Psy szczekają, a schroniska pomagają dalej

Wbrew popularnemu frazesowi, nie wszyscy mają równy start. Zarówno w świecie ludzi, jak i zwierząt. W przypadku tych drugich szansą na nowe, lepsze życie są schroniska. Pytanie tylko, czy na wystawioną łapę odpowiemy pomocną dłonią.

Mieszaniec, 14 lat, 15 kilogramów. Przyjęty 6 marca, znaleziony na warszawskim Wawrze. Oklapnięte brązowe uszka i widoczne w oczach poczucie niepewności. Owczarek niemiecki, 9 lat, 44 kilogramy. Przyjęty 7 marca, znaleziony w Piasecznie. Ładna rudawa sierść i charakterystyczne dość pokaźne rozmiary. Kocur o popularnej rasie europejskiej, 5 lat, 4 kilogramy. Przyjęty 4 marca, znaleziony niedaleko parku na mokotowskim Czerniakowie. Czarne i gęste futerko, z białą plamą na pyszczku oraz długie wąsy. Jamnik, 12 lat, 5 kilogramów. Przyjęty 27 lutego, znaleziony na Pradze-Południe. Czarna, gęsta sierść oraz smolisty i podłużny nos. A to zaledwie czworo z kilkudziesięciu zwierząt przyjętych jedynie w ostatnich dniach do warszawskiego schroniska „Na Paluchu”. Czy w najbliższych dobach zgłosi się po nie prawowity właściciel? A może nikt ich nie szuka, lub, co gorsza, celowo się ich pozbył? Nie wiadomo. A jeśli nikt ich nie odbierze, to na ile zostaną w schronisku? Tydzień, sześć miesięcy, dwa lata? Też niestety nie wiadomo. Czy potencjalnemu nowemu właścicielowi właśnie te zwierzęta przypadną do gustu? A może wybierze ich ładniejszych sąsiadów? Zresztą nawet jeśli zdecyduje się na adopcję, to czy na pewno otoczy zwierzę właściwą opieką lub nie potraktuje go po kilku miesiącach jak starej i niepotrzebnej zabawki? Kolejne znaki zapytania. A jednak pracownicy schronisk muszą zadawać sobie te pytania każdego dnia. Choć często odpowiedź przyniesie dopiero czas.

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie „Na Paluchu” w obecnym stanie organizacyjnym funkcjonuje od 2001 roku. Jest to największa tego typu instytucja w Warszawie. „Paluch” jest także jednym z wykonawców Warszawskiego Programu Przeciwdziałania Bezdomności Zwierząt. Główny cel schroniska najlepiej oddaje jego przewodnie hasło: „chronimy bezdomne zwierzęta, stwarzamy im druga szansę. Wiemy, że czują”. Charakter tego miejsca jeszcze lepiej przedstawia opis schroniska dostępny na stronie internetowej „Palucha”: „schronisko to nie dom docelowy dla bezdomnych zwierząt. To jedynie przystanek na ich trudnej drodze życia. Przystanek pomiędzy jednym a drugim domem”.

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Warszawie „Na Paluchu” w obecnym stanie organizacyjnym funkcjonuje od 2001 roku. Jest to największa tego typu instytucja w Warszawie.

Mniej nie oznacza mało

Droga zwierząt do schroniska bywa różna: odbiory interwencyjne, zrzeczenia, zwroty, wiele psów i kotów przywozi też Ekopatrol, czyli specjalny oddział straży miejskiej zajmujący się ratowaniem zwierząt. Pomagać zdecydowanie jest komu, choć, na całe szczęście, liczba zwierząt w „Paluchu” systematycznie spada. „Jeszcze dwa lata temu świętowaliśmy, kiedy liczba ta spadała do 600. Obecnie nie przekracza 500, nawet kiedy ”Paluch” przygarnął 135 psów z interwencji w Radysach (interwencyjny odbiór przez służby w czerwcu 2020 roku ponad tysiąca zwierząt ze schroniska w Radysach, gdzie były przetrzymywane w nieludzkich warunkach –red.). Myślę, że największy wpływ na spadek liczby zwierząt ma czipowanie psów, wzrost świadomości właścicieli, że zagubione zwierzę można odebrać ze schroniska oraz popularyzacja adopcji zamiast kupna zwierzęcia” – opowiada Agata, wolontariuszka pracująca w schronisku „Na Paluchu”. Niestety zmniejszająca się liczba zwierząt w schronisku dotyczy przede wszystkim psów, sytuacja kotów nadal jest katastrofalna. Szczególnie wiosną każdego roku, kiedy schronisko jest wręcz zalewane przez falę niechcianych, małych kociaków. Większość przeważnie jest ciężko chora lub wręcz umierająca z powodu przedwczesnego oddzielenia od matki. „Pies, a kot w schronisku, to dwa osobne światy. Psy schronisko znoszą różnie, ale potrafią żyć w nim całe lata. Koty w schronisku umierają. Kocia psychika jest zbyt krucha na warunki schroniska – ciasnotę, zgiełk i choroby wirusowe. Dlatego tak ważne jest, aby jak najszybciej znaleźć dom dla kota” – dodaje Agata.

Pomagać zdecydowanie jest komu, choć, na całe szczęście, liczba zwierząt w „Paluchu” systematycznie spada.

Pomoc o wielu obliczach

Choć praca w schronisku pozornie może kojarzyć się przede wszystkim z wolontariuszami (którzy rzeczywiście pełnią bardzo istotną rolę), to jednak największa odpowiedzialność i zakres obowiązków spoczywa na opiekunach zwierząt. To już praca na pełen etat – od godziny 8 do 16. Do ich codziennych obowiązków należy m.in. karmienie zwierząt, podawanie leków, wizyty u weterynarza, czyszczenie boksów, w których trzymane są psy i koty oraz dbanie o dobro zwierząt na wielu innych płaszczyznach. Na jednego opiekuna przypada zazwyczaj kilkadziesiąt psów. Koty, właściwie bez względu na liczbę, mają jedną opiekunkę. „Każdy opiekun przypisany jest do danego regionu i zajmuje się tymi samymi zwierzętami, aby te z czasem poczuły, że mogą tej osobie zaufać” – opowiada Patrycja Jarosz, pracowniczka sekcji promocji i wolontariatu „Palucha”.

Opiekunów zwierząt wspierają wspomniani już wolontariusze. Ci przychodzą do schroniska na godzinę 10. Wyprowadzają psy na spacery, pomagają w procesie socjalizacji zwierząt i asystują przy zabiegach pielęgnacyjnych czy przeprowadzają rozmowy przedadopcyjne. Innymi słowy – odgrywają zasadniczą rolę w procesie adopcji. Kluczowym ogniwem w schroniskowym łańcuchu są także pracownicy Biura Przyjęć i Adopcji Zwierząt. „Biuro Adopcji pracuje całodobowo. Przyjmuje zwierzęta do schroniska, prowadzi ich dokumentację, uczestniczy w rozmowach przedadopcyjnych i kontrolach podopcyjnych. Do Biura można zadzwonić w każdej chwili.” – wyjaśnia Patrycja Jarosz.

Do codziennych obowiązków wolontariuszy należy m.in. karmienie zwierząt, podawanie leków, wizyty u weterynarza, czyszczenie boksów, w których trzymane są psy i koty oraz dbanie o dobro zwierząt na wielu innych płaszczyznach.

Jak odmienić czyjeś życie w kilku krokach

Proces adopcji w schroniskach początkowo dla postronnej osoby może wydać się dość skomplikowany, ale każdego jego reguła przyświeca jednemu celowi – dobru zwierzęcia. Warto pamiętać, że inaczej wygląda proces adopcji dorosłego psa, inaczej szczeniaka, a jeszcze inaczej kota. „Po pierwsze – trzeba wybrać psa. Można tego dokonać na dwa sposoby. Pierwszy, do którego zachęcamy: wejście na nasza stronę, przejrzenie bazy zwierząt i umówienie się na spotkanie z wolontariuszem. Druga możliwość to przyjazd do schroniska i wybranie psa na miejscu. Wtedy także trzeba skontaktować się z opiekunem i umówić się na przynajmniej dwa wspólne spacery ze zwierzęciem. Muszą wziąć w nich udział wszyscy mieszkańcy domu, do którego ma trafić pies.” –tłumaczy Patrycja Jarosz.

O dalszym przebiegu procesu adopcji opowiada wolontariuszka Agata: „po pierwszym spacerze zainteresowana adopcją osoba, jeśli zdecyduje się na konkretnego psa, wypełnia ankietę przedadopcyjną (dostępną na stronie schroniska w formacie PDF) i wysyła ją mailem na adres Biura Adopcji.  Kolejnym krokiem jest rozmowa telefoniczna z pracownikiem tegoż Biura, dotycząca  informacji zawartych w ankiecie. Na jej podstawie pracownik wydaje opinię o potencjalnym domu do którego ma trafić zwierzę i wpisuje ją do formularza ankiety. Jeśli opinia jest pozytywna, to umawiamy się na drugi spacer. Następnie wolontariusze psa wpisują do formularza ankiety swoją opinię nt. domu adopcyjnego bądź informację ile spotkań, ponad wymagane dwa, będzie jeszcze koniecznych, aby taką opinię wydać.  Na podstawie tych dwóch opinii  Biuro Adopcyjne podejmuje decyzję o adopcji zwierzęcia.” – opowiada wolontariuszka.

Wspomnianą ankietę można znaleźć także na stronie „Palucha”, więc warto przynajmniej zapoznać się wcześniej z jej treścią. „W ankiecie pytamy o kilka rzeczy: o wcześniejsze doświadczenie z psami, w jaki sposób osoba adoptująca będzie rozwiązywać różne problemy, czym będzie karmiła psa, co wie o profilaktyce zdrowotnej czy jak będzie reagować w sytuacjach stresowych, takich jak pogryzienie mebli czy nagłe warczenie psa.” – uzupełnia Patrycja Jarosz.

Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie, to pozostaje tylko sformalizowanie umowy. Adoptujący otrzymuje książeczkę zdrowia psa, jego dane w czipie (wszystkie zwierzęta znajdujące się w „Paluchu” są czipowane – red.) oraz wyprawkę na start. „W przypadku szczeniąt proces adopcji wygląda bardzo podobnie, poza spacerami. Te są niemożliwe, ponieważ szczenięta nie mają jeszcze potrzebnego kompletu szczepień.” – zaznacza pracowniczka „Palucha”.

„Odbycie minimum dwóch spacerów przedadopcyjnych jest absolutnie dolną granicą dla podjęcia racjonalnej decyzji o adopcji psa”.

Rzeczywistość a oczekiwania

Niekiedy jednak spacery ze zwierzęciem i jego potencjalnym opiekunem nie są wystarczające i konieczna jest wizyta wolontariuszy bądź opiekunów zwierząt w domu zainteresowanego. Jest to szczególnie ważne, jeśli ktoś posiada w domu już inne zwierzęta. Wtedy wolontariusze muszą sprawdzić, jaka będzie relacja psa z tymi rezydentami. Często takie spotkania są nagrywane, aby, w razie wątpliwości, skonsultować się ze schroniskowymi behawiorystkami co do potencjału tych relacji. „Czasem, ze względu na konkretną sytuację wynikająca najczęściej z charakteru czy uwarunkowania zwierząt, nie wystarczy jedna wizyta przedadopcyjna. Niektóre zwierzęta wymagają powolnego łączenia ich w ”pary”  z innym zwierzakiem lub człowiekiem. Wówczas adopcja jest długotrwałym procesem. Zadaniem wolontariusza w procesie adopcyjnym jest dopasowanie do siebie człowieka i psa, mając do dyspozycji tylko dwie godzinne rozmowy i ewentualnie wizytę przedadopcyjną. Każda sytuacja oceniana jest indywidualnie” – opowiada Agata.  Taką wizytę warto przeprowadzić także, jeśli w domu znajduje się małe dziecko, chociażby po to, aby sprawdzić jak pies zareaguje na dość wysokie dźwięki w zamkniętym pomieszczeniu. Wizyta przedadopcyjna to także większy komfort dla samego zwierzęcia.  Jeśli później dojdzie do adopcji, to wtedy pies przyjeżdża w miejsce, które już zna, co jest niezwykle ważne. Nie można bowiem zapominać, że dzień adopcji to także dla psa bardzo stresujące wydarzenie.

Często trudności pojawiają się dopiero po pewnym czasie od adopcji. Opowiada o tym wolontariuszka Agata: „adoptujący często oczekują, że pies bezwarunkowo dostosuje się do rodziny, zwłaszcza do dzieci. Kult ”bombelka” jest powszechny, ale na szczęście dość szybko zwiększa się także społeczna świadomość, że małe dziecko i pies, przy standardowym funkcjonowaniu rodziny, to ogromne wyzwanie. Znacznym problemem jest także postrzeganie zachowania psów przez pryzmat ludzkich odruchów, czyli brak znajomości psiej komunikacji. Najczęściej dopiero od nas adoptujący dowiadują się, że istnieje „psi język” i warto się go nauczyć, bo ułatwia to życie zarówno psu jak i człowiekowi.  Ale w tym aspekcie sytuacja także się poprawia – coraz rzadsze jest „tradycyjne” podejście to psa w domu – micha, spacer, kropka”. Listę potencjalnych problemów i środków zaradczych uzupełnia Patrycja Jarosz: „nie ma co się oszukiwać – osoba oglądająca zwierzęta w schronisku zazwyczaj w pierwszej kolejności ocenia ich wygląd. Kluczowy jest także moment wspólnego spaceru. Wtedy adoptujący może przekonać się, jaki charakter ma dany pies, czy ma jakieś problemy zdrowotne, jaki jest jego stosunek do dzieci lub innych zwierząt, czy wymaga dużej aktywności… na tym etapie można zdecydować, czy dany pies nam odpowiada, czy wolimy przyjrzeć się innemu. Od tego są także wolontariusze – aby dopasować zwierzę do charakteru, możliwości, doświadczenia i warunków domowych adoptującego.”

„Niektóre zwierzęta wymagają powolnego łączenia ich w ”pary”  z innym zwierzakiem lub człowiekiem. Wówczas adopcja jest długotrwałym procesem”.

Obostrzenia, ograniczenia i inne utrudnienia

Przez ostatnie miesiące pandemia w mniejszym bądź większym stopniu wpłynęła na działalność każdego miejsca, którego funkcjonowanie polega na kontakcie z innymi osobami. Na schroniska także. „Na początku pandemii, czyli w marcu i kwietniu zeszłego roku, nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie obostrzenia będą obowiązywać w kolejnych miesiącach, więc chcieliśmy znaleźć możliwie najwięcej nowych domów dla naszych psów i kotów. Dlatego szczególnie intensywnie zachęcaliśmy do adopcji i zainteresowanie zwierzętami rzeczywiście znacznie wzrosło. Wielu wolontariuszy zabrało także zwierzęta do domów tymczasowych” – opowiada Patrycja Jarosz.  

Podobnie pierwsze miesiące funkcjonowania schroniska podczas pandemii wspomina Agata: „zainteresowanie adopcją znacznie wzrosło. Ludzie musieli zwolnić tempo życia, siedząc w domu mieli znacząco więcej czasu i wielu postanowiło spełnić marzenie”. Niestety, wraz z kolejnymi zakażeniami i coraz bardziej restrykcyjnymi obostrzeniami, także „Paluch” musiał zostać zamknięty. Zarówno dla odwiedzających, jak i dla wolontariuszy. Zostali tylko stali pracownicy, choć także ich praca była znacznie utrudniona. „Personel schroniska został podzielony na zespoły, aby zminimalizować ryzyko wyłączenia wszystkich pracowników z pracy w przypadku wykrycia u kogoś z nich koronawirusa, co skutkowało wydłużonym czasem pracy. W efekcie ustała wszelka praca socjalizacyjna ze zwierzętami, a szanse adopcji spadły do zera.  Ta sytuacja doprowadziła do głośnego protestu wolontariuszy przed warszawskim ratuszem oraz w mediach społecznościowych (relacja z tych wydarzeń jest dostępna na stronie Paluchwatch: http://www.facebook.com/paluchwatch), a w efekcie do negocjacji z Biurem Ochrony Środowiska m. st. Warszawy, co do zasad dostępu wolontariuszy do podopiecznych w schronisku.” – wspomina Agata. Dopiero po ponad dwóch miesiącach wolontariusze mogli powrócić do schroniska, choć w ograniczonych liczbowo grupach i przy zachowaniu wielu innych obostrzeń. „Obecnie schronisko funkcjonuje niemalże tak, jak przed pandemią, oczywiście przy zachowaniu wszelkich reżimów sanitarnych. Proces adopcji nie uległ zmianom (poza tym, że ankiety przedadopcyjne są konsultowane z adoptującymi przez telefon), a, na całe szczęście, poziom zainteresowania zwierzętami wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie” – podsumowuje Patrycja Jarosz.

Przez ostatnie miesiące pandemia w mniejszym bądź większym stopniu wpłynęła na działalność każdego miejsca, którego funkcjonowanie polega na kontakcie z innymi osobami. Na schroniska także.

Psi obowiązek

Schroniska nieustannie próbują przekonać ludzi do idei adopcji zwierząt, choć oczywiście nie zamierzają oddawać swoich podopiecznych w pierwsze lepsze ręce. W końcu, zgodnie z hasłem „Palucha”, adopcja ma być dla zwierzęcia drugą szansą na lepsze życie, a nie kolejnym smutnym epizodem. „Adopcja musi być efektem autonomicznej, świadomej decyzji. Dlatego czasem można odnieść mylne wrażenie, że bardziej zniechęcamy niż namawiamy do adopcji. Sama miłość nie wystarczy, niezależnie, czy mówimy o psie ze schroniska, czy o zwierzęciu kupionym za duże pieniądze” – zaznacza Agata. „Jeśli miałabym coś doradzić osobom myślącym o adopcji ze schroniska, to byłoby to rozważenie wszelkich możliwych scenariuszy” – dodaje. A jest nad czym się zastanowić: czy pies nie będzie bał się samotności lub odgłosów miasta, co z nim zrobimy, kiedy będziemy chcieli wyjechać na dłużej, czy nie będzie niszczył przedmiotów w domu, czy wiemy jak leczyć zwierzę i ile kosztuje opieka weterynaryjna, czy pies nie będzie czuł lęku przed którymś z domowników. W obecnych czasach należy rozważyć nawet, kto będzie wyprowadzał zwierzę na spacery, jeśli znajdziemy się na kwarantannie. „Trzeba mieć świadomość, że adopcja zwierzęcia to odpowiedzialność na kilka-kilkanaście lat. Nawet jeśli wybierzemy szczeniaka lub małego kotka, to z czasem one też się zestarzeją i będą wymagać innej opieki” – ostrzega Patrycja Jarosz.

Pracownicy schronisk oraz wolontariusze od lat oprócz opieki nad zwierzętami wykonują także inną trudną pracę – starają się zmienić społeczną mentalność. Przesłanie jest proste – zwierzę to zwierzę. To ze schroniska niczym nie różni się od kupionego. Jedne i drugie są istotami podatnymi na uczucia i potrzebują opieki. Niestety często wcale nie jest to oczywiste, o czym opowiada Patrycja Jarosz: „wciąż utrzymuje się stereotyp, że zwierzęta ze schroniska są straumatyzowane. A to są normalne psy i normalne koty, które trafiły do nas w wyniku różnych perturbacji życiowych. Jeśli naprawdę chcemy obdarzyć zwierzę opieką i miłością oraz uczynić naszym domownikiem, to nie powinniśmy patrzeć na jego cenę na metce. Kolor sierści czy rasa nie są najważniejsze. Bezdomnych psów i kotów jest tak dużo, że nie możemy wspierać przemysłu związanego z ich dalszym rozmnażaniem pod kątem sprzedaży. Jest już komu pomagać”. Temat społecznej mentalności dotyczącej psów i kotów ze schronisk uzupełnia Agata: „powszechna świadomość już się zmienia. Coraz częściej na spacerach przedadopcyjnych słyszę, że ktoś chciał kupić psa, ale pomyślał, że może jednak lepiej przygarnąć tzw. bidę ze schroniska. Zgłaszają się też ludzie, którzy mówią: chcę dać dom psu, który ma najmniejsze szanse na adopcję. To krzepiące. Przychodzą do nas również osoby , którzy marzą o zapewnieniu domu psu lub kotu na ostatnie tygodnie bądź dni jego życia. Często są to młodzi ludzie. Mają nasz ogromny szacunek i wsparcie. Nie ma nic gorszego dla wolontariusza niż śmierć podopiecznego w schronisku. To rozdziera na kawałki. Schronisko to nie miejsce do życia, a tym bardziej nie miejsce na śmierć. To tylko przystanek. Każda adopcja to przykład, że można i trzeba dać szansę zwierzakowi ze schroniska, a przynajmniej rozważyć wybór – kupić czy adoptować. Żadna rozmowa nie zastąpi doświadczenia na żywo – spotkania ze zwierzakiem, który patrzy na nas zza krat. On tam może zostać na zawsze (czyli w przypadku kotów – na krótko), jeśli my nie damy mu szansy na nowy dom i lepsze życie”. Pytanie tylko, czy zechcemy z tej szansy skorzystać. A może to właśnie dzięki każdemu z nas pieskie życie kiedyś przestanie być synonimem nędzy, trudów i wyrzeczeń? W końcu pomaganie poszkodowanym powinno być naszym, nomen omen, psim obowiązkiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s