciałyby wyjechać z Afganistanu. Daje to poczucie ogromnej niemocy, bo nie jestem w stanie im pomóc. Bardzo wiele osób chce wyjechać, bo nie widzą dla siebie przyszłości w tym kraju. 

To zapewne głównie osoby wykształcone. 

Tak. To wynika z tego że osoby wykształcone na ogół częściej podejmują decyzję o migracji. Część osób wyjechała tylko do Pakistanu i Iranu, czasami nielegalnie, przez co nie mogą jechać dalej na zachód. Wiele państw, które jeszcze na początku przyjmowało uchodźców z Afganistanu, chociażby Polska, która wysłała po nich rządowe samoloty, w tej chwili robi już wszystko, aby nie wydawać wiz Afgańczykom. Trudno oszacować, ile ludzi wyjechało z Afganistanu. Jest to na pewno ponad milion, być może nawet kilka milionów. To, że tyle ludzi nadal chce wyjechać, pokazuje że Afganistan jest w bardzo złej sytuacji. Czasami ludzie wyjeżdżają, bo są chorzy, a miejscowy szpital przestał przeprowadzać operację, bo wyjechali lekarze. Część osób, które mają córki, chce wyjechać, aby zapewnić im wykształcenie. 

Z perspektywy czasu wiele osób zadaje sobie pytanie, czy obecność Amerykanów w Afganistanie miała jakikolwiek sens, skoro oni i tak się wycofali. A jakie jest pani zdanie? Czy Afganistan zmienił się na lepsze pod amerykańską protekcją?

Na pewno bardzo się zmienił. Całe pokolenie dzieci poszło do szkoły. Dziewczęta mogły otrzymać choćby podstawową edukację. Oczywiście nie dotyczyło to obszarów kontrolowanych przez talibów, czyli 30-40% terytorium Afganistanu. Rozwinęła się infrastruktura, poprawiły się drogi, zbudowano mosty, oczyszczalnie, ujęcia wody, szkoły. Z drugiej strony zmieniła się też świadomość społeczna. Wiele kobiet zaczęło pracować zawodowo. Całe pokolenie dziewcząt zdobyło wykształcenie. To spowodowało, że dziś talibom jest trudniej zaprowadzić swoje porządki, niż to było wcześniej. Trudno natomiast powiedzieć, czy zadziała to na dłuższą metę. 

Z drugiej strony przez 20 lat trwania Islamskiej Republiki, w Afganistanie cały czas toczyły się działania zbrojne. Zginęło w nich kilkadziesiąt tysięcy cywilów. To jest smutny bilans proamerykańskich rządów w tym kraju i trudno go zrównoważyć. Jak powiedzieć kobiecie, która w walkach lub ostrzałach moździerzowych straciła kilku synów, że za to ma lepszą drogę koło domu czy studnię w wiosce?

Rozmawiała pani z wieloma kobietami z Afganistanu. Większość z nich jest wykształcona, wiele pracuje na ważnych stanowiskach. A czy miała pani okazję porozmawiać z prostymi kobietami, mieszkającymi gdzieś na prowincji i zapytać, co one sądzą czy to o rządach talibów, czy Amerykanów?

Takich rozmów miałam o wiele mniej, bo do takich kobiet jest trudniej dotrzeć. One także dużo rzadziej angażują się w rozmowy z cudzoziemcami. Kiedy idzie się do takiej rodziny, to raczej mąż prowadzi konwersację, a kobieta siedzi w kuchni i przynosi herbatę. Natomiast są też kobiety, które – mimo że są osobami mało wykształconymi, czy nawet analfabetkami – rozumieją potęgę wykształcenia. Zdają sobie sprawę, że jeśli nie one, to może chociaż ich córki dzięki wykształceniu mogłyby  coś osiągnąć. 

Czy my w Polsce możemy w jakiś sposób pomóc ludziom z Afganistanu? Nie mówię tylko o uchodźcach, ale o osobach, które tam mieszkają i starają się żyć z dnia na dzień?

Sama fizyczna pomoc, taka jak przekazanie pieniędzy, jest trudna. Natomiast nie zapominajmy o Afgańczykach, którzy są wśród nas. Polska bardzo ciepło przyjęła Ukraińców, natomiast z Afganistanu sprowadziliśmy samolotami jedynie tysiąc osób. Dlaczego nie dano im darmowych biletów, nie ułatwiono zaaklimatyzowania się? Polska nie była przygotowana na tak masowy napływ Afgańczyków. Dano im jedzenie, miejsce w ośrodkach. Ale procedura trwała krótko, a oni w większości dostali status uchodźcy i musieli się stamtąd wyprowadzić. Za chwilę skończą im się i tak niewielkie świadczenia. Jeśli ktoś znajduje  pracę, jest ona najczęściej słabo płatna, bo dla nisko wykwalifikowanych osób. Często pracodawca mając do wyboru uchodźcę z Ukrainy i Afgańczyka, wybierze Ukraińca. W związku z tym sytuacja Afgańczyków, w momencie, kiedy przyjechali Ukraińcy, jeszcze bardziej się pogorszyła. 

Ważne jest, aby światowa opinia publiczna nie zapomniała o Afganistanie. Polska nie prowadzi własnej gry międzynarodowej, która ma bezpośrednie znaczenie dla spraw afgańskich, chodzi jednak o samą świadomość. Ciągle przyjeżdżają do nas ludzie, w tym Afgańczycy, którzy dostają się przez wschodnią granicę Polski. Wiadomo, że dzieje się to nie bez udziału Łukaszenki działającego  w porozumieniu z Putinem. Jednak warto pamiętać, że to też są często uchodźcy wojenni, ludzie, którym grozi w ich własnej ojczyźnie ogromne niebezpieczeństwo. Należy dać im możliwość rozpoczęcia procedury azylowej, a nie traktować jak intruzów, którzy są tylko i wyłącznie narzędziem w rękach Łukaszenki i wypychać za mur, prosto pod pałki i lufy białoruskich strażników. 

Czy są jakieś fundacje, które można wesprzeć w związku z sytuacją w Afganistanie?

Z tego co wiem, w Polsce nie ma programów długoterminowych. Czasem są zbiórki robione ad hoc, ogłaszane np. w mediach społecznościowych. Są natomiast duże organizacje międzynarodowe, takie jak Human Rights Watch, Amnesty International, Save the Children czy programy ONZ, które mają swoje programy w Afganistanie. Można je śledzić i próbować wspierać te instytucje, natomiast jest to trudne, bo działają w bardzo ograniczonym zakresie. 

————————————————-

Dr Ludwika Włodek – reporterka i socjolożka, wykładowczyni w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie naukowo zajmuje się Azją Środkową. Jest autorką następujących książek: Pra. Iwaszkiewiczowie, Wystarczy przejść przez rzekę, Cztery sztandary jeden adres. Opowieści ze Spisza, Gorsze dzieci Republiki. O Algierczykach we Francji, Buntowniczki z Afganistanu. Publikuje także liczne artykuły, pisze m. in. o Iranie, Afganistanie, Indiach oraz krajach b. ZSRR. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s