Koronawirus na Erasmusie

Ostatnie dni Erasmusa w Rzymie. Ulice pełne ludzi z zakrytymi ustami. Na alarm biją nagłówki gazet, którym wtórują telewizyjne paski, wykrzykiwane po włosku wiadomości z radia i coraz bardziej dramatyczne informacje, przedzierające się do nas przez nasze smartfony. Chyba już nikt z naszych znajomych nie zazdrości nam zdjęć bezchmurnego nieba nad Kapitolem lub pysznej pizzy buffali z zatłoczonej restauracji.
IMG-4659

Siedzimy w ulubionym barze w dzielnicy San Lorenzo. Dla żartu pozujemy do grupowego selfie w jednorazowych maskach – towarze deficytowym, którego w stolicy Włoch już nie da się dostać. Staramy się nie ulegać wciąż podkręcanej panice. Za dzień lub dwa większości z nas już tu nie będzie. Na pożegnanie dzielimy się doświadczeniami ostatnich dni, które skierowały na Półwysep Apeniński uwagę całej Europy, kiedy to w północnych regionach kraju wystąpiły pierwsze przypadki nowego koronawirusa.

Przemek w poprzedni weekend wracał autokarem z wycieczki do Wenecji. W pewnym momencie dostał wiadomość od jednego ze swoich współlokatorów, z którymi przez ostatnie miesiące dzielił mieszkanie. Była to właściwie sugestia, by już do końca swojego pobytu nie pojawiał się w domu. „Możemy Cię nawet spakować i po prostu wystawimy Twoje walizki przed drzwi, OK.?” – tak brzmiała jedna z najbardziej absurdalnych wiadomości, które przytacza nam Przemek. Myślał, że to żarty, ale współlokatorzy zaczęli nalegać tak bardzo, że sytuacja przestała być śmieszna. Przecież to tylko dwie noce, a tak w ogóle to zwrócą za tymczasowe lokum, rozumieją, że to może być problem, więc są gotowi zgodzić się na wiele. I zgadzają się na czterogwiazdkowy hotel. Chłopak, wyraźnie rozbawiony, wyciąga na dowód z kieszeni magnetyczną kartę. „Nie narzekam, dostaję śniadania do pokoju” – mówi. Ale kiedy przyjechał po swoje rzeczy (które w końcu, w drodze konsensusu, nie zostały wystawione na klatkę), nie zastał nikogo. Na pożegnanie usłyszał tylko niespokojne poruszenie i przekręcany klucz w zamku od sąsiedniego pokoju.

Kasia i Patrycja, które były na tej samej wycieczce, miały więcej szczęścia. Ich współlokatorki ograniczyły swoją paranoję tylko do gorączkowego pucowania całego mieszkania rozmaitymi środkami odkażającymi. Jedynymi negatywnymi konsekwencjami są więc unoszący się specyficzny swąd i nowe, dość restrykcyjne, procedury sanitarne. Znalazła się jedna pozytywna – pierwszy raz nie muszą inicjować sprzątania.

IMG-4744
fot. Joanna Pawlińska

Tymczasem pytamy dwójkę studentów stomatologii o to, czy pogłoski o zaniedbaniach we włoskim szpitalu mogą być prawdą (premier Giuseppe Conte zasugerował ostatnio, że epidemia zaczęła się we Włoszech właśnie przez lekkomyślność personelu medycznego). Gdy dzielą się z nami swoimi anegdotami z wizyt w szpitalach i oglądania zabiegów dentystycznych „od kuchni”, jak jeden mąż zaczynamy brać słowa prezesa rady ministrów na serio.

Olga niepokoi się, czy na pewno będzie miała jak wrócić do Salzburga. Słyszała, że ostatnio Austria nie wpuściła jednego z włoskich pociągów. Zupełnie jakby załatwianie ostatnich formalności na rzymskiej uczelni nie było wystarczająco stresujące.

Pau jest najbardziej pewny tego, że jemu ta sytuacja nie grozi. W tym semestrze nie wraca jeszcze do Barcelony. Jedzie na północ Włoch, żeby odbyć praktyki i zebrać materiały do swojej pracy magisterskiej. Nie wydaje się przerażony deklarowaną zgodnie, przez wszelkie źródła przekazu, epidemią z ambicjami na pandemię.

IMG_20200227_141001_1

Bo tylko o tym się teraz mówi i pisze. Pomijając już wiadomości od zaniepokojonych rodzin i znajomych, którzy w niektórych przypadkach mogą bać się o nas, a jeszcze w innych – nas samych. My, studenci z Warszawy przebywający na Erasmusie w Rzymie, otrzymaliśmy maile od Biura Spraw Zagranicznych z prośbą o śledzenie komunikatów polskiego MSZ-u na temat Covid-19 i, co ciekawe, z informacją, że Biuro wraz z Fundacją Rozwoju Systemu Edukacji pracuje nad wypracowaniem możliwości zwrotu kosztów, w celu ułatwienia anulowania wyjazdu lub skrócenia pobytu we Włoszech. Pod koniec wiadomości  znalazł się także apel o „przesyłanie dokumentacji dot. wyjazdu wyłącznie w formie elektronicznej na adres … ” – jak odczytywać to ostatnie, pozostawiam czytelnikowi do samodzielnej interpretacji. (Już po zamknięciu tego tekstu przyszedł kolejny mail, w którym znalazł się bezpośredni nakaz dwutygodniowej kwarantanny)

Gdy szedłem ulicą Via Nazionale w kierunku słynnej fontanny na Piazza Repubblica, od której zaczynają się wszystkie komedie romantyczne osadzone w Rzymie, moją uwagę przykuły gazety wystawione przed kioskami. Bez znaczenia, czy wziąłem do ręki tutejszą „La Repubblicę” czy „El Pais” lub „The Financial Times”, komunikaty płynące z okładek były całkowicie monotematyczne. Wciąż przewijające się słowa: „epidemia”, „kolejne przypadki” i „panika” odmieniane we wszystkich językach, które można było znaleźć na półce. Może oprócz „Bilda” – który wyłamał się, aby opisać zawirowania na niemieckiej scenie politycznej.

IMG-4654
fot. Joanna Pawlińska

Ulice nieco opustoszałe, z każdym dniem coraz bardziej. Atmosfera na mieście zaczyna przypominać tę, którą znamy z pewnych powieści Camusa i Kapuścińskiego. Rosnące poczucie zacieśniających się macek zbiorowej paranoi. Wszędzie ludzie w maskach, zwłaszcza Azjaci, wobec których, jak donoszą media, kierowane są już pierwsze akty przemocy. Chińczycy i Japończycy zdają się nosić maski ze względu na przyzwyczajenia wyniesione ze swoich krajów, tutaj jednak musieli przekonać się, że w obecnej sytuacji maska w połączeniu z azjatycką urodą jest w oczach Włochów i turystów z Europy tym samym, co tabliczka z napisem „mam koronawirusa i zaraz cię zakażę”. Nie raz zauważyć można było, gdy ktoś na widok takiej osoby przechodził na drugą stronę autobusu. Chińskie restauracje świecą pustkami, od niedawna w komunikacji miejskiej zaczęły pojawiać się wypunktowane porady dotyczące epidemii. Wśród nich, oczywiście po włosku: „produkty made in China nie są groźne dla Twojego zdrowia”.

IMG-4669
fot. Joanna Pawlińska

Ziad, który właśnie wrócił z Niemiec na kolejny semestr w Rzymie, próbował zaopatrzyć się w jakąś maskę lub żel antybakteryjny, ale nawet u siebie nie udało mu się tego zdobyć. Tutaj też mu się nie uda. W Wiecznym Mieście wiele drzwi aptek ozdobionych jest napisami, takimi jak ten:

received_209875966829244

Zresztą wśród coraz powszechniejszej na mieście wiedzy, że maska nie chroni tego, kto ją nosi, a tylko tych, obok których przechodzi, coraz mniej osób decyduje się na jej założenie. Tymczasem epidemia trwa i nabiera rozpędu. Nie wiadomo jeszcze jak szybko się rozpowszechni i jakie będzie mieć konsekwencje. Na razie włoska federacja turystyczna Assoturismo podaje, że w niektórych regionach Włoch odwołuje się aż do 90% rezerwacji hoteli, także tych na czerwiec.

Ostatniej nocy mojego pobytu, zdenerwowany kelner wykrzykiwał, przechadzając się po mocno rozrzedzonej pizzerii, że „koronawirus zaatakował ludziom przede wszystkim mózgi”. Ze strony władz, czego przykładem może być chociażby ostatnia wypowiedź w tej sprawie ministra spraw zagranicznych Luigiego Di Maio, słychać wciąż apele o to, by turyści nie rezygnowali z Włoch. Ze strony WHO – apel o rozsądek. Gra toczy się o zdrowie i o bardzo duże pieniądze – w takiej sytuacji nietrudno stracić głowę.

My, Erasmusi z Włoch, wracamy do naszych państw, miejscowości i uniwersytetów z pewnym dysonansem poznawczym. Niepewni tego, jak zostaniemy przyjęci. Tego, czy przypadkiem nie powinniśmy  się zaszyć na jakiś czas w domach. I wreszcie tego, czy nie dajemy się zwariować. Towarzyszy nam uczucie, jakbyśmy opuścili kraj, który nas gościł przez ostatnie pół roku, jak uciekinierzy. Z lekko podkulonymi ogonami i nosami skierowanymi ku ziemi.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s