Aleja Freddiego Mercury’ego w Warszawie

O tym, że Freddie Mercury otrzymał własną aleję w Warszawie, dowiedziałam się dzięki Brianowi May, gitarzyście Queen, gdyż od dłuższego czasu z fascynacją obserwuję jego aktywność na Instagramie, gdzie z dużą częstotliwością dzieli się ważnymi dla siebie wspomnieniami oraz aktualnymi wydarzeniami z naukowego, muzycznego i przyrodniczego świata. Brian to postać wyjątkowa, dlatego nie zdziwiło mnie to, że niemal od razu podzielił się nowiną ze światem.

IMG_9392

Nazwy alei próżno na razie szukać na mapie, ale dojazd do niej nie sprawił mi większych trudności. Znajduje się ona bowiem pomiędzy Stadionem Legii a Ambasadą Wielkiej Brytanii, przecina skwer. Freddie nie jest pierwszym rockowym artystą uhonorowanym swoją aleją. W pobliżu można też znaleźć aleje dwóch nieżyjących już członków The Beatles – Johna Lennona i George’a Harrisona. Wkład obu tych zespołów w rozwój muzyki jest ogromny, ale oprócz piosenek warto też zapoznać się z życiorysami członków. Frontman Queen wyróżnia się pod tym względem nawet na tle legendarnych Beatlesów.

Większość kojarzy go jako umięśnionego mężczyznę z wąsem i zaczesanymi krótkimi włosami, nie wyglądał tak jednak w latach 70., kiedy to powstały największe przeboje zespołu – Bohemian Rhapsody, We Will Rock You, We Are The Champions. Freddie był wtedy drobnym facetem z długimi włosami i bez zarostu. Zmagał się też z nietuzinkowym problemem – masywnym nagryzem pionowym – przez to skrzętnie zakrywał usta mikrofonem i papierosem. Nie chciał jednak żadnych operacji, wiedział, że może wpłynąć to na jego głos. Co prawda, to nie dzięki temu dysponował aż czterema oktawami, ale bez wątpliwości w wpływało to na ostateczne wykończenie.

Screenshot 2019-11-30 at 21.11.19
Fot. Koh Hasebe

Prywatnie, Mercury nie był tak odważny jak na scenie, charakteryzowała go nieśmiałość. Uwielbiał koty, których w pewnym momencie miał aż dziesięć. O jego ulubionej kotce powstała nawet piosenka – Delilah. Wszyscy znajomi i przyjaciele opisują go także jako osobę niezwykle dbającą o innych. Elton John, miesiąc po śmierci Freddiego, otrzymał gwiazdkowy prezent. Był to obraz jego ulubionego malarza. Najbardziej wzruszyła go jednak myśl o tym, że jego przyjaciel starał się uszczęśliwiać innych, nawet będąc niemal przykutym do łóżka.

Freddie Mercury zmarł 24 listopada 1991 roku w wieku 45 lat. Przyczyną jego śmierci było AIDS, choroba wywołana tajemniczym i nowym wówczas wirusem HIV. Choć zmagał się z chorobą od 1987 roku, uporczywie nie potwierdzał doniesień mediów aż do ostatniej chwili – 23 listopada. Chciał w ten sposób chronić prywatności najbliższych oraz zachować swój image jako muzyka, a nie ofiary nowego strasznego wirusa.

Mimo, że artysta nigdy nie miał okazji odwiedzić Polski, jego śmierć bardzo poruszyła polskie społeczeństwo. Co ciekawe, Warszawa jest pierwszą stolicą na świecie, która uhonorowała Mercury’ego w taki sposób. Miejmy nadzieję, że nie ostatnią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s