Słowo o filmach dokumentalnych

Grafika: Sandra Staros, fot.: Martyna Sciesińska

Czy społeczeństwo potrafi rozmawiać? To paradoks, że w czasach, w których tworzymy tak ścisłe, wirtualne społeczności, czujemy się coraz bardziej samotni jako jednostki. Choć bardzo potrzebujemy rozmów to trudno nam to zakomunikować. Podobnie dzieje się w przypadku kina dokumentalnego. Tylko niewielka część społeczeństwa z lubością sięga po ten gatunek. Dlaczego tak jest? Być może odpowiedź jest wspólna w obu przypadkach. Twórców dokumentów można przecież porównać do psychologów, którzy leczą ludzkie dusze. Zamiast gabinetu z paczką chusteczek, wybierają jednak kamerę i statyw. Warto więc przyjrzeć się niektórym produkcjom, wywierającym niemały wpływ na sposób myślenia niejednego widza. 

„Spotkania na krańcach świata”

Pierwszym godnym uwagi filmowym psychologiem, jest reżyser, który z operatora koparki potrafi uczynić filozofa, a z fizyka mistyka, poszukującego kontaktu z równoległą rzeczywistością. Z biologów muzyków rockowych, z ogrodnika językoznawcę, z nurka rozmodlonego kapłana lodowej katedry, a z pingwina indywidualistę, próbującego sprzeciwić się ogólnie przyjętym schematom. 

Werner Herzog, twórca filmu „Spotkania na krańcach świata” nie jest człowiekiem, który zadaje proste pytania. Jego wątpliwości często pozostają nierozwiane i unoszą się jeszcze długi czas w powietrzu po obejrzeniu filmu. Ten dokumentalista nie potrzebuje spektakularnych widoków, żeby zachwycić widzów – najcenniejsze są dla niego unikatowe historie ludzi. Nie bez przyczyny bohaterowie filmu Herzoga należą do społeczności Antarktydy. W końcu świadomość, że pewna część ludzi zaznała spokoju czy odczuła, być może pierwszy raz w swoim życiu, że jest mniej samotna dopiero na Antarktydzie, może zwiastować raczej powstanie dreszczowca, aniżeli reportażu. Herzog bezkresem spokoju, równym arktycznym głębinom, na której unosiła się tytułowa kraina, a także swoim wyjątkowo ciepłym – a przez to tak nietypowym na biegunie południowym – usposobieniem, sprawił, że mieszkańcy końca świata „odmrozili się” – swoje pasje, lęki, zainteresowania, problemy i przyczynę, dla której znaleźli się w tym konkretnym miejscu. Każdy, kto choć raz czuł nieadekwatność, zagubienie czy samotność wśród ludzi, powinien obejrzeć tę bez wątpienia wyjątkową produkcję. Werner to w końcu doskonały przykład psychologa z kamerą, którego wnikliwość i chęć wysłuchania innych, wyczuwalna jest nawet z poziomu widza. 

„Twarze, plaże”

Z lodowca na plażę trochę daleko, ale z pewnością nie na tyle, żeby nie móc płynnie do niej przejść. „Twarze, plaże” to wspólna produkcja prawie 90-letniej Agnès Varde i 33-letniego JR. Murale, pozornie grające w filmie pierwszą rolę, są tylko pretekstem do poruszenia dużo głębszych problemów. „Twarze, plaże” to – jak zresztą bardzo trafnie sugeruje tytuł – film o tym co w życiu najpiękniejsze. O prawdzie i szczerości, indywidualizmie, złożonych problemach i cudownych, choć często bardzo trudnych historiach, które można wyczytać właśnie z ludzkich twarzy. Każda zmarszczka, blizna, oznaka cierpienia czy szczęścia zapisuje się na ciele człowieka – najcenniejszym, niedocenianym dzienniku. Film „Twarze, plaże” to swoisty budzik. Alarm dla tych, którzy za bardzo poddali się wpływom mediów i wyretuszowanym zdjęciom. Jest hołdem oddanym wszystkim tym „niewidzialnym”.

Kadr z filmu „Twarze, plażeFot. Materiały prasowe / Against Gravity

Varde i JR ofiarowują czasami zaledwie kilka minut swoim rozmówcom, w ciągu których pytają i słuchają. Przestrzeń, tworząca się wtedy między nimi, wypełniona zostaje niezwykłymi historiami. Stara kobieta, jedyna mieszkanka swojego wymarłego miasta, zdaje się skrywać w sobie mnóstwo dobra i trudnego do zdefiniowania wewnętrznego światła. Osoby zagubione w miłości, przy kuchennym stoliku nakrytym ceratą, snują swoje rozważania niczym pustelnicy. Za każdym chlebem, listem ze skrzynki, ciepłym kaloryferem, kryje się człowiek ze swoją zawiłą psychiką, odmienną filozofią życia i w końcu innymi problemami rodzinnymi. To właśnie ich – lokalnych, niewidocznych bohaterów – upamiętniają Varda i JR. Tworzą na nowo definicję piękna, choć może trafniej byłoby powiedzieć – podkreślają już istniejącą, ale zbyt słabą, żeby funkcjonować w umysłach większości. 

Dokument skłania do refleksji nad własnym ja, nad podejściem do życia, bliskich i tych zupełnie obcych. Do przyjaźni, miłości i tego, w jaki sposób wyrażamy siebie. Podczas seansu widz zadaje sobie pytania – czy mogę nazwać swoje życie sztuką? Co po sobie pozostawię? Czy to do czego dążę jest rzeczywiście istotne? Czy wystarczająco celebruję codzienność? A skoro już tyle pytań się namnożyło, warto zadać ostatnie: skoro terapia polega na poszukiwaniu pytań-kluczy, to czym innym, jak nie właśnie metaforyczną rozmową z psychologiem jest ten dokument?

„Kraina miodu”

Z podróży wielkim jeżdżącym polaroidem, przyjeżdżamy do małej macedońskiej wioski, w której toczą się losy bohaterów „Krainy miodu”, dokumentu Ljubomira Stefanova i Tamary Kotevskiej. Film opowiada o dwóch, skrajnie różnych podejściach do życia i natury.

Kadr z filmu „Kraina miodu” Fot. Materiały prasowe / Against Gravity

Hatidze, główna bohaterka, w kontekście produkcji miodu, żyje zgodnie z zasadą „połowa dla mnie, połowa dla was”. Kołysanki, które śpiewa pszczołom swoim surowym, pierwotnym głosem, przenikają do świadomości widza, wzruszają i usypiają – do refleksyjnego snu o nowym wymiarze życia blisko natury. „Śpiesz się powoli” w przypadku filozofii Hatidze, powinno zabrzmieć raczej „nawołuj szeptem”. Cisza i bezkres – to świat pięćdziesięcioletniej kobiety do czasu wkroczenia do niego nomadycznej rodziny. Wydawać by się mogło, że to dokument o ekologii. Zdjęcia, pokazują jednak wiele więcej niż problemy współczesnego konsumpcjonizmu. To kolejna opowieść o związku człowieka z człowiekiem, różnicach indywidualnych i emocjach. Podczas filmu towarzyszymy głównej bohaterce w jej radościach, obserwujemy pasję, a także jesteśmy blisko, gdy odczuwa ból po stracie tego, co kochała. Widzimy także wcześniej wspomnianą rodzinę, która irytuje, złości i budzi frustrację, ale która posiada także własne motywacje. Czy rzeczywiście potrafimy nimi wzgardzić z czystym sumieniem? Czy znajdziemy dla nich zrozumienie? A może współczucie? Odpowiedzi na te pytania należy szukać we własnym zakresie.

„Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”

Na koniec, nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednym dokumencie, który temat psychologii porusza już poprzez samą swoją treść. „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” Pawła Łozińskiego – film o tym jak działa psychoterapia, jej roli i znaczeniu. Siedemdziesiąt sześć minut, trzy postacie i jeden pokój, na każdego widza zadziałają zupełnie inaczej. Skrajnie inaczej. Ten niezwykle mocny, choć dotykający delikatnych sfer życia dokument jest lustrem. Ten sam widz, przeglądając się w nim regularnie, za każdym razem zobaczy trochę inne odbicie.

Kadr z filmu „Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham” Fot. Materiały prasowe / Against Gravity

Nie da się obiektywnie ocenić treści, pomysłu czy morału. Pokazuje tylko to, co oglądający już doświadczył. I choć to dokument przedstawiający przebieg terapii (w sposób nie łamiący zasad etyki psychologa), można śmiało powiedzieć, że w wielu przypadkach jest to po prostu terapia. Uniwersalność problemów, kryzysów, potrzeb emocjonalnych sprawiają, że odbiorca najpierw utożsamia się z jednym z bohaterów, żeby następnie sam się nim stać. Odczuwać, płakać i milczeć lub, co gorsza, nie czuć nic. 

Faktem jest, że dokumenty trzeba umieć oglądać. Ich naturalność, często złudne podobieństwo do prawdziwego życia, może w pierwszej chwili dziwić, a nawet nużyć. Współczesny odbiorca idąc do kina oczekuje odskoczni, rozrywki, a nie spotkania z psychologiem. Skłoniony do refleksji bywa zdezorientowany. Ale być może jest to jakiś punkt wyjścia. Być może dezorientacja jest pierwszym krokiem do dalszej analizy – filmu i samego siebie. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s