Jak wikingowie walczą z wirusem?

Norwegia. Skandynawskie państwo, kojarzące się z chłodnym klimatem, rozległymi lasami oraz pięknymi fiordami. No i z wikingami. Jak Norwegowie radzą sobie z epidemią koronawirusa? Czy wprowadzili podobne obostrzenia do tych, które obowiązują w Polsce? Jak postrzegają swój rząd i kiedy spodziewają się powrotu do normalności? O tym opowiada Patrycja Miszkiewicz-Ozdoba, Polka mieszkająca na co dzień w Norwegii.

Kiedy Norwedzy pierwszy raz usłyszeli o koronawirusie?

26 lutego odnotowano u nas pierwszy przypadek zachorowania na COVID – 19. Norweski Institute of Public Health podał, że była to osoba, która powróciła z Chin tydzień wcześniej. Kobieta była jednak w dobrym stanie i nie wymagała hospitalizacji, poddała się dobrowolnej kwarantannie.

Jak zareagował rząd?

12 marca, od godziny 18:00 ogłoszony został narodowy „lockdown”. Początkowo na dwa tygodnie, zamknięte zostały wszystkie instytucje edukacyjne, sportowe, centra fitness, salony fryzjerskie, puby czy kluby muzyczne. Jedynie restauracje mogły pozostać otwarte, po uprzednim zapewnieniu przez właściciela przynajmniej metra odległości między gośćmi. Kulturalne i sportowe wydarzenia zostały zawieszone. Tego samego dnia odnotowano również pierwszy przypadek śmiertelny — seniora, który zmarł w szpitalu w Oslo.  Dzień później Norwegia wprowadziła zakaz przylotów do Norwegii, w celach turystycznych, przez lotnisko w Oslo. Poproszono obywateli, aby ograniczyli odwiedziny między sobą, zwłaszcza z seniorami, osobami niepełnosprawnymi umysłowo i więźniami.

Jakie były dalsze kroki?

16 marca restrykcjami objęto wszystkie przejścia graniczne w Norwegii, intensyfikując kontrole. Na terenie Norwegii mogli pozostać jedynie obywatele Norwegii oraz rezydenci, ze stałym adresem zameldowania i kontraktem na pracę w norweskiej firmie. Pozostałe osoby, niespełniające tych warunków, musiały opuścić teren Norwegii lub były zawracane na granicy i odsyłane do swoich krajów. 19 marca rząd zabronił odwiedzania się oraz niekoniecznego przemieszczania do innych gmin. Wprowadził również kary za niestosowanie się do obowiązku odbywanej kwarantanny, w wysokości 30 tys. koron norweskich. Wszyscy, którzy powrócili na teren Norwegii z zagranicy po 27 lutego, mieli nakaz odbycia dwutygodniowej kwarantanny, nawet jeśli nie mieli symptomów wirusa.

Na jakich zasadach funkcjonują sklepy?

Sklepy spożywcze, a nawet część tych z innym asortymentem, pozostała otwarta, jedynie w niektórych przypadkach (odzieżówka, wyposażenie wnętrz) skrócono godziny otwarcia. W każdym sklepie przy kasach, również tych samoobsługowych, które są normą w Norwegii, stoją środki do dezynfekcji rąk, kasjerów oddziela od klienta plastikowa szyba, a sklepy są nieustannie dezynfekowane. Nie było jednak ani na moment zakupowej paniki, związanej z wybuchem pandemii. Ludzie zachowują spokój, a sklepy są pełne asortymentu.

Życie przeciętnego obywatela Norwegii mocno się skomplikowało?

Norwegowie to naród twardy, ale i spokojny, racjonalnie podchodzący do codzienności. Zdają sobie bardzo dobrze sprawę z wyjątkowej sytuacji, analizują, wyciągają wnioski i wprowadzają je w życie. Norwegowie, którzy nie musieli zostać objęci kwarantanną, normalnie funkcjonują, z zachowaniem zasad zdrowego rozsądku. Można, a nawet jest to w Norwegii zalecane, normalnie przebywać na świeżym powietrzu, uprawiać sport czy chodzić po górach.  Nie ma nakazu noszenia maseczek, ale należy zachować odstęp 2 metrów od siebie, co 90 % Norwegów przestrzegało i przestrzega nadal.

Czyli życie Norwegów absolutnie nie stanęło w miejscu?

Nastroje społeczne są naprawdę dobre. Poza tym, że placówki oświatowe i granice zostały zamknięte, to życie w Norwegii toczyło się i toczy prawie normalnie. Ruch w głębi kraju pozostał bez zmian, według standardowych rozkładów, aby zapewnić obywatelom jak najbardziej normalną codzienność. Uwzględniono jednak bezpieczną odległości między pasażerami — w samolotach oraz w komunikacji miejskiej co drugie miejsce musi pozostać wolne.

Norweski minister zdrowia Bent Hoeie powiedział publicznie, że: „Mamy wirusa pod kontrolą”. To prawda czy jedynie ładnie brzmiące hasło?

Najpierw należy sobie w ogóle zadać pytanie, co oznacza mieć „wirusa pod kontrolą”. Jest to populistyczne hasło, dobrze brzmiące w prasie. Przed wprowadzeniem rygorystycznych środków ograniczania rozprzestrzeniania się wirusa każdy zainfekowany średnio zarażał 2,5 osoby, podobnie jak w innych państwach Europy. Aktualne dane pokazują, że obecnie każda chory zaraża tylko 0,7 osoby, a liczba hospitalizowanych stale się obniża i dlatego Bent Hoeie wypowiedział takie zdanie. Jednocześnie minister zdrowia mówi głośno i oficjalnie, że koronawirus jeszcze nie zniknął z Norwegii, a naprawdę niewiele trzeba, by liczba osób zainfekowanych znowu wzrosła. Dlatego minister podkreśla, że pomimo powolnego powrotu do stanu sprzed pandemii, należy nadal zachowywać środki ostrożności oraz zdrowy rozsądek.

Ile testów na koronawirusa wykonuje się w Norwegii?

Od samego początku w Norwegii postawiono na intensyfikację wykonywanych testów. Testy, testy i jeszcze raz testy, to system przyjęty przez norweski rząd. Tutaj wykonuje się ich najwięcej, w przeliczeniu na milion mieszkańców, po Korei Południowej, stąd początkowo odsetek pozytywnych testów był w Norwegii tak wysoki. Oczywiście nie wszyscy z nich wymagali hospitalizacji. Dzięki temu, w relatywnie krótkim czasie od momentu wybuchu pandemii udało się znacznie ograniczyć jego rozprzestrzenianie i śmiertelność.

Jak norweska gospodarka radzi sobie z epidemią?

Norwegia, dzięki mądremu gospodarowaniu funduszami obywateli, przez lata zgromadziła bezpieczne zaplecze finansowe, którym w takich sytuacjach, jak kryzys związany z pandemią, może swobodnie dysponować. Choć prawdą jest także to, że Norwegia dopiero co odbiła się po kryzysie z 2014 roku. Teraz znowu czeka ją ciężka próba, a nie jest finansowym workiem bez dna. Zwłaszcza, że to właśnie Norwegia najwięcej dołożyła się Unii Europejskiej do prac nad szczepionką (1 mld euro), mimo że nawet nie jest członkiem UE.  Dodatkowo Norwegia sama prowadzi badania wewnętrzne nad szczepionką, które sama ze swoich środków finansuje.

Norwegowie mają zagwarantowane otrzymywanie swoich pensji podczas epidemii?

Wiele osób z sektorów takich jak turystyka, transport czy gastronomia zostało wysłanych na permittering, czyli przymusowy urlop lub zawieszenie w obowiązkach zawodowych, ale z gwarantowaną wypłata 60% swojej pensji. Ze względu na wirusa wprowadzono wypłatę 100% przez pierwszych 21 dni roboczych (maksymalnie do półtora roku czasu, co gwarantowane jest przez rząd) oraz zagwarantowano powrót na swoje stanowiska pracy. Sektory takie jak budowlanka, energetyka czy opieka zdrowotna pracowały i pracują w miarę normalnie. Reszta pracowników funkcjonuje zdalnie.

Jak Norwegowie oceniają działania rządu?

Część zarzucała na początku rządowi, że zareagował trochę za późno. Jednak, gdy wprowadzono obostrzenia oraz zamknięto granice, nie ograniczając przy tym wolności osobistej obywateli, poza obowiązkowymi przypadkami kwarantanny, to poparcie dla rządu Erny Solberg (premier Norwegii –red.) jeszcze wzrosło. Poza tym rząd, w zaledwie kilka dni po wprowadzeniu pierwszych restrykcji, ustalił i wprowadził, wraz ze specjalistami oraz przedstawicielami związków zawodowych, program pomocy dla norweskiej gospodarki, który zakłada wspieranie jej miliardem dolarów miesięcznie!

Czyli zaufania do władzy nie brakuje?

Tak, bowiem polityka naszej władzy mocno się różni, na korzyść, od polityki wielu innych rządów. W Norwegii wszystko jest transparentne, w pięć minut można sprawdzić w internetowym systemie ile zarabia burmistrz, do kogo należy dany samochód, jakie obroty osiągnęła ta a ta firma itd. Dlatego też nie ma w Norwegii takiej kombinatoryki, populizmu, utajania wielu „niewygodnych” treści, ponieważ każdy Norweg, łącznie z politykami, dobrze wie, że może bardzo łatwo być z tego rozliczony.

Obywatele Norwegii są z tego powodu dumni ze swojego państwa?

Norwegowie w ogóle z natury to naród bardzo skromny. Uderza to na pierwszym miejscu, kiedy zaczyna się tutaj żyć. Nie lubią afiszować się stanem posiadania, mimo że państwo to ma jedną z najlepszych gospodarek na świecie. Norwegowie lubią na co dzień spokój, żyją zgodnie ze swoim rytmem i naturą, prowadzą prawdziwe „slow life”. Na pewno są dumni z tego, że są Norwegami oraz ze swojego kraju, który ciężko pracował przez ostatnie dziesięciolecia, odkładając pieniądze z ropy i gazu. Ale nie dają tego odczuć osobie z zewnątrz, nie obnoszą się z tym, bo wyjątkowo, jako naród, szanują innych i wręcz boją się krytycznie o innych wyrażać, by ich nie urazić. Na pewno czują się bezpiecznie w swoim kraju, ze swoim rządem, a to w dzisiejszych czasach, patrząc globalnie, stanowi prawdziwy kapitał.

Restrykcje są już powoli łagodzone?

Małe inicjatywy biznesowe, jak gastronomia, fryzjerzy, kosmetyczki i wiele innych powoli się przebudzają i już od tego poniedziałku są otwarte (11 maja- red.). Budowlanka, sektor energetyczny, paliwowy i zdrowotny pracowały w czasie pandemii i pracują nadal w miarę normalnie. Owszem, wiele osób zostało bez pracy, potraciło kontrakty, jednak rząd norweski mocno wspiera te osoby finansowo, ułatwia dodatkowe darmowe szkolenia, nawet aplikowanie na studia wyższe dla podniesienia kwalifikacji. Połowa osób, które z powodu koronawirusa znalazły się na przymusowym urlopie już wróciła do pracy. I to według danych sprzed dwóch tygodni, czyli zanim otworzyły się kolejne usługi.

Jakie są dalsze planowane kroki?

Rząd stopniowo odmraża gospodarkę, a codzienność powoli wraca do normy, choć nawet w czasie wybuchu pandemii w Norwegii było niezwykle spokojnie i nader normalnie, porównując do innych krajów europejskich. Rząd po otwarciu przedszkoli, szkół podstawowych, usług związanych z kosmetyką czy gastronomią zamierza powoli dalej otwierać kolejne punkty, jak uczelnie czy muzea.  Jednak robi to, co należy podkreślić, powoli. Monitorując sytuację na bieżąco. Jeżeli okaże się, że nagle rozpocznie się ponowny przyrost zachorowań, to ponownie wiele sektorów zostanie zamkniętych i wszyscy maja tego pełną świadomość.

Jak mogą wyglądać wakacje Norwegów?

Norweski rząd szykuje się na „wakacje Norwegów w Norwegii”, ponieważ nie wiadomo, czy granice kraju zostaną w ogóle otwarte do końca roku. A nawet jeśli, to 9 na 10 Norwegów deklaruje chęć spędzenia wakacji w kraju. Co, biorąc pod uwagę fakt, że relatywnie wielu Norwegów posiada drugi dom w Hiszpanii, w którym lubi spędzać miesiące zimowe i letnie, jest bardzo mocną deklaracją. Dlatego też na norweskim rynku nieruchomości widać od kilku tygodni wzmożony wzrost zainteresowania „hyttami” — norweskimi, weekendowymi domami, które posiada co drugi Norweg, w górach bądź nad morzem. Dodatkowo, jak deklaruje ministerstwo zdrowia, w związku z „otwieraniem” społeczeństwa, muszą być zagwarantowane trzy rzeczy: dobre śledzenie infekcji, bezpieczna izolacja chorych i możliwość przetestowania KAŻDEGO z objawami zakażenia. Dlatego też rozszerzane są jeszcze bardziej możliwości testowania i związane z nim kryteria. Pomimo powolnego powrotu do stanu sprzed pandemii należy nadal zachowywać wszelkie środki ostrożności oraz zdrowy rozsądek.

Patrycja Miszkiewicz-Ozdoba — Przedsiębiorca, mentor, mgr filozofii, studentka psychologii, wolontariuszka polskiego Caritasu i norweskiego Czerwonego Krzyża, podróżniczka oraz autorka bloga „My Simple Living”. Od niespełna roku mieszkająca w Norwegii, gdzie, wraz z mężem, prowadzi firmę pełniącą usługi przemysłowe, z naciskiem na sektor paliwowy.

Autorem zdjęcia jest Kamil Leczkowski.

https://www.facebook.com/KamilLeczkowskiPhoto/?epa=SEARCH_BOX

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s