„Rzecznik to osoba, która wie do kogo z jaką sprawą się udać i jakich argumentów użyć.” Wywiad z Katarzyną Wardzyńską

Instytucja Rzecznika Praw Studenta UW została powołana niedawno, bo w styczniu 2019 roku. Obecnie jest nim Katarzyna Wardzyńska, z którą rozmawiałem o inicjatywach powstałych za jej kadencji. O wspieraniu studentów w zmaganiach z USOSem, ale także – o przeciwdziałaniu przemocy seksualnej. I o tym, jak to wszystko zmieniło się podczas pandemii koronawirusa.

Katarzyna Wardzyńska, Rzeczniczka Praw Studenta UW.

Wojciech Skrzypek: Czym zajmuje się Rzecznik Praw Studenta na UW?

Katarzyna Wardzyńska:
Przed pandemią moja działalność polegała często na interwencjach w sprawach jednostkowych, na reagowaniu na zgłoszenia. Jeśli ktoś ma problem, np. został skreślony z listy studentów i uważa, że został skreślony niesłusznie, mogę pomóc złożyć odwołanie od takiej decyzji, spotkać się z rektorem i  porozmawiać o tej sprawie, ewentualnie można próbować negocjować szczegóły decyzji. Można także pójść z tym do rzeczniczki akademickiej i wszcząć postępowanie mediacyjne. Udzielam też informacji – często na tematy zawarte w regulaminach. Zdarza się, że studenci mają pytania, ale nie wiedzą gdzie szukać na nie odpowiedzi. Pomagam też w sprawach związanych z USOSem, który jest różny na każdej jednostce i często nie jestem w stanie go znać, więc tutaj przydaje się nieoceniony  samorząd  jednostkowy. Słowem: jeśli ktoś ma problem, ma jakieś pismo do napisania albo koniecznie chce porozmawiać z władzami, to warto się zwrócić do rzecznika, a moja rola będzie polegała na doradztwie przeprowadzeniu kogoś przez ten nieintuicyjny labirynt instytucji. Rzecznik to osoba, która wie do kogo z jaką sprawą się udać i jakich argumentów użyć.

Tak było przed pandemią. Czy coś się zmieniło?

Pandemia utrudniła mi pracę, ale nie zmieniła się ilość zgłoszeń. Te, które do mnie docierały, nie były związane z pandemią, nie w takiej skali, w jakiej bym się spodziewała. Większość zgłoszeń dotyczyła rzeczy, które się dzieją niezależnie od tego, czy jest pandemia, czy nie. Do mnie trafiają sprawy naprawdę trudne, wynikające z co najmniej roku zaniedbań ze strony studenta czy studentki. Zresztą ja nie zajmowałam się problemami pandemicznymi systemowo; takie sytuacje były kierowane bezpośrednio do zespołu, który się tym zajmował. Pandemia pozbawiła mnie bezpośredniego, traktowanego wcześniej z pewnym pierwszeństwem, dostępu do władz Uniwersytetu. Moja rola szybkiego, bezpośredniego pośrednika pomiędzy studentem a władzami Uniwersytetu całkowicie zanikła. Mój mail był już tylko kolejnym mailem; tak samo oczekującym jak wszystkie pozostałe. W sprawach wyjątkowo pilnych taką moc skontaktowania się z kimś z góry miał tylko przewodniczący Samorządu Studentów – Kamil Bonas. W pandemii mogłam służyć tylko dobrą radą, straciłam rolę osoby, która może działać szybko.

Mieliśmy już dwie sesje egzaminacyjne – skrajnie różne. Jedną w trakcie semestru zimowego 2019/2020, który odbywał się normalnie i jedną już w systemie zdalnym. Podczas której tych zgłoszeń o interwencję było więcej? Wiemy już, że pandemia przyczyniła się do pogłębienia problemów psychicznych wielu osób, czy przekładało się to także na ilość np. zgłoszeń o urlop zdrowotny przed sesją zdalną?

Trudno powiedzieć. Z tego względu, że w semestrze zimowym starałam się dopiero promować instytucję rzecznika. Wtedy miałam mało zgłoszeń, bo nikt nie wiedział o istnieniu mojej funkcji.  W zeszłym roku tych zgłoszeń było mało, może jedno na dwa tygodnie. Teraz dostaję ich kilka w tygodniu, a przed sesją, w trakcie sesji i w podczas sesji poprawkowej tych wniosków potrafiło być po kilka dziennie! Mówię oczywiście ogólnie o liczbie wniosków, nie tylko o tych związanych z problemami psychicznymi. Myślę, że takie statystyki można będzie robić, dopiero gdy instytucja rzecznika ugruntuje się w świadomości studentów. Ta funkcja, funkcja Rzecznika Praw Studenta, powstała dopiero w 2019 roku, wcześniej była tylko Rzeczniczka Akademicka zatrudniona na UW, która jest mediatorem pomiędzy studentami, pracownikami i kadrą. Do zeszłego roku nie było funkcji zajmującej się tylko sprawami studenckimi – i to jeszcze z ramienia samorządu UW. Nie było tego może również dlatego, że UW jest ogromne – każdy wydział rządzi się swoimi prawami i zupełnie inaczej rozmawia się z dziekanem WPiA albo dziekanem z jakiegoś wydziału na kampusie Ochota. Często działam w porozumieniu z samorządami jednostkowymi albo przekazuję im sprawy, bo one po prostu lepiej orientują się w swoich biurokratycznych meandrach, często są w stanie działać bardzo sprawnie – np. mogą mieć prywatny kontakt do dziekana. A to jest, zwłaszcza w pandemii, na wagę złota.

Podkreślałaś na początku swojej kadencji, co odbyło się szerokim echem po mediach, że zależy ci, żeby studenci dostawali więcej wsparcia psychologicznego. Została powołana Konsultantka ds. Przemocy Seksualnej i tak dalej… Czy w kontekście pandemii takich zgłoszeń związanych z problemami psychicznymi było więcej?

Planujemy całym Zarządem kampanię związaną ze zdrowiem psychicznym. Natomiast jeśli chodzi o zgłoszenia, dostałam kilka dotyczących zorganizowania urlopu zdrowotnego. Na naszej stronie pojawiło się wiele postów na ten temat, współpracowałam z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i z Konsultantką ds. Przemocy Seksualnej, Antoniną Lewandowską. Do tej ostatniej zgłoszeń było stosunkowo dużo. Pamiętajmy o tym, że kobiety niechętnie zgłaszają takie rzeczy. Na pewno więcej niż zeszłych latach – bo w ogóle pojawiła się możliwość zgłaszania. Bardzo jesteśmy z Antoniną zadowolone, że udało się stworzyć pewną ścieżkę; schemat postępowania w sprawie zgłaszania przemocy seksualnej – od otrzymania pomocy psychologicznej po pomoc prawną. Wszystko w taki sposób, żeby taka osoba nie musiała powtarzać swojej historii, bo to też jest problemem, samo opowiedzenie co się stało. W momencie, kiedy musi opowiadać o tym parę razy, to już jest problem.

Jak wygląda taka ścieżka?

Taka osoba zgłasza się do nas, my pomagamy jej umówić się na wizytę u psychologa lub psychiatry w Centrum Pomocy Psychologicznej UW. I osoba, która tam trafia, trafia tam tylko raz. W momencie, gdy składa wniosek do Biura ds. Osób Niepełnosprawnych UW, wystarczy wówczas zaświadczenie od CPP, żeby ubiegać się o urlop zdrowotny. Nie musi iść jeszcze do psychiatry, który jest zatrudniony w BON-ie. Wcześniej było to problemem, ale dzięki Antoninie te instytucje wreszcie zaczęły ze sobą współpracować. W kwestii przemocy seksualnej, psycholog w uzasadnieniu nie pisze nawet dokładnie co się stało. W przypadku problemów psychologicznych to uzasadnienie, z tego, co wiem, jest bardziej szczegółowo opisane. Ten urlop zdrowotny niestety musi nadal zatwierdzić dziekan, ale to już nie zależy od nas. Wydaje mi się, że żeby wystarczyła decyzja BON-u, to musiałby zostać zmieniony regulamin studiów, może nawet Statut. Drugim problemem jest to, że BON i była już prorektor ds. studenckich byli zdania, że ten urlop zdrowotny z powodu problemów psychicznych jest nadużywany, że jak ludzie nie zdają już kilku egzaminów, to dopiero wtedy zaczynają się ubiegać. Dlatego my staraliśmy się informować osoby, które miały różne problemy, żeby ubiegały się o urlop zdrowotny przed sesją. Po sesji to może nie być już wiarygodnie. Procedura trwa długo, żeby złożyć wniosek trzeba mieć diagnozę, udokumentowane wizyty u psychologa czy psychiatry. To nie jest takie proste, żeby to zrobić w 2-3 dni. Przydałby się chociaż miesiąc zapasu. Jeśli ktoś ma problem lub podejrzewa, że może mieć problem z sesją z powodu nadmiernego obciążenia psychicznego (zwykle wtedy zaczynają się prawdziwe kryzysy), to zalecam, żeby zająć się tym już teraz.

Wracając do przemocy seksualnej – po powołaniu konsultantki ds. przemocy seksualnej na UW w telewizji publicznej pojawił się materiał obśmiewający tę inicjatywę, że taki problem na pewno studentów nie dotyczy…

A dotyczy! My dostawaliśmy zgłoszenia nawet w trakcie głębokiego lockdownu na wiosnę. Przy czym trzeba pamiętać, że to nie jest tak, że po doświadczeniu przemocy seksualnej nazajutrz biegnie się do konsultantki czy gdzieś indziej po pomoc. Ten proces trwa długo.

Jakie to były sprawy?

Mieliśmy na przykład zgłoszenie z akademika. To była dosyć poważna sprawa i dotyczyła naprawdę dużej grupy ludzi. Udało się ją rozwiązać, była zgłaszana przez parę osób. Po wniosku do pani prorektor, w tamtym akademiku zostały założone kamery. Nie wiem jak z innymi sprawami, bo w pewnym momencie tych wniosków było na tyle dużo, że te sprawy zostały przekazane bezpośrednio Antoninie, no i są to kwestie, o których wiadomo, że każdy chciałby utrzymać je w tajemnicy i jak najbardziej zawęzić grono ludzi, którzy się o tym dowiedzą. Ponieważ są to świeżo zgłoszone sprawy, na razie żaden student ani wykładowca, który dopuścił się molestowania seksualnego, nie poniósł prawnych konsekwencji. Należy przy tym pamiętać, że postępowania dyscyplinarne ciągną się latami. Szczerze mówiąc, ja i tak raczej nie poznam finału tych spraw – zwykle doradzam, zajmuje się pomocą tu i teraz, a potem przekazuję osobę, której ta sprawa dotyczyła, gdzieś dalej. Razem z Antoniną informujemy o opcjach, że można np. taką sprawę oddać organom ścigania i że warto tak zrobić, ale nigdy nie namawiamy. Dla nas to sukces, jeśli uda się zapewnić wsparcie psychologiczne,  jeśli zostanie zmieniona grupa zajęciowa, żeby osoba zgwałcona nie była w tej samej ze swoim oprawcą. Jeśli uda jej się, mimo wszystko, zaliczyć rok i skończyć studia.

Molestowanie seksualne na uczelniach jest chyba nadal tematem tabu. Niby wszyscy wiedzą, że do tego a takiego profesora to należy założyć głęboki dekolt, a że na tego to trzeba uważać. Ale chyba się do takiego stanu rzeczy wszyscy przyzwyczaili.

Niestety tak. My zaczynamy małymi krokami; od tego, co jest najważniejsze. Nic nam po tym, że za 5 lat zostanie ukarany sprawca, jeśli w międzyczasie studentka, która padła jego ofiarą, zostanie wyrzucona ze studiów, wpadnie w głęboką depresję albo nawet popełni samobójstwo. Najważniejsza jest pomoc ofierze, a nie ukaranie sprawcy.

Jaki był odzew studentów na powołanie konsultantki i, co za tym idzie, nagłaśnianie problemu przemocy seksualnej na uczelniach?

Różne. Tak samo jak reakcje mediów. Wspomnieliśmy o reakcji TVP, ale chciałam powiedzieć, że w międzyczasie udzieliłam kilku wywiadów mediom bardziej przychylnym tej inicjatywie. Brałyśmy także udział w wielu konferencjach dotyczących dyskryminacji kobiet i przemocy seksualnej na uczelniach, nawet w Sejmie. W Polsce to dalej temat tabuizowany. Jest problem ze zgłaszaniem takich spraw, a osoby, które to robią, często są piętnowane. Oczywiście pojawiły się również negatywne komentarze, szczególnie na początku…

Jakie były te negatywne komentarze?

Że są pilniejsze problemy, że przede wszystkim należy zająć się stypendiami i innymi sprawami. Ale zdarzały się też takie oparte na mniej racjonalnych przesłankach: że oto szerzymy lewacką propagandę! Ale należy skupić się na pozytywach. Przede wszystkim osoby, którym pomogłyśmy, są bardzo wdzięczne. Daliśmy przykład innym uczelniom, między innymi dzięki tym konferencjom. Pozostałe uniwersytety zaczęły zastanawiać się nad poruszanymi przez nas problemami i nad tym, jak im przeciwdziałać. Okazało się, że zwłaszcza na uczelniach artystycznych jest duży problem z przemocą seksualną. Zaczęliśmy o tym rozmawiać. I nawet ten materiał TVP przyniósł pozytywne skutki – może nie dla naszego zdrowia psychicznego, ale dzięki temu odbiorcy tego medium dowiedzieli się o naszej działalności, a im więcej osób o tym wie, tym więcej może skorzystać z naszej pomocy. Potraktujmy to jako nieplanowane działanie promocyjne – w końcu nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s