Pomoc mierzona w kilogramach

Według Raportu o Biedzie 2020, przeprowadzonego przez Szlachetną Paczkę, w 2019 roku ponad 1,5 miliona Polaków żyło w skrajnym ubóstwie. Do końca 2020 roku ta liczba ma wzrosnąć do 3,7 miliona. Czyli do 10% populacji. Innymi słowy, co dziesiąty z nas będzie żył w skrajnym ubóstwie. Co dziesiąty z nas będzie potrzebował pomocy. Nie każdy ją otrzyma.

W 2020 roku ponad 14 tys. rodzin otrzymało Szlachetne Paczki. Źródło zdjęcia: Pixabay.com

Pan Adam i drewniana szopka

Pierwszy potrzebujący. Stary i wysoki blok na Bródnie. Jeden z tych, które na co dzień mijamy, nawet nie zaszczycając ich szybkim spojrzeniem. Każda klatka schodowa jest na tyle podobna do sąsiedniej, że początkowo je mylimy i musimy dzwonić, aby nas pokierowano do właściwej. Przed blokiem leży sterta śmieci, które nie mieszczą się w malutkim zsypie. W drzwiach wejściowych mijamy się z dwojgiem mieszkańców. Patrzą na nas z zaciekawieniem. Ale także z lekką podejrzliwością. Nie wiem, czy wiedzą, po co tutaj przyjechaliśmy i jakie są nasze intencje. Zresztą to bez znaczenia, tutaj po prostu nie lubi się obcych. A każdy wie, kto jest swój, a kto obcy. Tynk na klatce schodowej jest szczątkowy – momentami jest, a kawałek dalej widzimy już jedynie gołą ścianę. czwarte piętro. Wjeżdżamy windą, starą i drewnianą. Przynajmniej żarówka w środku mocno świeci. Otwiera nam starszy pan, opierający się na drewnianej lasce. Jest samotny, żona zmarła kilka lat temu. Pan Adam, jak nam się w międzyczasie przedstawia, był kiedyś pilotem wojskowych myśliwców, przez lata latał z ogromną prędkością kilometry nad naszymi głowami. Jak mówi, tylko w kokpicie samolotu czuł się wolny i szczęśliwy, w powietrzu nareszcie nic go nie ograniczało. Dzisiaj ogranicza go przede wszystkim jego własne ciało. W przyszłym roku skończy równe 90 lat. Problemem stało się wejście po schodach do domu, wyjście do sklepu po zakupy to już prawdziwa wyprawa. Nie każdego dnia pan Adam ma na nią wystarczająco sił.                                                                                                  

Wnosimy kilka paczek, pięknie zapakowanych we wstążki i świąteczny papier przez darczyńców. Pan Adam na ich widok zaniemówił ze wzruszenia. Do tego jest przestraszony tyloma nowymi gośćmi. Po dłuższej chwili dochodzi do siebie, jego oddech lekko się uspokaja. Pomagamy mu odpakować prezenty. Makarony, konserwy, mąka, sosy, swetry… dużo swetrów, w końcu zima z każdym dniem coraz mocniej daje o sobie znać. Nasz gospodarz próbuje się powstrzymać od łez, ale zdradza go płaczliwy ton głosu. Nie każde pytanie do niego dociera, czasem trzeba cierpliwe poczekać na odpowiedź. Skarży się, że ma brudne szyby. Miała przyjść młoda dziewczyna i umyć za kilka złotych. Ale nie przyszła i nie wiadomo, czy w ogóle przyjdzie. Spadła z drabiny myjąc okna dla kogoś w okolicy. Ewa, jedna z wolontariuszek, proponuje, że przyjdzie następnego dnia i chętnie te okna umyje, ale słyszy w odpowiedzi, że co za dużo, to niezdrowo. Nawet jeśli chodzi o pomoc.                                                                                                                                                    

Pan Adam pokazuje nam drewnianą szopkę bożonarodzeniową, którą sam wykonał. Jest trochę sianka, wokół ładny drewniany płotek i figurki zwierząt. A także podobizny malutkiego Jezusa, Maryi i św. Józefa. Kupione na promocji. W supermarkecie chcieli za komplet ponad 40 złotych, a tyle pan Adam nie ma. Zwłaszcza teraz, gdy niedawno trzeba było zapłacić za wymianę zamka w drzwiach – ktoś próbował włamać się w nocy do mieszkania. Choć nie bardzo wiadomo po co, za bardzo nie ma czego ukraść z mieszkania pana Adama. Ale świąt bez kompletnej szopki sobie nie wyobraża. Na szczęście udało się znaleźć podobne figurki w okolicznym sklepie za połowę ceny. Drewnianej szopce towarzyszy także własnoręcznie wykonany kościół, z dzwonami i działającym oświetleniem. Co prawda, aby je podłączyć, trzeba wyjąć z gniazdka wtyczkę od jedynej lampki w pokoju, bo innego gniazdka nie ma, ale tym się pan Adam nie przejmuje. Taka drobnostka nie może popsuć świąt.

Według Raportu o Biedzie 2020, przeprowadzonego przez Szlachetną Paczkę, w 2019 roku ponad 1,5 miliona Polaków żyło w skrajnym ubóstwie. Jest to tzw. minimum egzystencji, szacowane przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych.  Funkcjonowanie poniżej tej granicy stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju psychofizycznego człowieka. Co więcej, co czwarty Polak nie posiada żadnych oszczędności. A więc wystarczy jedno przypadkowe nieszczęśliwe zdarzenie, aby wpaść w biedę. W zależności od wieku może to oznaczać zarówno stany depresyjne czy nieodwracalną utratę stabilności życiowej, jak i nieprawidłowy rozwój budowy ciała i jego znaczne osłabienie. Szczególnie u najmłodszych. Według raportów ponad 900 tysięcy dzieci jedynie w obecnym roku doświadczyło ubóstwa. W skrajnej biedzie żyje około 300 tys. z nich. Statystyk nie poprawia oczywiście trwająca od miesięcy pandemia. Do końca 2020 roku liczba skrajnie ubogich osób ma wzrosnąć do 3,7 miliona. Czyli do 10% populacji. Innymi słowy, co dziesiąty z nas będzie żył w skrajnym ubóstwie. Co dziesiąty z nas będzie potrzebował pomocy. Nie każdy ją otrzyma.

Raport o Biedzie z 2020 roku. Źródło: Szlachetnapaczka.pl

Pani Danuta i nieszczęsna wanna

Drugi potrzebujący. Pani Danuta, kobieta w średnim wieku. Cztery lata temu przeżyła udar. Krew przestała dopływać do tkanek jej mózgu. A mówiąc mniej medycznie – część mózgu pani Danuty umarła. Jest częściowo sparaliżowana. Oszczędności nie ma już żadnych. Porusza się przy pomocy balkoniku rehabilitacyjnego, jednak do umycia się czy posmarowania masłem kromki chleba potrzebuje już pomocy sąsiadki, jedynej bliskiej osoby, jaką ma. Sąsiadka ma jednak także swoją rodzinę, na pomoc może poświęcić maksymalnie trzy godziny dziennie. Potem pani Danuta zostaje sama. I musi sobie jakoś radzić. Ale prawdę mówiąc – zupełnie sobie nie radzi.                                                             

Kontakt z panią Danutą jest utrudniony. Nie zawsze zrozumie pytanie, często trzeba mówić do niej posługując się mocno uproszczonymi komunikatami. Nie radzi sobie z emocjami – podczas naszego spotkania kilkukrotnie przechodzi od śmiechu do histerii i z powrotem. Ale mimo wszystko widać, że pani Danuta cieszy się z otrzymanych paczek. Od darczyńców dostała całkiem sporo – konserwy, przyprawy, koce, swetry, płyny do kąpieli oraz słodycze. Tych ostatnich jest szczególnie dużo  –  pani Danuta przyznaje, że bardzo lubi podjadać coś słodkiego. A kiedy to mówi, na jej twarzy pojawia się mimowolny rumieniec, znak delikatnego zawstydzenia. Otrzymuje też dwa kartony pieluch, po udarze mózgu nie jest w stanie kontrolować swoich potrzeb fizjologicznych. Dostaje także prezent dostosowany do jej  ograniczeń – krzesełko przykręcane do wanny. Wystarczy na nim usiąść, obrócić się i już jest się zanurzonym w wodzie. Nie trzeba nadwyrężać sparaliżowanej nogi. Przynajmniej w teorii. Montujemy krzesło i zostawiamy panią Danutę na jej życzenie samą w łazience. Po chwili z łazienki dobiega krzyk i płacz. Ograniczenia związane z udarem dają o sobie znać – pani Danuta nie jest w stanie usiąść na specjalnym krzesełku od darczyńców. Musi pozostać przy byciu mytą przez sąsiadkę. Pani Danuta to rozumie. Jest przeszczęśliwa z reszty otrzymanych rzeczy i nie wie, jak nam dziękować. A krzesełko przekazujemy z powrotem Darczyńcom, zamiast niego pani Danuta otrzyma więcej jedzenia i ubrań. No i pieluch, w końcu tych nigdy nie będzie za dużo, jak mówi nam sąsiadka-opiekunka. Ale i tak wychodzimy od pani Danuty lekko zawiedzeni i z poczuciem, że kogoś rozczarowaliśmy. Cóż, nie każdy prezent może być trafiony, nawet pomimo najlepszych chęci.

Szlachetna Paczka działa od 2001 roku. Jej celem jest mądra pomoc, ukierunkowana na usamodzielnienie się rodziny, osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. Dotkniętym skrajną biedą, schorowanym, samotnym, niepełnosprawnym i wielu innym. Dodatkowymi celami są także nauka edukacji finansowej oraz aktywnej postawy w życiu zawodowym i prywatnym. Osób potrzebujących takiego natychmiastowego wsparcia są w Polsce setki tysięcy. A w najbliższych miesiącach jeszcze ich przybędzie.                                                                                                                                                                                  

Do Szlachetnej Paczki należy kilka tysięcy wolontariuszy i to na nich opiera się praca organizacji. Według statystyk z 2020 roku, czyli danych zebranych podczas XX edycji Szlachetnej Paczki, pomoc otrzymało aż 14 016 rodzin, a jej łączna wartość wyniosła ponad 51 mln zł.  Udzielanie wsparcia składa się z kilku etapów. Najpierw wolontariusze przez kilka miesięcy szukają osób potrzebujących pomocy. Starają się dotrzeć przede wszystkim do rodzin, których dobrobyt uległ znacznemu pogorszeniu w ostatnich miesiącach, choć oczywiście nie zawsze jest to możliwe. Następnie wolontariusze poznają stopniowo taka rodzinę i budują z nią relację partnerską. Podejmują decyzję, jaka pomoc będzie najlepsza dla rodziny i w jaki sposób można te osoby wesprzeć. Wiele objętych pomocą rodzin jest w tak dramatycznej sytuacji finansowej, że nawet pozornie najprostsza paczka, zaspokajająca najpilniejsze potrzeby, pozwala wprowadzić chwilowy spokój i poczucie bezpieczeństwa w ich życiu. Wsparcie Szlachetnej Paczki opiera się jednak na słynnej mentalności wędkarza – osoba sama wynajduje kijek i sznurek, aby stworzyć wędkę, dostosowaną do każdej sytuacji. Pomoc powinna więc dać komuś szansę na samodzielne radzenie sobie w życiu, a nie spełniać jego zachcianki i przez to rozleniwiać oraz uzależniać od ciągłego wsparcia z zewnątrz.                                                                                                  

W następnym etapie tworzona jest baza rodzin, wymagających wsparcia materialnego. Tu na scenę wkraczają Darczyńcy – deklarują, komu chcą pomóc i przygotowują paczki, opakowane z zewnątrz jak świąteczne prezenty, zgodnie ze zgłoszonymi potrzebami danej rodziny. Chętnych do pomocy też z roku na rok przybywa. Szkoły, organizacje studenckie, firmy czy po prostu prywatne rodziny i osoby.                                                                             

Wreszcie następuje tzw. Weekend Cudów. Tradycyjnie odbywa się on na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Wtedy to wolontariusze odbierają przygotowane paczki od darczyńców i rozwożą je do mieszkań potrzebujących. Przy okazji rozmawiają z żyjącymi w niedostatku i oferują dalszą pomoc. Często towarzyszą temu skrajne emocje, płacz, wzruszenie, niedowierzanie, wspólne zdjęcia i liczne podziękowania, zarówno dla darczyńców jak i wolontariuszy. Następnie przychodzi pora no kolejny etap, czyli wielomiesięczną pracę z rodzinami i dążenie do ich usamodzielnienia. Cykl ten kończy się w czerwcu. A potem rozpoczyna się kolejna edycja Szlachetnej Paczki. W końcu pomocy i dobrych uczynków nigdy nie będzie zbyt wiele.

„Możesz pomóc tym, którzy mają mniej szczęścia” – tak brzmi jedno z haseł Szlachetnej Paczki. W obecnym roku do akcji przyłączyło się 421 390 osób, przekazując łącznie ponad 51 012 140 zł. Źródło zdjęcia: Pixabay.com

Pani Żaneta i pan Arkadiusz oraz mały rowerek

Na koniec zajeżdżamy do Pani Żanety i pana Arkadiusza. Widok podobny do poprzednich mieszkań – kilkanaście metrów kwadratowych, stara tapeta, niewykończona łazienka. Ale za to już od progu jesteśmy witani szerokimi uśmiechami. Pani Żaneta i pan Arkadiusz okazują się być starszym małżeństwem, wręcz słownikową definicją uroczych dziadków. Po wniesieniu pudeł słyszymy te same reakcje, co w kilku poprzednich mieszkaniach: „Ojej, aż tak dużo tego?”, „Pomóc państwu to wnieść?”, „Ale musi być wam trudno dźwigać takie pudła w tych maseczkach”, „Może chociaż nożyczki przyniosę, aby łatwiej było otworzyć prezenty?”. Darczyńcy pani Żanety i pana Arkadiusza rzeczywiście byli bardzo szczodrzy, paczek było kilkanaście, większość wypakowana po brzegi. Tradycyjnie większość z nich to kilogramy jedzenia i produktów do gotowania, chemii do łazienki oraz ciepłych ubrań na zimę. Pani Żaneta śmieje się, że chyba przez rok nie będzie musiała wychodzić do sklepu. Ale Darczyńcy ufundowali też inne rzeczy. Na przykład mały, biały rowerek stacjonarny do ćwiczeń w domu. Dokładnie taki, o jaki poprosiła pani Żaneta. Zawsze starała się dbać o kondycję, nawet na emeryturze chodziła na zajęcia z gimnastyki dla seniorów. Pandemia jednak doprowadziła do zamknięcia lokalnego klubu fitness. A ćwiczyć przecież trzeba. Stąd prośba o rowerek, na który inaczej nie mogliby sobie pozwolić. Zresztą pan Arkadiusz także skorzysta – podczas odwijania świątecznej kokardki z nowego sprzętu obiecał żonie, że on także będzie na nim ćwiczył, przynajmniej kilkanaście minut dziennie. Dla zdrowia, z którym, jak sam powiada, jest coraz gorzej. Pani Żaneta i pan Arkadiusz dostali jeszcze jeden wyjątkowy prezent – telefon komórkowy, taki z klapką i dużymi literami, aby widzieli je bez okularów. Do tej pory mieli jedynie telefon stacjonarny, numery trzeba było zapisywać na kartce, a ta lubiła się zagubić. Dlatego też wizyta u pani Żanety i pana Arkadiusza trochę się przedłużyła. W końcu ktoś musi wytłumaczyć, jak działa lista kontaktów i czym są te całe SMS-y. A kto ma to zrobić, jeśli nie wolontariusze. Wreszcie wykonujemy pamiątkowe wspólne zdjęcie i żegnamy się. Ale obiecujemy pani Żanecie i panu Arkadiuszowi, że będziemy się jeszcze z nimi kontaktować. Bowiem wręczenie paczek to dopiero jeden z kroków na drodze do pełnej pomocy i usamodzielnienia się rodziny.

Lubię ludzi

W tym roku pierwszy raz byłem wolontariuszem Szlachetnej Paczki. Zgłosiłem się kilka miesięcy temu, za sprawą nagłego przypływu altruizmu, przez stronę internetową. Z powodu maksymalnej liczby zgłoszeń w mojej okolicy wybrałem dość odległą dzielnicę i… w sumie zapomniałem o całej sprawie. Aż tu nagle na początku grudnia dostaję wiadomość: „Hej, otrzymaliśmy twoje zgłoszenie i zapraszamy cię do pomocy, jako wolontariusz, podczas Weekendu Cudów”. Uznałem, że skoro już się zgłosiłem, to warto skorzystać z okazji, aby zaliczyć jakiś dobry uczynek. No i każda wymówka od pisania pracy licencjackiej jest dobra. Więc pojechałem, nie wiedząc za bardzo, czego się spodziewać. Na miejscu otrzymałem przeuroczą koszulkę z napisem „lubię ludzi” i zostałem przydzielony do trzyosobowej grupy wolontariuszy, odpowiedzialnej za zawiezienie paczek od darczyńców do pięciu mieszkań. O części tych osób możecie przeczytać w tekście, choć na wszelki wypadek wszelkie dane osobowe zostały zmienione. Same opowieści są już jednak jak najbardziej autentyczne. Niestety z powodu pandemii w wizytach u potrzebujących nie mogli nam towarzyszyć sami darczyńcy, co, jak się później dowiedziałem, jest dość częstą praktyką. Dlatego też robiliśmy sobie wspólne zdjęcia i wysyłaliśmy osobom, które ufundowały paczkę dla danej rodziny bądź osoby.                                                       

Jadąc pod pierwszy adres teoretycznie domyślałem się, czego mogę się spodziewać. Postkomunistycznych bloków, widoku małych i niezbyt urodziwych mieszkań, podziękowań za pomoc (choć te zdecydowanie bardziej należą się darczyńcom), kilku raczej przykrych rozmów, może odrobiny łez, zarówno tych ze smutku, jak i ze wzruszenia. I tak właściwie otrzymałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Ale mimo to emocje i tak wzięły górę. No bo, jak się nie uśmiechnąć, kiedy ktoś cieszy się z pary kapci czy swetra, jakby właśnie wygrał kilkumilionowy los na loterii? Jak zachować spokój, gdy ktoś dziękuje ci przez kilkanaście minut, niemalże dygocząc się ze wzruszenia? Jak być obojętnym, kiedy ktoś opowiada o tragediach, jakie go spotkały, a dziś jest zupełnie samotny? Jak się nie wkur…. nie zdenerwować na system, gdy słyszy się, że ktoś po ciężkim wypadku nie jest w stanie funkcjonować, a od państwa otrzymuje kilkaset złotych? I co takim osobom odpowiedzieć? Żeby się nie martwiły i że wszystko się jakoś ułoży? Tylko po co, skoro wszyscy wiedzą, że to byłoby kłamstwo i najprawdopodobniej wcale lepiej nie będzie.  A mam świadomość, że moje doświadczenia to jedynie kropla w morzu potrzebujących. Zaledwie kilka smutnych historii, spośród setek tysięcy tragedii, i to jedynie w Polsce. Naprawdę polecam wszystkim z całego serca udział w takim wolontariacie, ale też ostrzegam… z jednej strony można poczuć satysfakcję , że komuś się pomogło, ale z drugiej dla wielu może być to niezwykle smutne kilkanaście godzin. Warto spróbować dla samego przekonania się, jakie historie i jacy ludzie kryją się w kamienicach, które na co dzień bezrefleksyjnie w pośpiechu mijamy. Przede wszystkim polecam jednak po prostu pomoc drugiemu człowiekowi, jakkolwiek banalnie i moralistycznie by to nie brzmiało. Nie dla pójścia do nieba, za bycie pomocnym i altruistycznym. Nie z powodu, że dobre uczynki podobno wracają. Nawet nie dlatego, że każdy z nas sam może kiedyś znaleźć się w takiej sytuacji i potrzebować pomocy. Zachęcam do pomagania, dla samego pomagania. Aby ktoś się uśmiechnął dzięki nam, zjadł ciepły obiad, nie marzł w zimę czy mógł się umyć. Tylko tyle, choć dla wielu aż tyle. Wesołych Świąt.

P.S. Szlachetną Paczkę warto wspierać cały rok, nie musicie czekać na okres świąteczny! Nowi wolontariusze będą poszukiwani w czerwcu, ale już teraz można się zgłosić i zostawić kontakt do siebie, aby znaleźć się na liście chętnych. W końcu żadna okazja do pomocy nie jest zła!

Link do Raportu o Biedzie 2020: https://www.szlachetnapaczka.pl/raport-o-biedzie/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s