,,Zawsze chciałem być reporterem, który zajmuje się sprawami politycznymi”. Wywiad z Patrykiem Michalskim

Patryk Michalski to dziennikarz RMF FM i założyciel grupy Reporterzy Samozwańcy. Swoje pierwsze kroki stawiał w studenckiej telewizji Uniwerek.TV. Jak ma się teraz, gdzie był, co robił i co myśli? Przeczytajcie wywiad o pasji i o dziennikarskim rzemiośle.

Patryk Michalski/ Fot. RMF24

Monika Sacharuk: Zacznijmy od początku Twojej historii związanej z dziennikarstwem. Kiedy odkryłeś, że dziennikarstwo to droga, którą powinieneś obrać sobie za cel?

Patryk Michalski: To jakoś stopniowo dojrzewało, ale wydaje mi się, że już pod koniec gimnazjum, na początku liceum wiedziałem, że będę chciał robić coś, co się właśnie wiąże z dziennikarstwem. Bycie dziennikarzem później… Już wiedziałem, że to jest to, co chcę robić. Chciałem pójść na studia dziennikarskie, chociaż, wcale nie trzeba ich kończyć by być dziennikarzem. Z racji tego, że wcześniej nie miałem do czynienia z żadną redakcją np. na etapie liceum, studia dziennikarskie miały mnie poniekąd przygotować do zawodu. W rzeczywistości okazało się, że studia być może nie są idealnym miejscem na to, żeby stać się dziennikarzem, ale dają mnóstwo kontaktów, które później można wykorzystać w pracy dziennikarskiej. Właściwie na I roku studiów zacząłem najpierw staże, potem pracę. Zacząłem od działania w Uniwerek.TV. Później było studenckie Radio Kampus, staże w Polsacie, w TVN24, praca przez jakiś czas w TVN24. Po drodze były jakieś gazety, dla których pisałem. Aż do RMFu, w którym pracuję już ponad 3 lata.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z telewizją studencką Uniwerek.TV,  skąd się o niej dowiedziałeś  – od znajomych czy może z Internetu?

Wydaje mi się, że przez Internet. Wiedziałem, że tam na pewno będę chciał coś robić, bo sama teoria mi nie wystarczy. Pamiętam jak przygotowywałem CV, jak byłem przejęty, jak poszedłem na rozmowę rekrutacyjną. Miałem za zadanie przeprowadzić wywiad z Barackiem Obamą. W roli Baracka Obamy wystąpił Łukasz Noszczak, legendarny założyciel UTV… Trochę się stresowałem. Potem czekałem na ogłoszenie wyników. Pamiętam, że w niedzielę po południu dostałem odpowiedź, że się dostałem. Byłem super zadowolony. 

Ile lat spędziłeś działając w Uniwerek.TV? Teraz jesteś dziennikarzem politycznym, ale wcześniej w tej organizacji byłeś w dziale Reporterów, prawda? Zatem musisz pamiętać swój pierwszy materiał. Tych ,,pierwszych razów’’ się nie zapomina, choć czasami bywa z nimi różnie, najczęściej wspominamy je jednak z uśmiechem na twarzy.

Byłem tam, na pewno ponad 2 lata, myślę, że  nawet 3. Zawsze chciałem być reporterem, który zajmuje się sprawami politycznymi. Pamiętam, że mój pierwszy materiał miał być chyba z jakiejś kontrowersyjnej wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej, ale w tym samym czasie był dość duży protest przeciwko żywności genetycznie zmodyfikowanej w Warszawie. Wtedy z Maurycym Pieńkowskim, który chwycił za kamerę, poszliśmy na Krakowskie Przedmieście, zrobić krótki materiał właśnie dotyczący tego protestu. Później był materiał z Centrum Sztuki Współczesnej. Ale kolejny materiał jakoś dodał mi skrzydeł. O, to był materiał… [red. ,,Posłowie odpowiadają na pytania maturalne”]. Zadawałem wtedy pytania maturalne z wiedzy o społeczeństwie.

Czy załatwienie takiego pozwolenia na wejście do Sejmu było trudne? Dlaczego akurat ten materiał był wyjątkowy?

Nie było trudno, ale sytuacja jest dość zabawna z dzisiejszej perspektywy. Poczekaj… Czy mogę o tym powiedzieć? No, mogę. Ówczesnym przewodniczącym Parlamentu Studentów RP był Piotr Müller, obecny rzecznik rządu. Miał on wiele kontaktów i współpracował z różnymi organizacjami, więc wtedy poprosiliśmy go o załatwienie pozwolenia na wejście do Sejmu. Ale dość zabawne jest to, że z materiału dała się zapamiętać przede wszystkim Beata Szydło. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że w późniejszym czasie będzie ona premierem Polski. W materiale padała wypowiedź, która wraca do niej co jakiś czas. Na pytanie: W którym roku Polska weszła do Unii Europejskiej? Odpowiedziała: ,,Yyy no mamy okrągłą rocznicę [red. był rok 2013], tak? 1980, yyy przepraszam 1993/2, 1993…  Kiepsko”. Więc śmiejemy się z tego. [red. Polska dołączyła do UE w 2004 r.]. Piotrek Müller zorganizował kiedyś powitalne spotkanie w kancelarii premiera z dziennikarzami i wtedy przetoczył tę anegdotę. Śmiałem się z tego, bo myślałem, że to ja będę mógł pierwszy kiedyś o tym opowiedzieć.

Możemy uznać, że jest to materiał, z którego byłeś wtedy najbardziej zadowolony, czy może jest jeszcze jakiś inny?

Zdecydowanie tak. Dlatego, że po pierwsze, była to moja pierwsza taka wizyta około zawodowa w Sejmie. Teraz dużo czasu tam spędzam, więc wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy, że tak będzie. Po drugie, przekonałem się o takiej mocy z jaką materiał może się rozchodzić, jakie może wzbudzić zainteresowanie. Pamiętam, że został on opublikowany, kiedy siedziałem na wykładzie i zaczęły przychodzić do mnie jakieś wiadomości na Facebooku. W ciągu właściwie kilkunastu minut ten materiał miał naprawdę dużo odsłon. Kilka godzin później fragmenty były emitowane we wszystkich stacjach informacyjnych. Fakty TVN zrobiły materiał na podstawie mojego materiału i to dodało mi trochę takiej wiary, bo w życiu bym nie pomyślał, że aż tyle osób się tym zainteresuje. To też mi pokazało, że trzeba mieć tę świadomość tego, co się robi. Z jednej strony pomysł jest zabawny, ale z drugiej strony też pokazuje to, że na przykład politycy się stresują. Tak łatwo im mówić często o dużych rzeczach, a kiedy pojawiają się proste pytania to zaczynają pojawiać się problemy.

Jak wspominasz ten czas w Uniwerku, kiedy z grupą studentów biegaliście z mikrofonem i kamerami po Warszawie by coś nagrać? Czy poleciłbyś tę organizację młodym miłośnikom dziennikarstwa?

Uniwerek to było coś niezwykłego. Spędzałem mnóstwo czasu z reporterami i operatorami. Przychodziliśmy tam po zajęciach. To było miejsce, które żyło. Spotykaliśmy się wieczorami; ludzie montowali materiały, a przy okazji inni po prostu ich odwiedzali. Tam się wymienialiśmy pomysłami, mieliśmy jakieś spotkania, imprezy integracyjne, czasami montowaliśmy do późnej nocy. A po drugie – też świetni ludzie, z którymi często mam kontakt do tej pory. Nasze drogi się jakoś przecinają, część z nich pracuje w różnych redakcjach, część w organizacjach. Współpracujemy ze sobą. To był super czas, naprawdę. Chyba więcej pamiętam z tego, co się działo w Uniwerek.TV niż z jakichś innych moich aktywności z pierwszych lat studiów. Uniwerek.TV pochłaniał mnóstwo mojego czasu i naprawdę bardzo dużo się tam nauczyłem.

W Uniwerku.TV jest wiele różnych działów, w których każdy może znaleźć coś dla siebie. Czego Ty się tam nauczyłeś?

Poznałem podstawy tego w jaki sposób montuje się materiał, jak się do niego przygotować, jakie są formy materiałów dziennikarskich, jak się nagrywa setki, ale też jak się przygotować do wywiadu. Teraz pracuję w radiu, ale to doświadczenie bardzo mi się przydało. Nauczyłem się, jak ważna jest współpraca z operatorem, to że operator powinien wiedzieć, co chcemy pokazać w materiale. Fajnie, kiedy rozumiemy się bez słów, ale też czasami trzeba się wcześniej coś przegadać, żeby ustalić najważniejsze kwestie.

Ta organizacja miała na ciebie dość duży wpływ, oczywiście pozytywny. Od niej się wszystko zaczęło i bardzo rzutowała na Twoją przyszłość zawodową…

Myślę, że bez Uniwerku, wszystko by się nie potoczyło dalej. Wszystkie moje późniejsze aktywności odnosiły się do tego, co tam się działo. Stworzyliśmy z moimi przyjaciółmi grupę reporterską – Reporterzy Samozwańcy, która działa od paru lat. Robiliśmy filmy dokumentalne m.in. z Kuby czy z obozu dla uchodźców w Calais. Briana i Anię znam z Uniwerka. To są ludzie, na których wpadłem przez albo dzięki temu, że też tam byłem. Moje propozycje pracy, czy w ogóle możliwości,  zazwyczaj sprowadzały się do osób, które poznałem właśnie w Uniwerku, przez Uniwerek albo dzięki Uniwerkowi.

A jak jest teraz, czy coś się zmieniło w Tobie i Twoim podejściu do tego zawodu?

Wtedy to mimo wszystko była zabawa. Uczyłem się i wiedziałem, że telewizja studencka dawała taką szansę na robienie wszystko najlepiej jak potrafimy, ale i szansę na popełnianie błędów, bo wszyscy wiedzieli, że to jest telewizja studencka. Oczywiście ten finalny materiał przechodził kolaudację i był sprawdzany, więc podchodziliśmy do tego odpowiedzialnie. Jednak traktowałem to jako dopiero rozgrzewkę. Myślałem o tym jak o super przygodzie. Teraz dziennikarstwo to jest moja praca. Mój główny sposób na życie. Ale takie podejście to się chyba nie zmieniło. Tutaj chodzi o ciekawość świata, szukanie rozmówców, szukanie informacji, weryfikowanie ich później. Więc to we mnie cały czas jest i jest to konieczne, żeby pracować w dziennikarstwie.

Wystąpienia publiczne, czy znalezienie się w centrum uwagi bywają stresujące. Czy w takim razie, już jako doświadczony dziennikarz,  mógłbyś doradzić początkującym reporterom jak oswoić się z kamerą?

Na pewno trzeba wiedzieć, co chcemy powiedzieć i przekazać. Mówić to z głowy, bo na pewno nie można uczyć się na pamięć standów. Wiadomo, że warto zapisać najważniejsze tezy, po to żeby je sobie uporządkować, żebyśmy wiedzieli, co i w jakiej kolejności chcemy powiedzieć. Nie może być to wyuczone na pamięć jak wiersz, ponieważ wtedy widać, że zastanawiamy się jakie będzie następne słowo. I skupimy się na tym, a nie na sensie, a kamera to widzi. Trzeba starać się zachować tę spontaniczność przy świadomości, że to musi być zwięzłe, dość krótkie. Tak naprawdę w dużej mierze powinniśmy się skupiać na tym, co mamy do powiedzenia, a nie na sobie. Zawsze wydaje mi się, że jeśli myślimy, co chcemy powiedzieć, a nie o sobie, to wtedy naturalnie jest nam łatwiej. Na pewno takie rozluźnienie chwilę przed też się przyda. Jeśli pracujemy z głosem, to jakieś ćwiczenia oddechowe. Może nie bezpośrednio przed tym jak mówimy, ale po to, żeby nauczyć się oddychać. Żeby stres nie powodował, że będzie nam brakowało powietrza i że przez to będziemy się stresowali.

Zastanawiałeś się może, co gdyby nie zawód – dziennikarz? Czym mógłbyś się teraz zajmować?

Składałem też dokumenty na prawo. Z resztą się dostałem, więc myślałem o tym, żeby być ewentualnie prawnikiem. Teraz zajmuję się ustawami, analizuje je często, więc mam jakąś styczność z prawem, ale nie jestem po prawie. Interesuje się tym na tyle, na ile muszę, żeby być w stanie wykonywać swoją pracę. Być może więc prawo, ale to jest takie hipotetyczne. Na razie się nie zastanawiam nad tym, co ewentualnie mógłbym robić innego. Dziennikarstwo ma wiele różnych odcieni. Można być reporterem, reportażystą, przeprowadzać wywiady, pisać książki reporterskie, tego jest naprawdę bardzo dużo. W trakcie zajmowania się dziennikarstwem to wszystko może ewoluować i to jest fajne.

Gdybyś miał wymienić 3 cechy dobrego dziennikarza jakie toby były?

O Boże, hmm… Na pewno musi być dobrym człowiekiem. Uważam, że dziennikarz, który nie jest empatyczny i ma w sobie jakieś złe zamiary, nie może dobrze opisywać rzeczywistości. Bycie dobrym człowiekiem to jest oczywiście bardzo szerokie pojęcie. Musi mieć czystość intencji. Powinien być, na pewno krytyczny wobec siebie i rzeczywistości. Nie można wychodzić z założenia, że ja już wszystko wiem i nic więcej nie jest mi potrzebne. I na pewno musi być dociekliwy.

Czym jest dla ciebie dziennikarstwo? 

To jest taka praca rzemieślnicza, gdzie przychodzi się do pracy i codziennie trzeba grzebać, dłubać, szukać, poprawiać, sprawdzać, szlifować. Ja pracuje w newsach, więc ten proces jest dość szybki, też złożony z wielu elementów i podlega jakiejś weryfikacji. Wzbudza zainteresowanie, czasami zmienia rzeczywistość albo prostu tylko ją opisuje. Czasami podoba się odbiorcom, a czasami jest krytykowany, ale nawet jeśli to jest materiał, z którego ja sam jestem zadowolony i mam poczucie, że jest ważny i coś zmienia, to tak naprawdę jutro albo za dwa dni ta rzeczywistość bardzo się zmieni. Radość z tego, że jeden albo drugi materiał był dobry, nie jest zbyt długa. Znowu jest kolejny kawałek rzeczywistości do obrobienia. Ja prace postrzegam jako moją pasję. Dziennikarstwo jest moją pracą i zajmuje dużo, nawet bardzo dużo mojego czasu. To nie jest tak, że w pracy jestem ,,od do’’ i później rzeczywistość mnie nie interesuje, to jest stały element mojego życia

Nie jesteś przytłoczony tymi informacjami, które musisz odkrywać, obrabiać i przekazywać dalej? Co robisz, żeby choć na chwilę o tym nie myśleć i odpocząć?

Czy zmęczony…  Czasami natłok informacji potrafi być bardzo męczący. Po całym dniu można czuć się zmęczonym wertowaniem, szukaniem informacji. Oczywiście bywam zmęczony tym, że tak dużo się dzieje. Czasami trzeba sobie właśnie oczyszczać jakoś umysł, przewietrzyć głowę, umieć na godzinę, dwie wyłączyć się z Twittera, z newsów. Wychodzę wtedy na spacer z moim psem, to mnie najbardziej odstresowuje. Czytam też, chociaż czasami jest tak, że po wyczerpującym dniu, kiedy musiałem przyswoić bardzo dużo informacji, to musze robić coś, co nie wymaga ode mnie zaangażowania i przyswajania kolejnych informacji. Na przykład oglądanie seriali, drobne prace i aktywności, a wcześniej o ile było to możliwe, spotkania z przyjaciółmi. To jest coś, co daje mi taką odskocznię.

Od kilku lat prowadzisz wraz z przyjaciółmi projekt Reporterzy Samozwańcy. Skąd wziął się na to pomysł i jaką tematykę podejmujecie?

Jako grupa przyjaciół bardzo zależało nam na tym, żeby podróżować, opowiadać o tym, co się dzieje na świecie, bo sami byliśmy tego ciekawi. Kiedy Reporterzy Samozwańcy powstawali nie byliśmy jeszcze w 100% pochłonięci taką pracą zawodową. Mieliśmy trochę czasu i chcieliśmy mieć możliwość docierania do miejsc ważnych. Do takich miejsc, gdzie albo coś się dzieje albo które nas interesują. Żadne redakcje nas nigdzie nie wysyłały, więc chcieliśmy sami stworzyć sobie możliwość pojechania gdzieś i zbadania jakiegoś tematu. Chcieliśmy też przeżyć przygodę i tak to się zaczęło. Zaczęliśmy od wyjazdu do Maroka, stamtąd zrobiliśmy krótki film dokumentalny o życiu tamtejszych młodych ludzi. Później z Brianem jeździliśmy do obozu dla uchodźców w Calais, kiedy kryzys uchodźczy w Europie dopiero się zaczynał. Spędziliśmy tam dość dużo czasu, bo byliśmy chyba 2 albo 3 razy w obozie. Poznawaliśmy problemy ludzi. Sami mogliśmy się przekonać kto tam mieszka, że problem migracji jest bardzo skomplikowany. Z jednej strony są tam uchodźcy, z drugiej migranci ekonomiczni, jednak tych ludzi łączy chęć znalezienia lepszego życia. Widzieliśmy jakie mają warunki i co ich martwi. My pojechaliśmy tam, kiedy to dopiero zaczynało się przebijać do szerszej świadomości, ale widzieliśmy też rosnące zainteresowanie tym tematem mediów europejskich.

W Calais pojawił się również anonimowy artysta z Wielkiej Brytanii- Banksy, stworzył mural dodający migrantom nadziei. Widzieliście ,,The Son of a Migrant from Syria”?

Nową pracę Banksy’ego stworzoną w obozie dla uchodźców, widzieliśmy jako jedni z pierwszych. W obozie byliśmy późnym wieczorem i jeszcze wtedy nie było żadnej pracy, ale będąc tam z samego rana -zobaczyliśmy, że powstała. Przedstawiała Steva Jobsa, który w ręku trzymał Macintosha i worek. To nawiązywało do historii Steve’a Jobsa, który z pochodzenia jest Syryjczykiem. Tak naprawdę dzięki temu, że ktoś kiedyś mu pomógł, sam mógł dojść do rzeczy wielkich. A mógł go spotkać taki los jak tych, którzy szukają jakichś podstawowych warunków życia i uciekali przed wojną z Syrii. Później migranci i uchodźcy dopełnili tę pracę, bo przed murem, na którym powstała, układali butelki, właściwie puszki po gazie łzawiącym, którym policja się z nimi rozprawiała.

Sytuacja migrantów, ograniczonych do funkcjonowania w  jednym miejscu, zmagających się z własnymi problemami bez pomocy z zewnątrz jest dramatyczna. Jak wygląda specyfika życia w obozie, często zdarzały się zamieszki? Co je najczęściej powodowało?

Tak, zdarzały się. Właściwie ten obóz zamienił się później w miasto. Tak jak w mieście zaczyna się pojawiać przestępczość, tak i tam, na różnym tle. Z jednej strony w niektórych grupach był rosnący problem alkoholizmu, dlatego że ci ludzie nie mieli żadnych nadziei. Niektórzy próbowali się od kilku, kilkunastu miesięcy dostać do Wielkiej Brytanii. Nie udawało im się, spadali z pociągów, co się zdarzało. W rezultacie bywali połamani, więc rosła frustracja. Po drugie pojawiały się zamieszki na tle religijno-etnicznym, ponieważ byli tam uchodźcy i migranci z różnych krajów. Oni często tworzyli takie podgrupy. Powstawały takie jakby mini państwa. Tam jakby ich mapa wyglądała trochę inaczej. Oni się grupowali, ci migranci, często na podstawie pochodzenia i po prostu wybuchały między nimi jakieś konflikty. Tworzyliśmy z resztą o tym reportaż. 

Jesteś w stanie przypomnieć sobie najtrudniejszą sytuację z jaką musiałeś zmierzyć się podczas swojej pracy? 

W RMFie miałem takie sytuacje. Zdarzało mi się relacjonować jakieś sytuacje kryzysowe. Relacjonowałem np. trzęsienie ziemi we Włoszech, w Amatrice ponad 3 lata temu. To był pierwszy miesiąc mojej pracy, więc pojechałem do tej miejscowości, gdzie było naprawde potężne trzęsienie ziemi. Przez kilka dni trwały poszukiwania ciał. Potem było kilka wtórnych trzęsień ziemi, więc też wiem jaką to panikę powodowało wśród ludzi. Mieszkałem tam i odczułem to i… widok osób, które ustawiały się do namiotu, żeby identyfikować ciała swoich zmarłych. To na pewno było coś, co było trudne emocjonalnie. Zobaczyć to jak ludzie, którzy właściwie z minuty na minutę, z sekundy na sekundę, stracili wszystko, często dorobek swojego życia. Kiedy ustawiali się w namiotach, było widać taką absolutną bezsilność na ich twarzach. Druga sytuacja jest z tamtego roku. Byłem w Wenezueli, gdzie trwa  jeden z największych kryzysów humanitarnych i potężny kryzys polityczny. Ludzie są niedożywieni i widać to na ulicach. Jest tam potężna przestępczość, odbywają się strzelaniny na ulicach, a podczas protestów giną ludzie. Gdy w Caracas, w stolicy zabrakło prądu, tamtejsi ludzie musieli jakoś się z tym uporać. Prądu brakowało też w szpitalach. Ludzie, którzy byli podłączeni do jakiejś aparatury, noworodki które były w inkubatorach… Jeśli do podtrzymania ich życia była konieczna aparatura, to właściwie natychmiast z sali trafiały do prosektoriów. Brakowało wszystkiego, więc tak, to była trudna sytuacja, obserwowanie…

Dziennikarz nie tylko docieka prawdy i przekazuje informacje. Ta praca daje możliwość samorozwoju, trzeba orientować się w wielu sprawach i umieć odpowiedzieć na wiele pytań. Może jednak jest jeszcze coś, co Cię zaskakuje albo utwierdza w pozytywach Twojej pracy? 

Hmm, ta praca właściwie może nie codziennie, ale regularnie w jakiś sposób poszerza horyzonty, bo dzieją się nowe rzeczy, nowe sytuacje. Wiesz co, na pewno to nie to, że się tego nie spodziewałem, ale super miłe i dodające wiary jest to, że ludzie często słuchają i chcą słuchać tego, co dziennikarze mają do powiedzenia. Chociaż często ich krytykują. Na przykład podczas epidemii, czasami naprawdę proste formy dziennikarskie mogą dać ludziom dużo spokoju. Mieliśmy też taki cykl dziennikarski, kiedy odpowiadaliśmy na pytania nurtujące słuchaczy w związku z ograniczeniami. Weryfikowaliśmy wszystkie plotki w sprawdzonych źródłach i informowaliśmy ludzi. Tych pytań do nas były setki, jeśli nie tysiące. To, że ludzie w różnych sytuacjach zwracają się do ciebie. Wierzą, że ty możesz być pośrednikiem i możesz im na nie odpowiedzieć, a często dużo zależy od takiej odpowiedzi. Mamy świadomość, że w ten sposób możemy im pomóc. Ludzie ufają dziennikarzom i RMFowi, bo to jest taka marka, że ludzie wiedzą, że mogą się spodziewać informacji, które nie będą sensacyjne, ale które będą sprawdzone. To jest bardzo duża odpowiedzialność i satysfakcja, że nasza praca ma jakiś sens. Jeśli ludzie mają do ciebie zaufanie to jest to super miłe. Ja się przekonałem o tym w czasie pandemii. Mnóstwo osób do mnie pisało, zarówno ci, których znałem, jak i zupełnie obcy mi ludzie. Te osoby po prostu uznały, że ze względu na to, że zajmuje się informacjami, będę mógł coś dla nich sprawdzić i zweryfikować. Było to miłe, bo nie pisały do mnie stricte jako do reportera, który będzie im mógł odpowiedzieć na antenie, ale wierzyły w to, że dowiem się i będę im w stanie przekazać informację, która dla nich będzie wiarygodna. Która ich uspokoi albo potwierdzi ich obawy. Jak pytania się powtarzały, to odpowiadałem też na nie na moim Facebooku. Odpowiedzi później udostępniałem. Uznałem, że podzielę się, skoro ludzie mają do mnie zaufanie. To nie jest tak, że ja pracuje tylko ,,od do’’. Skoro ludzie chcą wiedzieć i piszą, to ja postaram się dla nich to sprawdzić, dowiedzieć się, potwierdzić albo zaprzeczyć.

Czy możesz zdradzić, czy jako Reporterzy Samozwańcy planujecie kolejny wyjazd i materiał, oczywiście, gdy pandemia koronwirusa przestanie nam zagrażać?

Na pewno będziemy jeździli z tymi samymi ludźmi, ale czy w formule Reportertów Samozwańców? To się okaże. Trochę zmieniło nam się życie pod tym względem. Ania przed pandemią rozpoczęła zupełnie inne życie, dlatego że zaczęła regularnie podróżować. Gdyby nie pandemia, to teraz też byłaby gdzieś w świecie. Jesteśmy też przyjaciółmi, tak po prostu, w życiu, więc mamy ze sobą kontakt. Na pewno jeszcze coś kiedyś zrobimy. Sami nie wiemy jednak, jak będzie wyglądała ta najbliższa przyszłość. Na pewno mamy mnóstwo jakichś pytań i tematów, czy inspiracji, ale tak naprawdę przyszłość pokaże jak to będzie realizowane. 

Na koniec zapytam,  jak radzisz sobie z obecną sytuacją, związaną z kwarantanną i koronwirusem? Musiałeś zwolnić, czy wręcz przeciwnie?

Właściwie teraz, kiedy rozmawiamy to mam pierwsze jakieś kilka dni wolnych od samego początku epidemii, więc to jest mój pierwszy taki czas, kiedy mogę odpocząć. Wcześniej miałem dużo pracy, bardzo dużo pracy, nawet kiedy pracowałem z domu. Oczywiście odczułem jak to się zmieniło, jako reporter byłem zazwyczaj gdzieś w terenie, obecnie tych wyjazdów jest mniej, są ograniczone. Teraz to wszystko odbywa się telefonicznie albo przez aplikacje, więc w tym sensie zauważyłem te zmiany. Sposób pracy się zmienił, bo jest bardziej zdalny, ale szczerze mówiąc nie odczułem jakiegoś szczególnego spowolnienia. Wiem oczywiście, że dla wielu osób to jest taka sytuacja, gdzie nie mogą pracować. O tych wszystkich rzeczach też opowiadamy jako dziennikarze. Politycznie dzieje się dość dużo cały czas, więc przynajmniej na razie nie mogę narzekać na brak zadań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s