Nieme oblicza epidemii

Autorem zdjęcia jest Edyta Bojko.

W ostatnim czasie jesteśmy wręcz zalewani informacjami o koronawirusie. Zwykle jednak media skupiają się na największych państwach oraz panującej w nich sytuacji. A przecież mniejsze kraje także walczą ze skutkami epidemii, a ich mieszkańcy próbują się odnaleźć w nowej rzeczywistości. I mają wiele ciekawego do powiedzenia. Dlatego zapraszamy do lektury rozmów z mieszkańcami Bułgarii, Szkocji oraz Cypru.


Bułgaria

Jakie restrykcje wprowadzono w Bułgarii, w związku z koronawirusem?

13 marca bułgarski rząd ogłosił w całym państwie stan wyjątkowy, który początkowo miał obowiązywać do 13 kwietnia, ale ostatecznie zdecydowano się go wydłużyć do 13 maja. Początkowo plan zakładał jedynie odizolowanie osób, u których występują objawy wirusa, ale szybko okazało się, że cały naród musi się poddać przymusowej kwarantannie. Ludziom zakazano opuszczania mieszkań, poza wyjściem po niezbędne produkty, jak jedzenie czy leki. Zakazano także jakiegokolwiek przemieszczania się pomiędzy miastami, bez specjalnego pozwolenia.

Ile osób w Bułgarii jest oficjalnie zarażonych?

Wykryto 1600 chorych osób oraz potwierdzono 80 zgonów. Głównie są to osoby starsze, które były już osłabione innymi chorobami (stan na 3 maja- red.). Liczba zakażonych osób koronawirusem w Bułgarii należy do jednej z najniższych pośród wszystkich europejskich państw. Dzięki temu nasza służba zdrowia nie jest tak przeciążona, jak np. we Włoszech. Choć przy populacji 7 milionów ludzi w Bułgarii chorych na pewno jest więcej, pewnie dziesiątki tysięcy, tylko nie przeprowadza się u nas testów na masową skalę.

Czy Bułgarzy przestrzegają rządowych restrykcji?

Zdecydowana większość Bułgarów przestrzega restrykcji, mając świadomość, że służy to ich bezpieczeństwu oraz ich bliskich. Oczywiście zdarzały się też niechlubne wyjątki. Niektórzy łamali zakazy spacerując po ulicach czy spotykając się na piwo w parkach. Na początku epidemii obostrzenia nie były jeszcze aż tak surowe. Co najbardziej przerażające, osobami, które najczęściej łamią te restrykcje są osoby starsze, czyli te najbardziej narażone na koronawirusa. Zdarzało się także, że odizolowywano całe części miasta, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa, co doprowadzało do protestów i starć z policją. Wprowadzenie ściślejszych zakazów i wysokich kar za ich nieprzestrzeganie było więc konieczne. I okazało się skuteczne, groźba kary zadziałała na ludzi.  Bułgarzy obecnie naprawdę przestrzegają obostrzeń, a nieliczne próby ich łamania są silnie krytykowane i społecznie piętnowane.

Czy sytuacja powoli wraca do normy?

3 maja Państwowy Oddział Specjalny, powołany właśnie w celu walki z koronawisusem, zaczął powoli łagodzić restrykcje. Ludzie mają już większą swobodę przemieszczania się, otworzono nawet parki. Także inne zakazy mają być odwoływane w najbliższych dniach, trwają dyskusje nad tym. Wierzę, że najgorsze jest już za nami. Sytuacja powinna powoli wrócić do normy, także nastroje społeczne są już znacznie lepsze. Początkowo media oraz rząd mocno podgrzewały atmosferę, opowiadając obywatelom o potencjalnych stosach martwych osób, ale z czasem sytuacja znacznie się uspokoiła, a ludzie przestali panikować.

Bułgarzy myślą już od długofalowych skutkach epidemii?

O przyszłości mówi się właściwie od samego początku epidemii. Całe sektory naszej gospodarki są w kompletnej ruinie, a tysiące osób straciło pracę. Obecnie ludzie bardziej obawiają się ekonomicznych skutków kwarantanny, niż epidemii samej w sobie. Podróże raczej jeszcze długo nie będą możliwe, więc szczególnie ucierpi nasz sektor turystyczny. I będzie potrzebował bardzo dużo czasu, aby powrócić na właściwe tory.

Jak służba zdrowia w Bułgarii radzi sobie z epidemią?

Na całe szczęście nasi lekarze, i wszystkie inne osoby pracujące w służbie zdrowia, radzą sobie naprawdę świetnie i należą im się pokłony. Nie zmagamy się także z brakiem sprzętu medycznego. To może być zaskakujące, ponieważ system opieki zdrowotnej w Bułgarii jest naprawdę słaby, a radzimy sobie zdecydowanie lepiej niż służby medyczne w USA, Hiszpanii czy Włoszech.

Skąd wynika tak dobra sytuacja?

Kluczowa, oczywiście, jest stosunkowo niewielka liczba zarażonych, co z kolei jest zasługą działań podjętych przez rząd oraz mobilizacji całego społeczeństwa. Ważną przyczyną jest także mniejszy ruch turystyczny w Bułgarii niż w tych najbardziej poszkodowanych państwach, przez co wirus nie rozprzestrzenia się u nas z taką łatwością. Żartujemy sobie także, że to chętnie pita w Bułgarii rakija jest naszym najlepszym lekarstwem w walce z wirusem.

Roy — mieszkaniec Sofii, stolicy Bułgarii. Urodzony w Londynie. Pracujący w agencji marketingowej, zajmującej się wieloma internetowymi projektami.


Szkocja

Jakie restrykcje wprowadził rząd w Szkocji, w związku z epidemią koronawirusa?

Rząd w Szkocji dość szybko zaczął wprowadzać nowe zasady. Do każdego mieszkania i domu pocztą wysłano książeczki informacyjne. Obostrzenia związane z koronawirusem były w Szkocji częściowo wprowadzone wcześniej, niż w innych państwach Wielkiej Brytanii. Na przykład decyzja o zamknięciu szkół zapadła najszybciej właśnie w Szkocji i Walii. Żyjemy w większym rygorze niż Anglicy. W Szkocji nie można się spotkać w liczniejszej grupie niż dwie osoby, a wychodzić z domu można tylko na spacer, wyprowadzić psa, do sklepu lub pracy oraz w sprawach medycznych. Zamknięto sklepy, które nie są tak zwanymi „essentials” (sklepy z artykułami pierwszej potrzeby -red.).

 Czy restrykcje są już powoli łagodzone?

Wielka Brytania, a raczej Boris Johnson, chce znosić obostrzenia od poniedziałku (11 maja –red.), ale premier Szkocji zapowiedziała, że planuje wciąż trzymać się kwarantanny. Z drugiej strony rząd Szkocji popiera „meetings in small, defined group” (spotkania w niewielkich grupach –ang.). Nic nie jest więc jeszcze oficjalne postanowione i nie wiadomo czyje pomysły wejdą ostatecznie w życie.

Czy obywatele Szkocji przestrzegają obostrzeń?

Glasgow, w którym mieszkam, ma największą liczbę zachorowań na koronawirusa w Szkocji. W okolicach mojego akademika jest kompletnie pusto — nikt nie spaceruje, choć wynika to też z faktu, że większość studentów wyjechała do domu. W centrum i dzielnicach handlowych jest już więcej ludzi — na głównej ulicy można doliczyć się nawet do 20 osób w słoneczny dzień, większość nosi maseczkę. Ostatnio zrobiło się cieplej, więc więcej osób wychodzi się przejść. Na ławkach widać grupy dostawców jedzenia, zamawianego z dowozem, którzy między jednym a drugim zamówieniem rozmawiają ze sobą i korzystają ze słońca. Nie widziałam patrolów policji, ale wiem, że sąsiedzi zgłaszają nieprzestrzeganie zasad. Raz nawet wezwano policję do mojego akademika, ponieważ obok na dworze przebywała duża grupka osób. Niestety był to teren prywatny, więc policja nic nie mogła zrobić.

Szkoci żyją w strachu czy raczej bagatelizują wirusa?

Nie powiedziałabym, że ludzie żyją w strachu albo przynajmniej tego nie pokazują. Glasgow to życzliwe miasto, gdzie nieznajomi nie mają problemu, aby ze sobą rozmawiać. Ta atmosfera nie oznacza jednak nieprzestrzegania zasad — ludzie nie podchodzą do siebie, noszą maseczki. Jeśli ktoś zapomni o dwóch metrach odstępu, to druga osoba automatycznie się odsuwa. Na pewno ostatnio panuje już luźniejsza atmosfera, ludzie czekają na wakacje, nie mogą się doczekać końca kwarantanny. Na razie jednak starają się zachować cierpliwość.

Czy ludzie myślą już o długofalowych skutkach epidemii? Jak może ona wpłynąć na szkocką gospodarkę?

Szkoci, którzy nie mogą pracować, z powodu epidemii, dostają 80% swojej pensji. Na początku kwarantanny, w marcu, wybuchła powszechna panika. Ludzi zaczęto zwalniać, zmuszano do wykorzystania dni urlopowych lub zmniejszano ich godziny pracy. Szkoci ciężko to znosili, ale teraz jest już lepiej. Ludzie nie boją się już utraty pracy. Większość restauracji „funkcjonuje” wciąż poprzez dostawy do mieszkań, choć część niestety upadła. Najciężej jest nowym firmom, które dopiero się otworzyły. Nie słychać natomiast zmartwień o szkocką gospodarkę – jeśli mówi się w wiadomościach o ekonomii, to o tej brytyjskiej, jako całość. Z innych długofalowych efektów, ludzie boją się, czy szkoły i uniwersytety zostaną otwarte we wrześniu oraz, czy uczniowie, którzy wyjechali za granicę do domu będą mogli wrócić na studia.

Jak radzi sobie szkocka służba medyczna? Czy nie brakuje jej sprzętu?

 Obecnie w Szkocji już nie słychać o znaczących problemach ze służbą zdrowia. W marcu, co prawda, był problem z kradzieżami płynów dezynfekujących oraz maseczek ze szpitali, których w efekcie brakowało dla służby medycznej, ale takie sytuacje już nie występują. Drugim problemem był brak krwi. Zorganizowano nawet krótką kampanię społeczną, zachęcającą do oddawania krwi, bowiem w pewnym momencie szkockie rezerwy wystarczały na zaledwie 9 dni. Nie ma u nas, na szczęście, problemu z inhalatorami, tak powszechnego na całym świecie. Także celebryci, drużyny piłkarskie i różne organizacje społeczne bardzo angażują się pomoc finansową dla służby zdrowia, aby wspomóc walkę z koronawirusem.

Ina —studentka na uniwersytecie w Glasgow. Pochodzi z Polski. Na co dzień mieszka w akademiku.


Cypr

Jakie obostrzenia wprowadził rząd na Cyprze, w związku z koronawirusem?

Rząd nakazał nam pozostać w mieszkaniach. Wyjść można było tylko do sklepu, banku lub apteki. Komunikacja miejska została zupełnie wstrzymana. Nie można było także całkowicie się przemieszać pomiędzy 21 a 6 rano. Po miesiącu zakazy zostały lekko złagodzone, możemy częściej wychodzić z domu, a nocny zakaz przemieszczania się został skrócony o godzinę.

Czy mieszkańcy Cypru przestrzegają tych restrykcji?

Zdecydowana większość osób przestrzegała i wciąż przestrzega zakazów. W całym kraju mieliśmy tylko kilkadziesiąt skarg na pojedyncze przypadki nieprzestrzegania rządowych obostrzeń. Ludzie zachowują spokój, choć oczywiście obawiają się o swoje zdrowie i niepewną przyszłość.

Czy mieszkańcy myślą już o długofalowym wpływie epidemii na cypryjską gospodarkę?

Oczywiście, że ludzie myślą o ekonomii oraz swojej pracy w najbliższym czasie. Jako że Cypr jest wyspą, to nasza gospodarka w znacznym stopniu opiera się na turystach z całego świata. Najwięcej osób powinno nas odwiedzać właśnie teraz, w okresie od kwietnia do października. A hotele wciąż nie mogą przyjmować gości i w obecnym sezonie mogą się nawet nie otworzyć. Zresztą lotniska i tak będą zamknięte przynajmniej do czerwca, więc zagranicznym turystom ciężko jest dostać się na Cypr. Poza tym sami potencjalni turyści borykają się obecnie z problemami finansowymi.

Jak służba zdrowia na Cyprze radzi sobie z epidemią?

Jako, że Cypr jest stosunkowo niewielkim państwem, z zaledwie milionem mieszkańców, to w porę udało nam się wprowadzić odpowiednie środki i ograniczyć liczbę ofiar koronawirusa. Na dzisiaj (6 maja –red.) wykryto 883 zakażone osoby, a 21 zmarło. Nasza służba zdrowia przeszła bardzo poważny sprawdzian, ale na razie niemalże perfekcyjnie radzi sobie z wszelkimi problemami.

Dimitris – mieszkaniec Atienu, niewielkiego miasta na Cyprze. Pracujący jako DJ na lokalnych imprezach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s