Śródpandemiczny bilans ekologiczny

To były pierwsze pandemiczne wakacje. Odpocząć można było od wielu spraw także dlatego, że temat pandemii przysłonił te, które wcześniej zajmowały nas bez reszty. Mowa między innymi o kryzysie klimatycznym. Bo choć koronawirus wciąż jest wśród nas, już teraz warto zadać sobie pytanie o bilans wpływu pandemii na środowisko.

źródło: pixabay


Na początku lockdownu okazało się, że jeśli społeczność międzynarodowa jest wystarczająco zdeterminowana, może podjąć radykalne kroki. Więcej: może uczynić to paralelnie i na zasadzie kooperacji; w wielu miejscach świata niemal równocześnie. Poza nielicznymi przypadkami kontestacji istnienia pandemii i tych, którzy na poradzenie sobie z nią mieli inny pomysł (należy tu wymienić Koreę Południową, Turkmenistan, Tadżykistan, Białoruś, Szwecję, a z początku także Wielką Brytanię) zdecydowana większość państw szybko zamknęła swoje granice i wprowadziła wewnętrzny lockdown. I stało się coś, co byłoby wcześniej nie do pomyślenia. Samoloty zostały uziemione, a transport transgraniczny ograniczony do minimum. Z najchętniej odwiedzanych miast świata nagle zniknęli turyści. W normalnych warunkach dziennie wykonuje się ponad sto tysięcy lotów, które generują 3% ogólnej emisji dwutlenku węgla produkowanego przez człowieka. Ta przerwa, ten głęboki wdech dla planety, niemal natychmiast przyniósł pozytywne skutki. Weneckie kanały zapełniły się rybami, a mętna szara woda, po której pływają gondolierzy, zaczęła się przejaśniać. Zmiany zaszły w rożnych zakątkach globu – zarówno u wybrzeży Sardynii, jak i Hongkongu pojawiły się dawno niewidziane delfiny. Szacuje się, że dzięki zawieszeniu ruchu morskiego pomiędzy Makau a Hongkongiem od marca 2020, liczba osobników w regionie wzrosła o jedną trzecią. Natomiast według badań organizacji Global Footprint Network, do 29 lipca bieżącego roku odnotowano redukcję światowego śladu węglowego o 9,3% – tym samym tegoroczny ślad węglowy był niższy nawet niż ten w 2011 roku.

Mniejszy ślad węglowy oznacza przesunięcie tegorocznego Dnia Długu Ekologicznego o trzy tygodnie. Jest to dzień, w którym ludzkość wyczerpała zasoby naturalne przypadające na cały rok. W 2020 roku przypadł zatem  22 sierpnia. Przyczyną jest oczywiście kilkumiesięczny lockdown, który drastycznie ograniczył produkcję, wycinkę drzew i oczywiście – spalanie paliw kopalnych. Nie ma to jednak większego znaczenia, czy żyjemy na koszt przyszłych pokoleń pięć miesięcy, czy tylko cztery. Według dyrektora generalnego Centrum Międzynarodowych Badań Leśnych, będziemy mogli chwalić się zrównoważoną ekologicznie gospodarką, jeśli Dzień Długu Ekologicznego przesuniemy o siedemnaście tygodni.

Niepokoi także najnowszy raport Światowej Organizacji Meteorologicznej – wynika z niego, że choć w kwietniu dzienna emisja gazów cieplarnianych spadła aż o 17% w porównaniu do kwietnia 2019, wciąż była na tym samym poziomie co w kwietniu 2006. Pokazuje to dobitnie, z jaką prędkością zachodzą negatywne dla środowiska zmiany.

Równocześnie na potęgę wzrosła produkcja plastiku, co widać także podczas tych, kończących się już, wakacji. Jednorazowe maseczki na ulicach miast i miasteczek, jednorazowe maseczki dryfujące po jeziorze, jednorazowe maseczki znaczące górskie szlaki – to widok, który towarzyszył przez ostatnie gorące tygodnie. Szacuje się, że każdego miesiąca zużywa się 129 miliardów jednorazowych maseczek, każda z nich rozkładać się będzie 450 lat. Do tego dochodzą jednorazowe rękawiczki, których zużycie utrzymuje się na poziomie około 65 miliardów w skali miesiąca.

Równocześnie dane zebrane i opracowane przez IPSOS dają nam niespodziewany wgląd na zmianę podejścia stosunku Polaków do ekologii. Badanie zatytułowane „Polski konsument w czasach koronawirusa” ujawniło, że prawie połowa Polaków w wyniku pandemii bardziej boi się konsekwencji kryzysu klimatycznego, a trzy czwarte obawia się negatywnego wpływu jednorazowych maseczek i rękawiczek na środowisko. Ponad połowa konsumentów deklaruje przykładanie większej wagi do segregacji śmieci niż przed wybuchem pandemii koronawirusa, a aż 40% planuje kupować mniej rzeczy po jej zakończeniu. Warto wspomnieć również, że co piąta badana osoba zamierza nabywać produkty bardziej przyjazne środowisku.

Wspomniałem o letnich gorących miesiącach. I jest to coś, do czego trzeba się będzie przyzwyczaić. Ciśnienie może bowiem skoczyć od bijących rekordy przez całe lato termometrów. Klimatolodzy z unijnego „Copernicusa” uważają, że bieżący rok ma szansę przejść do historii jako najgorętszy w historii pomiarów. Nieszczęsny rok 2020 zaczął się pożarami w Australii, następnie płonęły amazońskie i syberyjskie lasy (według badań amerykańskich naukowców z Narodowego Centrum Badania Lodu i Śniegu w Kolorado, fale gorącego powietrza znad Syberii doprowadziły dodatkowo do przyspieszenia procesu topnienia pokrywy lodowej na Oceanie Arktycznym), do wyjątkowo intensywnych pożarów dochodziło również w Grecji, a od tygodni płonie Kalifornia – według informacji Polskiej Agencji Prasowej, udało się ugasić jedynie 15% pożaru, który wciąż trawi teren amerykańskiego stanu. W sierpniu, w znajdującej się w Kalifornii słynnej Dolinie Śmierci, odnotowano rekordowe 54,4 (!) stopnie Celsjusza. Kolejny rekord odnotowano na wspomnianej Syberii – 20 czerwca termometry pokazały tam 38 stopni – to o 18 więcej niż wynosi średnia temperatura w regionie i najwyższa w historii pomiarów na terenach podbiegunowych. Powiedzieć, że wyjątkowo ekstensywna gospodarka leśna przyczynia się zaburzenia bioróżnorodności w Amazonii to nic nie powiedzieć. Rabunkowe wylesianie płuc Ziemi za otwartym przyzwoleniem brazylijskiego rządu – to określenie bliżej sedna sprawy. Naukowcy uważają, że potęguje to zasięg i skalę corocznych pożarów i że Amazonia może przez to stać się sawanną szybciej niż się spodziewano.

Gdy siedzieliśmy pozamykani w domach i oglądaliśmy seriale na Netflixie, lodowce topniały coraz szybciej i szybciej. Przykładów nie trzeba daleko szukać; 21 września CNN poinformowało o postępującym procesie pękania szelfów i szczelin fundamentów dwóch wielkich antarktycznych lodowców. Mowa o Pine Island oraz Thwaites – proces ich degradacji trwa od dekad, do niedawna niewiadomą pozostawała tylko konkretna data początku ich rozpadu. Cóż, jeszcze do zeszłego poniedziałku.

Wymienione wydarzenia wydają się zbijać nawet najpoważniejsze argumenty sceptyków. Tak, mamy kryzys klimatyczny. Tak, nawet pomimo „wyjątkowo zimnego maja”. Temat zmian klimatu nie miał szans medialnie przebić się przez pandemię, która skupiła na sobie całą uwagę. Strajki klimatyczne w większości odbywały się online – co z pewnością ograniczyło ich widoczność i rozgłos. W czerwcu w Polsce pojawił się film „Można panikować” w reżyserii Jonathana L. Ramseya i zdaje się, że na kilka tygodni poruszył opinię publiczną. Z drugiej jednak strony ta produkcja ma mniej wyświetleń niż vlogi znanych youtuberów, więc być może ta „poruszona opinia publiczna” to jakiś podzbiór bańki informacyjnej autora tego artykułu.

Ponieważ wydaje się, że pandemia nie ograniczyła w znaczący sposób nawet emisji dwutlenku węgla i że wydarzenia, które podczas niej zachodzą przyczyniają się jedynie do pogłębienia katastrofy klimatycznej, na zakończenie chciałem znaleźć jakiś pozytywny akcent – zakończyć ten katalog biadolenia światełkiem w tunelu, choćby miało to być światełko lichej świeczki. Na stronie brytyjskiego dziennika „The Guardian” znalazłem jednak taką:

https://www.theguardian.com/environment/2020/sep/21/worlds-richest-1-cause-double-co2-emissions-of-poorest-50-says-oxfam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s