Kiedy pieniądze wygrywają ze sportem

Są rzeczy, które zwyczajnie nie mogą istnieć oddzielnie, w ich przypadku separacja nie wchodzi w grę. Rosół i makaron. Kromka chleba i masło. Ksiądz i sutanna. Obraz i rama. Są i pieniądze oraz sport. Niestety w tym przypadku jest to bardzo toksyczny związek, w którym często wszelakie pokusy są zbyt silne. Najpierw jednak zapraszam na pobieżne piłkarskie kalendarium.  

Smutna rzeczywistość dzisiejszego sportu.
Źródło: FREEIMAGES

Rok 1930, Urugwaj. Z powodu znacznej popularności rozgrywek piłki nożnej na Igrzyskach Olimpijskich włodarze FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej) postawiają zorganizować własny turniej piłkarski. Wybór miejsca zmagań ostatecznie pada na odległy Urugwaj i niemalże cudem (światowy kryzys gospodarczy, daleka podróż dla europejskich zespołów itp.) udaje się nakłonić 13 federacji do udziału w pierwszym piłkarskim mundialu.

Rok 1950, Brazylia.  Mistrzostwa Świata powracają po 12-letniej przerwie, spowodowanej wybuchem II wojny światowej. Pula uczestników zostaje rozszerzona do 16 zespołów (właściwie już od mundialu w 1934 roku), ale Szkocja, Turcja oraz Indie wycofują się z powodów kłopotów finansowych i logistycznych. Turniej, mimo to, odbywa się w okrojonej formie, z nierówną liczbą zespołów w grupach.

A tak wyglądała „rywalizacja” w jednej z grup na tych mistrzostwach.
Źródło: Wikipedia

Rok 1960, Francja. Zapada decyzja o zorganizowaniu pierwszych piłkarskich Mistrzostw Europy, jeszcze pod nazwą „Pucharu Narodów Europy”. Udział biorą 4 reprezentacje. Mało? Owszem, niewiele. Ale spokojnie, długo taki stan rzeczy nie potrwa.

Rok 1996, Anglia. W Mistrzostwach Europy bierze udział już 16 zespołów. Wobec narzekań na zbytnią elitarność oraz pojawieniu się kilku nowych państw decyzja ta wydaje się sensowna, nie tylko finansowo, ale przede wszystkim czysto sportowo. Jeśli jednak coś działa poprawnie przez ponad 20 lat, to chyba najwyższa pora to zepsuć, prawda?

Rok 1998, ponownie Francja. Wracamy na chwilę w naszej sentymentalnej wycieczce do Mistrzostw Świata. W końcówce ubiegłego stulecia udział w nich brały już 32 reprezentacje. Dzięki temu widzowie mogą obejrzeć więcej zespołów z Afryki, Azji, czy Ameryki Południowej. Fajnie? Czemu nie, więcej spotkań, więcej emocji, widownia na całym świecie, pieniądze spływają. Pojawiają się jednak pierwsze głosy, mówiące, że fazę grupową można potraktować jako eliminacje i zacząć należyte oglądanie od fazy pucharowej.

Rok 2016, jeszcze raz Francja. Pamiętny dla Polaków turniej, niemalże gloryfikowanie naszych piłkarzy, a niewykorzystany rzut karny przez Jakuba Błaszczykowskiego pewnie do tej pory pojawia się w nocnych koszmarach wielu osób. Co po za tym? Ano udział brały już 24 reprezentacje.

Logo, które do tej pory przywołuje łezkę w niejednym polskim oku.
Źródło: Wikipedia

Rok 2020, cała Europa. Co nas czeka już za kilka miesięcy? Tym razem zamiast zwiększonej puli uczestników (złośliwe osoby mogłyby wtrącić, że już ma nie za bardzo, o kogo to grono powiększyć) postanowiono zwiększyć liczbę gospodarzy turnieju. Do 12 różnych państw. Tak, dobrze czytacie, Mistrzostwa Europy odbędą się na niemalże całym kontynencie, w 12 różnych miastach. Jak to rozwiązać logistycznie, gdzie powinny spać i trenować drużyny? Nie wiadomo. Żeby było zabawniej, części uczestników do tej pory nie znamy.

Rok 2022, Katar. Co nas czeka w nie tak odległej przyszłości? Mistrzostwa Świata w Katarze, pierwszy w historii turniej na Bliskim Wschodzie. Ale jak to, zapytacie, przecież w tamtym rejonie w lato temperatury potrafią przekroczyć 50 stopni Celsjusza. Jak w takich warunkach grać w piłkę? Na całe szczęście łaskawi włodarze FIFA postanowili nie ryzykować życiem zawodników i przenieść mistrzostwa na zimę. A, że wywróci to do górny nogami organizację rozgrywek ligowych na całym świecie? Oj tam, jakoś to będzie. Że jest to promowanie kraju, który nie za bardzo przejmuje się takimi błahostkami, jak prawa człowieka? E tam, może się poprawią. Jak kibic ma pogodzić oglądanie turnieju ze świątecznym szałem zakupowym? Czy w grudniu za dwa lata zamiast kolęd z naszych telewizorów będzie się wydobywał komentarz Darka Szpakowskiego, a zamiast ściskać wałek do ciasta będziemy kurczowo trzymać szalik reprezentacji (swoją drogą ciekawe do ilu rozwodów dojdzie z tego powodu)? Cóż chyba pierwszy raz ewentualna szybka porażka polskiej reprezentacji (bo zakładam, że jednak przy takiej puli uczestników uda nam się ten mundial odwiedzić) będzie zbawieniem dla wielu polskich rodzin.

Jak jednocześnie piec pierniki i oglądać mundial? Przekonamy się już za dwa lata.
Źródło: FREEIMAGES

Rok 2026, Kanada, Meksyk oraz Stany Zjednoczone. Co nas czeka jeszcze później? Tak, już w tym momencie to wiemy i raczej nic się w tej materii nie zmieni. A jeśli już, to na gorsze. A czekają na nas Mistrzostwa Świata z udziałem 48 reprezentacji. Czy  możemy spodziewać się starć wiecznie nieprzewidywalnych Wysp Owczych z zawsze groźnym Gibraltarem? A może czarnym koniem okaże się reprezentacja Republiki Zielonego Przylądka lub Wysp Wielkanocnych? A może to już pora, aby na chwilę przyhamować i spojrzeć na boisko, zamiast na rosnące cyferki na bankowym koncie?

Dobrze, wystarczy już tego przydługiego kalendarium i pora na kilka wniosków. Pierwszy, niezbyt odkrywczy, ale warty podkreślenia. Liczba reprezentacji, biorących udział w dużych piłkarskich imprez stale się zwiększa. Dlaczego tak się dzieje? Z jednej strony można to zrozumieć. Początkowe ośmioro, czy trzynaścioro uczestników to faktycznie niewiele, wręcz za mało. Nawet bardzo dobre reprezentacje nie mogły liczyć na pewne miejsce w turnieju, a same zawody kończyły się, zanim zdążyły się na dobre zacząć. W wyniku różnych wydarzeń politycznych na mapie świata czy Europy, pojawiło się wiele nowych państw, ze swoimi piłkarskimi reprezentacjami i rzeczywiście turnieje te, w swojej pierwotnej formie byłyby się zbyt elitarne. Koniecznie było dopuszczenie świeżej krwi. Sama piłka nożna też przez lata znacznie się rozwinęła oraz spopularyzowała, więc trudno tutaj mieć do kogoś jakieś pretensje.

Dlaczego jednak nie powiedziano „stop”, przy barierze 16 państw dla mistrzostw Europy i 32 dla mistrzostw świata? Najbardziej prawdopodobną odpowiedź zamieszczam poniżej.

Zdjęcie worka z pieniędzmi.
Źródło: https://pl.freeimages.com/

Jakie są konsekwencje rozszerzenia puli uczestników? Nie ma co się oszukiwać, poziomu sportowego te decyzje nie zwiększyły, wręcz przeciwnie.  Już podczas ostatnich zawodów kilkukrotnie oglądaliśmy pełną dominację i wysokie zwycięstwo którejś ze stron. Nie dlatego, że rywal miał gorszy dzień, czy zawiodła taktyka. Zwyczajnie wiele reprezentacji znacznie odstawało czysto sportowym poziomem, przyjechało, jako beneficjent poszerzenia grona uczestników, tylko po to, żeby zaliczyć trzy wysokie porażki i wrócić do domu. Czyż nie do tego służą eliminacje, rozgrywane wcześniej, a nie sam turniej, gdzie każdy mecz powinien być gwarancją emocji? Cóż, obecnie takimi eliminacjami niestety stały się fazy grupowe wielkich imprez sportowych.

A co otrzymujemy w zamian za niższy poziom sportowy? Równanie matematyczne. Więcej uczestników= więcej sprzedanych praw telewizyjnych + więcej sprzedanych biletów na większą liczbę meczów + zainteresowanie sponsorów z każdego zakątka świata. Oczywiście wszelkie zyski trafiają do bardzo dobrze wyselekcjonowanych kieszeni, które są coraz bardziej pojemne. Mocny zarzut, ktoś powie, a jakieś dowody? Proszę bardzo. Zacytujmy chociażby polską stronę Wikipedii: „29 stycznia 2013 roku francuski magazyn France Football opublikował raport z wynikami dziennikarskiego śledztwa, w którym ujawniono kulisy przyznania Katarowi organizacji MŚ 2022. Zdaniem dziennikarzy magazynu katarscy szejkowie „kupili” prawa do organizacji Mistrzostw…”.                                             

Kolejny dowód pojawił się w grudniu 2017 roku: „Sąd w Nowym Jorku uznał Jose Marię Marina i Juan Angela Napouta winnymi przyjęcia łapówek w związku z pełnieniem swoich funkcji w FIFA i lokalnych federacjach piłkarskich (…) to dwaj z sześciu byłych wysokich rangą działaczy FIFA, którzy w maju 2015 roku zostali aresztowani na dwa dni przed Kongresem FIFA w Zurychu, podczas którego miały odbyć się wybory prezydenta światowej federacji. Prokuratorzy utrzymywali, że oskarżeni mieli przyjąć łapówki o łącznej kwocie przekraczającej 100 mln dolarów. Korzyści finansowe miały być uzgadniane na terenie USA, a pieniądze przelewane przez amerykańskie banki” – czytamy na stronie sportowego działu Wirtualnej Polski.

Mało? Super Express, czerwiec 2016 roku: „Szokującą wersję Blatter (przewodniczący FIFA, w latach 1998-2015- red.) ujawnił w wywiadzie z argentyńską gazetą „La Nacion”. Z jednej strony Szwajcar zapewnił, że losowanie mistrzostw świata w Brazylii w 2014 roku było uczciwe. Ale inne już nie! – Odbyło się to podczas losowania europejskich rozgrywek – powiedział. Nie zdradził, czy chodziło o mistrzostwa Europy czy europejskie puchary. Ale potwierdził, że manipulowano temperaturą kulek. Jedne ochładzano, inne podgrzewano. W ten sposób (też ustawiona) sierotka wiedziała, kogo wylosować. Czy to zemsta zza grobu i blef? Tego pewnie nie dowiemy się nigdy”. A to zapewne tylko wierzchołek korupcyjnej góry lodowej i trwających spraw sądowych, związanych z tym tematem.

Sepp Blatter, przewodniczący FIFA w latach 1998-2015.
Źródło: Wikipedia

Wróćmy na chwilę do chyba najbardziej współczesnego problemu, czyli mistrzostw Europy w dwunastu państwach jednocześnie. Że jest to znaczy problemem organizacyjny dla większości reprezentacji, które czeka mnóstwo podróży i gra w różnych warunkach klimatycznych, w ciągu kilku dni to raz. Że raczej nawet najwierniejszy kibic kilka razy się zastanowi, i sprawdzi stan portfela, zanim zdecyduje się na tournee po całym kontynencie, za swoją drużyną to dwa.

Ale wiecie co? Przez taką liczbę gospodarzy gdzieś ulatnia się klimat całej imprezy. Mistrzostwa Europy czy Świata to medialnie wielkie wydarzenia. Oprócz samych spotkań zawsze, już na długo przed pierwszym gwizdkiem, rozpoczynała się budowa całej otoczki, zasypywano nas artykułami, czy programami o gospodarzu, jego historii, wyglądzie każdego z miast, lokalnych potrawach, czy zwyczajach. Nawet coś tak bzdurnego jak maskotka wielkiego wilka podczas ostatniego turnieju w Rosji w jakiś sposób budowała klimat i pozwalała widzowi poczuć atmosferę. Teraz? Brak jakichkolwiek emocji, cała magia gdzieś się ulotniła, a przecież do czerwca już względnie nie daleko. I podczas wielu rozmów słyszę, że nie jestem osamotniony w moich odczuciach. Oj coś czuję, że z tego pomysłu władze FIFA mogą się szybko wycofać. Nawet jeśli zrobią to z pobudek finansowych.

Tak, to niedźwiedź rozpoczynający jeden z ligowych meczów w Rosji.
Źródło: Twitter

A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Moja własna hipokryzja. Dobrze bowiem wiem, że mimo marudzenia i kręcenia głową i tak będę te wszystkie nadchodzące mistrzostwa oglądał od deski do deski, nawet jeśli przy części spotkań ciekawsza od walki na boisku będzie ta moja z ziewaniem. Nawet, jeśli wkrótce reprezentacja niezależnej Atlantydy dostanie swoje miejsce na wielkim piłkarskim turnieju, to wciąż będę jednym z milionów widzów. I tak będę o każdym meczu rozmawiał, analizował i czekał niecierpliwie na kolejny. I nie będę jedyny. Drodzy włodarze FIFA macie mnie w swojej garści. Proszę, nie zaciskajcie jej jeszcze mocniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s