Przełamanie tabu czy próba taniej sensacji? — dlaczego „Gwiazdeczki” wywołały tyle kontrowersji

Niemiecki seksuolog Hans Giesse powiedział kiedyś, że: „Tabu są tak związane z seksem jak jajka z ciastem”. Choć od jego słów minęło już kilkadziesiąt lat, to obecne protesty wokół netflixowej premiery „Gwiazdeczek” pokazują, że zdanie to ani trochę nie straciło na aktualności. Szczególnie, kiedy na pole seksualnej debaty wkroczy temat dzieci.

Plakat promujący „Gwiazdeczki”. Zdaniem wielu osób mocno kontrowersyjny. Źródło: Netflix

600 tysięcy. Właśnie tyle osób podpisało internetową petycję za usunięciem filmu „Gwiazdeczki” z Netflixa. 2 miliony. Taką liczbę negatywnych ocen zebrał zwiastun „Gwiazdeczek” na Youtubie. 660 tysięcy. Tylu ludzi zadeklarowało bojkot Netflixa i zaprzestanie płacenia abonamentu, po tym, jak ten w swojej ofercie zamieścił „Gwiazdeczki”. Dlaczego? Film ten ma rzekomo seksualizować młodzież, promować dziecięcą pornografię oraz wspierać skłonności pedofilskie.

Na Twitterze powstał nawet specjalny hasztag (bo przecież dzisiaj bez niego żadna społeczna akcja nie ma szans na powodzenie) #BoycottNetflix, oczywiście pod pretekstem wyżej wspomnianego filmu. Na internetowych groźbach się zresztą nie skończyło. Lokalny polityk z Teksasu (tak, dobrze się domyślacie, w tym stanie zdecydowanie dominują konserwatyści) Matt Schaefer złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu wykorzystania nieletnich i promowania pornografii dziecięcej, a turecka Naczelna Rada Radiofonii i Telewizji domaga się usunięcia „Gwiazdeczek” z katalogu filmów dostępnych na terytorium Turcji.

Na oficjalne przeprosiny nie było trzeba długo czekać. Pytanie, czy rzeczywiście one komuś się należały. Źródło: Twitter

Dlaczego film ten wywołał aż tyle kontrowersji? Cóż, po pierwsze, prawdopodobnie dlatego, że większość oburzonych osób nawet go w całości nie obejrzała, ograniczając się jedynie do, rzeczywiście nietrafionego, zwiastunu oraz wyjętych z kontekstu plakatów. W efekcie słynna już kontrowersyjna scena została odebrana całkowicie na odwrót, niż wynika to po obejrzeniu całego filmu oraz wbrew, jak się domyślam, intencjom reżyserki. A po drugie, dlatego że seks wciąż dla wielu pozostaje tematem tabu, od którego kultura powinna się trzymać jak najdalej. A jeśli ktoś dodatkowo spróbuje zasugerować, że dzieci także interesują się swoim ciałem, a na jakąkolwiek edukację seksualną ze strony szkoły nie mają co liczyć, to dopiero zaczyna się krzyk i oburzenie.

Ale zanim przejdziemy do tłumaczenia absurdalności wyżej wspomnianych zarzutów i w jak głębokich edukacyjno-seksualnych czterech literach się znajdujemy, to warto napisać kilka zdań o samym filmie. W końcu „Gwiazdeczki” dość długo żyły przez nikogo nie niepokojone, a nawet spotykały się z pozytywnym przyjęciem. Na styczniowym festiwalu Sundance (jedna z najważniejszych imprez kina niezależnego), gdzie film miał swoją premierę, francusko-senegalska reżyserka Maïmouna Doucouré otrzymała nagrodę za najlepszą reżyserię, właśnie za „Gwiazdeczki” (które, swoją drogą, są pełnometrażowym debiutem tej reżyserki). Miesiąc później, na filmowym festiwalu Berlinale, film zdobył nominację do Kryształowego Niedźwiedzia. Brzmi całkiem nieźle, prawda? I wszyscy żyli długo i szczęśliwie, dopóki w sierpniu film nie trafił do oferty Netflixa. No i się zaczęło…

„Gwiazdeczki” opowiadają historię 11-letniej czarnoskórej Amy, która razem z rodziną przeprowadza się do Paryża. Dziewczynka jest wychowywana w mocno konserwatywnym duchu, zgodnie z tradycją jej rodziny i islamską kulturą, która panuje w jej ojczyźnie. Kobieta ma być absolutnie posłuszna mężowi, tolerować jego poligamię, skromnie się ubierać, zasłaniać całe ciało, zajmować się domem i gotowaniem oraz grzecznie rodzić dzieci, nie odzywając się przy tym wszystkim zbyt często. I Amy początkowo dostosowuje się do tych zasad, myśląc że tak już po prostu jest urządzony ten świat i nie ma innego rozwiązania. W nowym otoczeniu zaczyna się jednak przekonywać, że inne młode dziewczyny wiodą kompletnie odmienne życie. Swobodnie się ubierają, noszą wymyślne fryzury, nie boją się kontaktu z chłopakami i (o zgrozo!) mają swoje zdanie, którego nie boją się głośno wyrażać. Młoda Amy szybko daje się porwać nowej rzeczywistości, ku rozpaczy swojej, wiernej tradycjom, matki. Zmienia swój ubiór, sposób bycia, uzależnia się od telefonu oraz mediów społecznościowych, a wreszcie zaczyna tańczyć i razem z nowymi koleżankami bierze udział w lokalnym konkursie. I właśnie na jednym z pokazów tanecznych widzimy „kontrowersyjną” scenę, kiedy to czworo młodych dziewcząt wykonuje rzekomo wulgarne i obsceniczne ruchy, dotykając swoich piersi, machając pośladkami czy wsadzając palec do buzi. I w sumie tyle, ale jak widać wystarczyło.

Przede wszystkim postrzeganie „Gwiazdeczek” przez pryzmat jednej sceny jest pozbawione sensu i, wyrwane z kontekstu, całkowicie rujnuje przekaz reszty filmu. To tak jakby oceniać „Nietykalnych” tylko poprzez scenę oszukania policjanta. Jakby powiedzieć, że „Forrest Gump” jest filmem o ping pongu, bo przecież główny bohater rzeczywiście w niego przez chwilę gra. Jakby określić zeszłorocznego „Jokera” komedią, bo przecież główny bohater zabawnie się maluje i często śmieje.  Jakby powiedzieć, że w Polsce panuje klimat tropikalny, bo przez kilkanaście dni w roku rzeczywiście jest u nas gorąco. Rozumiecie, o co chodzi. Ale kto by tam miał czas oglądać cały film czy śledzić pogodę przez cały rok…

Ciekawe, czy kiedyś usłyszelibyśmy o „Gwiazdeczkach”, gdyby Netflix pozostał przy oryginalnej, francuskiej wersji plakatu. Źródło: Wikipedia

Tymczasem „Gwiazdeczki” po obejrzeniu całości mają zupełnie inny wydźwięk, niż im się to zarzuca. Film ten stara się piętnować świat męskiej dominacji i nieszanowania kobiet. Pokazuje unikalne wartości i samodzielność (dla wielu to może wydawać się oczywiste, ale jak widać wciąż trzeba takie rzeczy podkreślać) płci pięknej. Że kobiety wcale nie są uzależnione od mężczyzn, a ich życie zdecydowanie nie musi, wręcz nie powinno, ograniczać się do bycia posłuszną i ślepej wierności mężowi.

 Główna bohaterka jest przede wszystkim zagubiona. Błądzi pomiędzy dwoma światami. W szkole widzi nowoczesny europejski świat, respektujący równouprawnienie czy wręcz je promujący. Lecz po powrocie do domu ponownie trafia w objęcia ultrakonserwatywnych tradycji. Naturalnie coraz bardziej wybiera tę pierwszą opcję, choć jednocześnie nie jest w stanie odciąć się od tej drugiej, od swoich korzeni. I rzeczywiście w konsekwencji tych dylematów Amy popełnia w filmie wiele głupstw, często nie rozumiemy do końca jej wyborów i spontanicznych decyzji. Zresztą podobnie jest z innymi bohaterkami, choć te wychowane są już w europejskiej kulturze, które także dopiero szukają swojej tożsamości. I odnajdują ją w tańcu. Tam mogą czuć się wolne, nie krępować się, przyciągają spojrzenia postronnych widzów i zyskują jakiś rozgłos. Mają poczucie, że realizują swoje marzenia. Oczywiście, że bohaterki są mocno naiwne, ale przypomnijmy ich wiek. „Gwiazdeczki” to film o 11-letnich dziewczynach. Kto z nas nie miał wtedy podobnych marzeń? Czy nie wierzyliśmy tak samo, że świat stoi przed nami otworem? A jak te uczucia muszą być dodatkowo spotęgowane u dziewczyny, która niespodziewanie wkroczyła w nową kulturę? Która nagle przekonuje się, że nie musi być służącą i chodzącym dodatkiem do męża, a zamiast tego może realizować swoje pasje? Nie ważne nawet, czy robi to z powodzeniem, ale po prostu nareszcie może być sobą.

Wypada jeszcze wrócić do „kontrowersyjnej” sceny, bez której prawdopodobnie nigdy byśmy o tym filmie nie usłyszeli. Po pierwsze, widzieliście w filmach niejedną zdecydowanie bardziej erotyczną czy wulgarną scenę. Ta z „Gwiazdeczek” jest zwyczajnie przeciętna, niewiele się w niej tak naprawdę złego dzieje. Jeśli ktoś nazywa tę scenę pornografią, to… no, prawdopodobnie nigdy nie widział filmu pornograficznego. Traktowanie tego fragmentu jak rodem z pornograficznej produkcji jest zwyczajnie absurdalne i świadczy o niezrozumieniu jej funkcji. Po drugie, podczas tejże sceny kilkukrotnie ukazane są także reakcje widowni na taneczny pokaz dziewczyn. I wyraźnie widać zniesmaczenie, rozczarowanie i odwracanie wzroku. Reżyserka chyba nie mogła wyraźniej zasugerować widzowi filmu właściwej reakcji, jednocześnie pokazując, że sama jest świadoma, w jakim kontekście taniec dziewczyn może być odebrany.

Czy „Gwiazdeczki” mogłyby się obyć bez tej sceny i wciąż być dobrym filmem? Jak najbardziej tak. Czy Netflix popełnił błąd, umieszczając na plakatach ujęcie z tego tańca, zamiast z dowolnej innej sceny? Oczywiście, że tak. Trzeba też przyznać, że netflixowy opis filmu: „11-letnia Amy staje się zafascynowana twerkującą grupą taneczną. W nadziei na dołączenie do niej, zaczyna odkrywać swoją kobiecość i sprzeciwiać się rodzinnym tradycjom” jest po prostu fatalny i rzeczywiście brzmi, jak szukanie widowni poprzez tanią sensację.  Ale nie zmienia to faktu, że wciąż większość zarzutów wobec filmu zdaje się wynikać z przysłowiowego oceniania książki po okładce. Bowiem, jeszcze raz podkreślę, przekaz całego filmu jest zupełnie odwrotny. Reżyserka formułuje jasny przekaz, stara się ukazać świat młodych dziewczyn, które powoli stają się kobietami. Zmieniają się ich zainteresowania i poczucie własnej tożsamości. Jednocześnie widzimy konfrontację dwóch odmiennych kultur i ich zupełnie odmienny sposób postrzegania kobiecości. Z kolei sceną, kiedy bohaterki mylą prezerwatywę z balonem, aby później stwierdzić, że „tego używają tylko ludzie z AIDS” reżyserka wręcz nachalnie stara się zwrócić na brak jakiejkolwiek edukacji seksualnej u osób w tak młodym wieku.

Netflixowy opis „Gwiazdeczek” szybko został zmieniony. Źródło: Netflix

I pewnie, można krzyczeć, że 11-letnia osoba to jeszcze dziecko i powinna wciąż wierzyć wersję z bocianem przynoszącym dzieci, a wszelkie nawiązania do seksu zdeprawują jej młody mózg i zaburzą jej nieskalaną moralność. Można też się zastanawiać, czy sztuka powinna mieć jakieś granice, a jeśli tak, to jakie. Oczywiście wszelkie przejawy pedofilii należy bezwzględnie tępić, a dzieci rzeczywiście wymagają szczególnej ochrony. Wykorzystywanie nieletnich w jakimkolwiek celu nie podlega żadnej dyskusji i w żadnym kontekście się nie obroni. Ale, czy takie podejście nie jest zwyczajnie naiwne? Czy takie osoby nie zapominają, co same robiły w okresie dojrzewania? Czy jeśli osoby w tym wieku naprawdę wstawiają swoje półnagie zdjęcia do Internetu oraz pytają „skąd się biorą dzieci” to mamy udawać, że tego nie widzimy i nie słyszymy, bo nie pasuje to do naszej wizji dzieciństwa? A jeśli tak się dzieje w prawdziwym życiu, to czy kultura nie ma prawa o tym mówić? Cenzurowanie pewnych zjawisk nie sprawi, że one znikną, a jedynie uczyni je jeszcze bardziej kuszącymi.

Oczywiście tak młode osoby należy edukować (co podkreśla i sama reżyserka „Gwiazdeczek”!), cierpliwie tłumaczyć seksualne zawiłości i jasno zaznaczać ich społeczne granice, ale przemilczenie tego tematu zwyczajnie przynosi więcej szkód, niż pożytku. Dlaczego 11-letnia osoba upublicznia swoje nagie zdjęcia? Najprawdopodobniej nie ma świadomości, że robi coś złego. Zaczyna po prostu interesować się swoim ciałem, jest ciekawa reakcji innych osób i nie zdaje sobie sprawy, że może to zostać wykorzystane przeciwko niej. „Gwiazdeczki” starają się przekazać, że taką osobę należy edukować, rozmawiać z nią i tłumaczyć konsekwencje, a nie udawać, że takie rzeczy się nie dzieją (lub co gorsza bezmyślnie za nie karać).

Chciałbym wierzyć, że te wszystkie zarzuty wobec „Gwiazdeczek” wynikają z troski o własne dzieci. Że zrównywanie pedofilii z edukacją seksualną ma służyć czyjemuś dobru. Niestety obawiam się, że ich przyczyną pozostaje ślepa wiara w to, że nasze dzieci całe życie będą malutkie i niewinne, a nauką o seksie sprowadzi je na złą drogę. A zresztą, po co dyskutować o zjawisku, które przecież, zdaniem wielu, nie istnieje, prawda? Zbigniew Izdębski powiedział w jednym z wywiadów, że „gdybyśmy w szkole rozmawiali o seksie, to pary umiałyby potem rozmawiać w sypialni.” Jak widać rozmawiać wciąż nie umiemy. A seks nieletnich pozostaje tematem tabu nie tylko w szkole, ale także w kulturze masowej. Szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s