Dura sex, sed sex

Jak mawia znany, choć niekoniecznie lubiany, pisarz Paulo Coelho: „największą rozkoszą nie jest sam seks, ale pasja, która mu towarzyszy”. Choć „Sefixy” stara się potwierdzić słuszność tego twierdzenia, to niestety liczne komentarze dotyczące polskiej produkcji udowadniają raczej, że seks wciąż jest dla nas tajemniczym i wstydliwym zjawiskiem, o którym nie powinno się zbyt głośno mówić. A najlepiej wcale.

Źródło: Netflix

Zacznijmy od podstawowego faktu – „Sexify” nie jest polską odpowiedzą na „Sex Education” i nie miało nią być. A usilne doszukiwanie się przez wielu recenzentów podobieństw miedzy tymi serialami, bo oba poruszają temat seksu, ma mniej więcej tyle sensu, co zrównanie „Bękartów wojny” z „Listą Schindlera”, bo oba dotyczą II wojny światowej. Owszem, to prawda, ale opowiadają o tym temacie w całkowicie odmienny sposób, bo jego obszerność i uniwersalność na to pozwala. I to samo dotyczy seksu. Co prawda między „Sexify” a „Sex Education” różnica nie jest aż tak drastyczna, ponieważ obie produkcje są utrzymane w raczej komediowym tonie, a dopiero pod ich płaszczem humoru kryją się subtelnie zarysowane edukacyjne wartości, ale wciąż porównanie to narzuca narrację z gatunku: „seks to przecież seks, wrzucamy do jednego worka”. Co więcej, wyrządza sporą krzywdę polskiemu serialowi, który, szczególnie jak na nasze „umiejętności” kręcenia komedii i raczej konserwatywny światopogląd, okazuje się produkcją całkiem zacną.

Zanim jednak zacznę chwalić, ale i lekko krytykować, to wypadałoby napisać dla niezaznajomionych z tematem, czym to całe „Sexify” właściwie jest. A mowa o polskim, 8-odcinkowym serialu, dostępnym od 28 kwietnia na Netflixie. Zarówno za scenariusz, jak i za reżyserię odpowiada ten sam duet – Kalina Alabrudzińska oraz Piotr Domalewski. Trzy główne bohaterki produkcji, czyli Natalia (Aleksandra Skraba), Paulina (Maria Sobocińska) oraz Monika (Sandra Drzymalska), są studentkami na tej samej uczelni. Wszystkie znacząco się od siebie różnią, ale jednocześnie w wielu sferach uzupełniają. Natalia to niezwykle ambitna i inteligentna dziewczyna, najlepsza studentka na roku, wiecznie dążąca do bycia niezależną. Jej rodzice, pochodzący z małego miasteczka, z jednej strony są dumni, że ich ukochana córusia wyjechała na studia do wielkiego miasta i tak dobrze sobie radzi z tymi wszystkimi nowoczesnymi technologiami (polecam przeczytać to zdanie, udając głos waszej babci), a z drugiej nie za bardzo rozumieją, czym tak właściwie Natalia się zajmuje i dziwią się, że po otrzymaniu dyplomu planuje karierę w stolicy, zamiast wrócić do rodzinnego domu. Niestety dziewczyna zaangażowała się w edukację kosztem ograniczenia kontaktów z płcią przeciwną, w związku z czym seks nadal pozostaje dla niej wstydliwym „słowem na s”, a młodzieżową imprezę widziała tylko dlatego, że w akademiku, w którym mieszka, trudno takowych uniknąć.

Paulina to z kolei osoba wychowana w skrajnie wierzącej i konserwatywnej rodzinie (no wiecie, takiej, w której ojciec musi posiadać soczystego wąsa, matka tupta co niedziela do kościoła, a każda uroczystość rodzinna wiąże się z hektolitrami czystej wódki i kiszonymi ogórkami), przygotowująca się do ślubu Mariuszem, studentem akademii wojskowej. Jest to także chyba najmniej stereotypowa i jednowymiarowa bohaterka „Sexify”, a przez to dla wielu pewnie najciekawsza. Z jednej strony zależy jej na studiach, a z drugiej szuka w wielkim mieście rozrywki i atrakcji niedostępnych w rodzinnej miejscowości. Niby kocha Mariusza, ale na każdym kroku zastanawia się, czy to na pewno on jest tym jedynym. Ma dość monotonnego seksu z narzeczonym (którego niezbyt interesuje ewentualna przyjemność ukochanej ze stosunku, a cała „akcja” w jego wykonaniu trwa kilkanaście sekund i zawsze odbywa się w tej samej, klasycznej pozycji), ale boi się mu o tym powiedzieć. Po każdym zbliżeniu spowiada się księdzu, niepewnie obiecując poprawę. Co więcej, nie jest w stanie powiedzieć rodzicom, że mieszka przed ślubem z ukochanym, okłamując ich, że przebywa w akademiku.

No i jest też Monika. Córka bogatego ojca przedsiębiorcy (Cezary Pazura), wiecznie zbuntowana i skonfliktowana ze światem, olewająca szkołę, nieskalana ciężką pracą i zmieniająca chłopaków częściej niż skarpetki. Niezwykle pewna siebie, ale jednocześnie nieustannie szukającego czegoś, dzięki czemu mogłaby udowodnić swoją wartość i zaimponować zawiedzonym jej lekkodusznością rodzicom.

Właśnie ta trójca staje przed wspólnym zadaniem stworzenia aplikacji, dzięki której wygrają międzyuczelniany konkurs na najlepszy start-up. Wybór pada na temat, który, przynajmniej według bohaterek, dotyczy wszystkich – seks. A precyzyjniej na przyjemność kobiety podczas stosunku, bowiem celem aplikacji ma być optymalizacja kobiecego orgazmu. Oczywiście pojawia się pytanie, jak tego dokonać, szczególnie że dla przewodzącej grupie Natalii jest to zupełnie obce zagadnienie, a termin zaprezentowania projektu zbliża się nieubłaganie. Dziewczyny więc, jak na studentki przystało, zaczynają zgłębiać temat – udają się do sex-shopu, na targi gadżetów erotycznych, czy wreszcie udostępniają swój pokój napalonym parom, oczywiście w celach badawczych (swoją drogą nazwanie tego miejsca „kopulatorium” jest na swój sposób urocze). Jak łatwo się domyślić, sytuacja z czasem znacznie się komplikuje, co skutkuje wieloma całkiem zabawnymi momentami, a bohaterki stopniowo zaczynają rozumieć, czego tak naprawdę oczekują od ukochanej osoby, także w aspekcie seksualnym, co oczywiście znacząco odbija się na ich prywatnym życiu.

Trzy główne bohaterki – Natalia, Paulina oraz Monika. Źródło: Netflix

Zdaję sobie sprawę, że cały ten opis może sugerować, że „Sexify” jest typowym serialem dla nastolatek. I choć rzeczywiście momentami niebezpiecznie zbliża się do tej granicy, a niektóre żarty trzeba solidnie popić, to przypięcie takiej łatki byłoby znacznym spłyceniem polskiej produkcji. Bowiem „Sexify” potrafi naprawdę zaciekawić. Akcja jest dynamiczna, bohaterki naprawdę da się lubić, a nawet im kibicować, ale przede wszystkim seks nie jest traktowany tutaj jako temat tabu, tylko normalna cześć życia młodych osób. Niby nie jest to nic odkrywczego, ale warto ten fakt podkreślić, bo w niejednym serialu widzieliśmy już, że twórcy, aby nie pokazać przypadkiem zbyt dużo, decydowali się przedstawić seks w niemalże groteskowy sposób. Warto także docenić dość nowatorski sposób montażu „Sexify” – dialogi często są przerywane dynamiczną muzyką, mającą podkreślić wagę danej sytuacji, a kamera lubi przyjrzeć się z bliska twarzom bohaterek. Na osobne wyróżnienie zasługuje odcinek, w którym serialowe wydarzenia przeplatają się z fragmentami sienkiewiczowskiego „Potopu”. Świetny, zanurzony wręcz w polskości, pomysł!

Nie da się jednak ukryć, że „Sexify” serialem edukacyjnym raczej nie jest, choć to wada tylko dla tych, którzy z jakiś przyczyn takiego się po tej produkcji spodziewali. Na szali zdecydowanie przeważa akcent komediowy, i to polegający raczej na prostych żartach sytuacyjnych, choć uważny widz zauważy także przynajmniej kilka kąśliwych, ale trafnych uwag dotyczących naszej stereotypowej polskości. Oczywiście nie są to żarty, które będziecie wspominać tygodniami, raczej po prostu wasze kąciki ust na chwilę się podniosą. Po zakończonym seansie nie grozi wam także popadnięcie w rozterki moralne czy dylematy o sensie istnienia, ale właśnie na tym polega siła „Sexify”. Nie udaje, że jest niepowtarzalnym dziełem sztuki, które reprezentuje głos dzisiejszej młodzieży, nic z tych rzeczy. Twórcy zwyczajnie chcieli nam dostarczyć kilku godzin przyjemności na dwa-trzy wieczory, aby zrelaksować się po pracy czy szkole i to im się udało. Owszem, nie każdy musi lubić taką prostą rozrywkę, dlatego warto mieć to uwadze przez rozpoczęciem seansu (o innych serialach poświęconych tematyce seksu możecie poczytać tutaj: https://uniwerek.tv/2021/04/15/o-sexify-i-innych-serialach-o-seksie/).

Oczywiście chciałoby się pochwalić „Sexify” także za burzenie tematów tabu, wyśmianie absurdów polskiej konserwatywności, dowartościowanie kobiet i zwrócenie uwagi na ich potrzeby, pokazanie, że te wszystkie wibratory czy kajdanki wcale nie są diabelskimi wynalazkami, czy udowodnienie, że seks może przybierać wiele form w zależności od indywidualnych potrzeb, a jego celem często jest „jedynie” obustronna przyjemność. Ale trudno mi wychwalać coś, co tak właściwie powinno być normą. Co więcej, „Sexify” jest dalekie od przekraczania jakichś granic dobrego smaku, wręcz można żałować, że twórcy momentami nie odważyli się pójść ze swoją produkcją kilka kroków dalej. Niestety, patrząc na liczbę i treść krytycznych komentarzy dotyczących serialu, mam wrażenie, że wciąż nie potrafimy śmiać się z seksu i traktować go jako normalnej, ludzkiej potrzeby. To już jednak temat na inny artykuł. Pozostaje trzymać kciuki, że negatywne reakcje nie skłonią Netflixa do zakończenia serialu po jednym sezonie, a twórcy nie przestraszą się mówienia o „niebezpiecznym” temacie i dostarczą nam, niczym bocian dzieci, kolejne odcinki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s